reklama

Sztuka żywi się nami

Adam Ferency, fot. Aneta Abramowicz-Oleszczuk

Niewysoki, łysy, nieprzyjemny facet. Typowy szwarccharakter, którego ludzie w jakimś sensie się boją. Odważny, bezkompromisowy, wyrazisty. A jednocześnie... najłagodniejszy w świecie, poczciwy miś, który próbuje jakoś przejść przez życie. Adam Ferency. Nie i tak.

reklama

Znany aktor spotkał się 14 maja z Czytelnikami Miejskiej Biblioteki Publicznej w Siedlcach w Muzeum Regionalnym "pod Jackiem". Na spotkaniu, zorganizowanym z okazji dobiegającego końca XV Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek*, wspólnie z dziennikarką Mają Jaszewską Adam Ferency promował ich wspólną książkę "Nie i tak. Adam Ferency w rozmowie z Mają Jaszewską".

 

Adam Ferency: Wiem, mam pewne doświadczenie, że ciekawe role są skurczybyków, złych, szwarccharakterów. Jakbym miał grać anioła, to nie wiem, co bym zrobił. Sztuka zawsze napędzała się tragedią. Tragedia zawsze ocierała się o zło przecież. W gruncie rzeczy sztuka próbuje okiełznać zło. Nie okiełznać dobro, tylko okiełznać zło. Musi się żywić w związku z tym złem. A ponieważ ludzie są źli, więc sztuka się żywi nami.

 

Podstawową emocją, jaką świat mi funduje, jest emocja, która powoduje u mnie strach. Ja się boję wszystkiego. Boję się wszystkiego i dlatego zostałem aktorem, żeby uciekać w świat nieprawdziwy. Opowiadam o sobie nieprawdziwe rzeczy, bo boję się prawdy o sobie, o świecie, który mnie otacza. Nawet o Mai Jaszewskiej nic właściwie nie wiem, bo boję się jakiejś prawdy o niej, bo myślę sobie, co ja też tą prawdą bym mógł zrobić? Boję się prawdy o moich widzach i boję się prawdy o moich czytelnikach. I nic na to nie poradzę. Jedno jest wyjście z takiej sytuacji: można popełnić samobójstwo. Ale, niestety, boję się popełnić samobójstwo. Dlatego jestem z Państwem.

 

Maja Jaszewska: Najbardziej zależało mi na tym, żeby spotkać się z człowiekiem. Wcześniej, miałam intuicję, którą nasza pierwsza rozmowa potwierdziła, że mam do czynienia z kimś niezwykłym. nie tylko artystą, ale i człowiekiem. To, co Adam przed chwilą nazwał kłamstwem, ja bym nazwała tajemnicą. Jego tajemnicą, której nie do końca miałam ambicję zgłębiać, a chciałam ją pokazać. Moim najbardziej przewodnim pragnieniem było skierowanie światła na tę jego tajemnicę.

 

Co Pan podziwia w kobietach?

Adam Ferency: Najbardziej? Wysokie czoło.

 

Bardziej niepokoi Pana słowo prawda niż oszustwo...

Adam Ferency: Do słowa prawda w języku polskim nie ma rymu. I co ja mam biedny zrobić? Z punktu widzenia lingwistycznego jest to ciekawe, że do wszystkich słów w polszczyźnie są rymy pełne, a do prawda nie ma. Ale przecież nie o tym mowa. Ze słowem prawda na ustach popełniono tyle paskudnych rzeczy w świecie przez historię ludzkości, że lepiej nie mówić o tym. Natomiast nigdy na sztandarach - zauważcie Państwo - nie było wypisane: kłamstwo. I idę do przodu. Otóż dlatego, chociażby przez tę przekorę swoją, ja wypisuję na swoim sztandarze: kłamstwo. Tylko oczywiście nie jestem ja taki szalony, żeby chodzić w marszach z napisem kłamstwo. Nie chcę zostać zamordowany od razu. Bo wszyscy ze sztandarami prawda zamordują mnie, chociaż większość z nich będzie krzyczała, że są katolikami.

Myślę sobie tak: kłamstwo jest związane ze sztuką, chociaż większość artystów mówi, że poszukuje prawdy. Na swój własny użytek mam taką teorię, że sztuka powinna poszukiwać kłamstwa, które będzie udawało prawdę.

Jestem taki, jaki jestem. A chciałbym udawać wysokiego, szczupłego blondyna. I będę robił wszystko, żeby wmówić ludziom, że jestem wysokim, szczupłym blondynem. Jeśli mi się to uda, to jest sukces, chociaż stoi za mną kłamstwo okropne. Myślę, że kłamstwo jest pewnym narzędziem. W tej książce nie jest tak, że mówię: ludzie, chodźcie ze mną, ja poprowadzę Was za sztandarem kłamstwo. Mówię, ja, Adam F., syn Władysława, wnuk maszynisty kolejowego, jestem za kłamstwem, ale nie chcę też krzywdzić ludzi, bo nie chcę dodawać zła w świecie, który uważam za zły. Nie chcę tego zła.

 

Co śmierć kliniczna zmieniła w Pana życiu?

Adam Ferency: Uwaga: nic.

 

Co Pan sądzi o dobrej zmianie?

Adam Ferency: Nie wiem dlaczego, dobra zmiana powoduje smutek. (...) Proszę wybaczyć, jeśli kogoś będę ranił. Na gruncie kultury dobra zmiana kojarzy mi się z jednym, z sytuacją koni w Janowie Podlaskim. (...) I bardzo mi przykro, ale sytuacja Starego Teatru w Krakowie jest również sytuacją koni w Janowie Podlaskim.

Stary Teatr - przypomnę Państwu - to Teatr Narodowy. To, co się tam wyrabia, woła o pomstę do nieba. Teatr Polski we Wrocławiu stał się z prowincjonalnego teatru teatrem międzynarodowym, który jeździł po całym świecie. Dzisiaj stał się ponownie prowincjonalnym, trzeciorzędnym teatrem.

* W tym roku hasłem przewodnim Tygodnia Bibliotek była Do(Wolność) Czytania. (Ana)

Komentarze (1)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najnowsze

  • popularne

Advertisement