reklama

Sympatyczny jak Aleksander, neurotyczny jak Prus

- Pracowałam nad tą książką 3 lata. I były to chyba najdziwniejsze 3 lata w moim życiu. Nie znam nikogo bardziej w tej chwili, niż Prusa. Nie umiałabym powiedzieć, że znam tak dobrze moją mamę czy jakiegokolwiek przyjaciela. Myślę, że o sobie nie wiem tyle, co o Prusie...

reklama

...przyznała dziś w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Siedlcach Monika Piątkowska, autorka książki "Prus. Śledztwo biograficzne". Spotkanie to zorganizowano w ramach V Zaduszek Literackich w Siedleckiej Książnicy.

- Życie przez 3 lata z postacią, którą się opisuje, dokładnie bada, próbuje, potem się z nią wadzi i boksuje, jest metafizycznym przeżyciem. Przez wiele lat byłam reporterem. Siłą rzeczy opisywałam ludzi i ich losy. Wydawało mi się, że to na człowieka tak nie wpływa. Teraz mam wrażenie, że te trzy lata z Prusem bardzo mnie zmieniły.

Co więcej, ludzie na spotkaniach autorskich mówią mi, że ta książka również ich zmienia. Bo opowiada o Bolesławie Prusie nie jako o pisarzu, ale o Aleksandrze Głowackim. O jego życiu duchowym, o jego życiu emocjonalnym. O takich rzeczach, których my się wstydzimy trochę w naszym życiu. O lękach, o tym, że nam nie idzie. O naszych zazdrościach, słabościach.

Z mnóstwem rzeczy trzeba się skonfrontować, jak się czyta historię Prusa. Najtrudniejszą rzeczą dla mnie, jako kobiety, było opisanie i zrozumienie historii jego małżeństwa z Oktawią. Nie chciałabym być na jej miejscu. Nie było to szczęśliwe małżeństwo. Dość okrutne było to, co tam się działo w tym domu... Do tego dochodzi historia wychowanka tego domu, który popełnił samobójstwo... Na to samobójstwo duży wpływ miała atmosfera domu. A atmosferę tę tworzył Aleksander. To on był głównym architektem domu... I ojcem, a nie tylko ojcem chrzestnym, Jana Bogusza Sacewicza - oficjalnie "sieroty z rodziców niewiadomych", przysposobionej przez przyjaciółkę domu Prusów, Alinę Sacewiczową. Tak naprawdę pani Alina była rodzoną matką tego chłopca...

Do Siedlec przyjechał jako młody chłopiec, w 1861 roku. Tuż po tym, jak został wygnany z domu przez ciotkę i wuja. Zaczął tu chodzić do szkoły. - Przeszedł tu coś, czego nie przeszedł już nigdy potem - mówiła pisarka.

- Tak bardzo starał się, żeby pokazać, że coś umie, mimo że nie był za dobrym uczniem wcześniej... Po raz pierwszy mógł startować w konkursie na najlepszego ucznia. Przegrał go. Trochę niesłusznie. Najlepsze wyniki, jakie osiągnął w szkole w ogóle, były to te właśnie siedleckie. Potem wrócił do Siedlec w dramatycznym momencie, kiedy uciekł do powstania styczniowego. 4 km od Siedlec, pod Białką został ranny. Tu w Siedlcach był sądzony. Tutaj spędził miesiąc w szpitalu. Był to potworny dla niego czas. Miał ciężką ranę oczu. Miał ciężką ranę karku. Psychicznie był zupełnie rozbity. Był to stan na pograniczu szaleństwa. Tu też dochodził do siebie w domu sędziego Dryla, który go przygarnął. A potem, następnego roku, wróciwszy do Siedlec - bo myślał, że będzie się dalej uczył - został aresztowany i przewieziony do Lublina. Spędził jakiś czas w tamtejszym więzieniu. Był to dramatyczny moment w jego życiu.

Ludzie po więzieniu rosyjskim nie wychodzili już tacy, jak do niego wchodzili. Żeby straszyć tych więźniów, często umieszczano ich w celach, w których było słychać, jak się wykonuje wyroki. Jak się wiesza ludzi. Jak oni krzyczą. I Prus to wszystko słyszał. Bał się potem tego więzienia potwornie. A kiedy napisał powieść "Dzieci", która dotyczy historii powstania styczniowego, zamieścił w niej opis Siedlec. To z Siedlec również wysyłał do "Kuryera Niedzielnego" teksty, które podpisywał Jan w Oleju. Siedlce są też najprawdopodobniej Iksinowem, opisanym w "Emancypantkach".

Komentarze (7)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najnowsze

  • popularne

Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.