reklama

Zjedli śniadanie z Kościuszką!

Siedlce

Paweł Świerczewski 2017-05-24 08:53:33 liczba odsłon: 752
Pomnik Tadeusza Kościuszki w Siedlcach ma już 100 lat! fot. Janusz Mazurek

Pomnik Tadeusza Kościuszki w Siedlcach ma już 100 lat! fot. Janusz Mazurek

Poznajcie historie niezwykłych spotkań młodych siedlczan z bohaterem narodowym - Tadeuszem Kościuszką!

reklama

Spotkanie z Tadeuszem Kościuszką w pociągu, czy w kosmosie? Tak to możliwe! Wystarczy uruchomić wyobraźnię. Takie zadanie mieli uczestnicy konkursu pisarskiego „Śniadanie z Kościuszką”. Organizowała go Fundacja AKA z okazji rocznicy 100-lecia odsłonięcia w Siedlcach pomnika wielkiego polskiego bohatera.

Konkurs przeznaczony był dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Młodzież stanęła przed wyzwaniem stworzenia opowiadania opisującego wspólny posiłek z tą historyczną postacią. Okoliczności? Dowolne! Można więc było popuścić wodze fantazji!

Jury, w składzie Renata Orłowska, Eugeniusz Kasjanowicz i Andrzej Dmowski zdecydowało o przyznaniu dwóch nagród. Zwyciężyła Beata Ułasiuk, uczennica I Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Prusa w Siedlcach. Drugie miejsce przyznano uczniowi Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 im. Mikołaja Kopernika w Siedlcach – Bartoszowi Szajkowskiemu.

Prace laureatów publikujemy poniżej.

 

„Pasażer” - opowiadanie Beaty Ułasiuk

- Uwaga! Pociąg linii TLK Kościuszko do stacji Kraków Główny, odjeżdża o godzinie 9.03 z peronu trzeciego.

Po usłyszeniu tego komunikatu, zdążywszy wziąć ostatni łyk aromatycznej kawy, zerwałam się z siedzenia i pobiegłam w stronę peronu nr 3. Miałam tylko 4 minuty, aby dobiec na miejsce i wsiąść do pociągu. Zawsze zastanawiałam się, po co właściwie nazywa się je na cześć znanych osób, trochę to bez sensu.

 Mało brakowało, a spóźniłabym się na jedyny pociąg do Krakowa w tym dniu. Mój spontaniczny plan by wtedy nie wypalił.

Wczoraj wpadłam na pomysł, aby odwiedzić mojego brata. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ja mieszkam w Siedlcach, a on aktualnie studiuje w Krakowie. Dawno się nie widzieliśmy, więc bardzo chciałam się z nim spotkać. Postanowiłam więc, że kupię bilet i w drogę.

Wsiadłam zatem do pociągu, znalazłam swoje miejsce. Wybrałam wcześniej przedział dwuosobowy. Nie znoszę podróżować, gdy wokół mnie siedzi tłum ludzi, którzy hałasują. Bardzo lubię czytać w podróży, a nawet najmniejszy dźwięk mnie rozprasza. Miałam nadzieję, że osoba, mająca usiąść obok mnie, będzie zachowywała się w miarę normalnie albo może wcale się nie pojawi. Zaczęłam przygotowania do długiej podróży. Zawsze biorę ze sobą jakąś grubą ciekawą książkę, dzięki której czas mija mi tak szybko, że nawet nie zdążę się zorientować, a już jestem na miejscu. Sięgnęłam więc do torby po lekturę. Nie, nie może być. Nigdzie jej nie ma. Wyrzuciłam wszystko z torebki, żeby sprawdzić jeszcze raz, ale raczej wyczułabym  trzystustronicowy tom. Zastanawiałam się, gdzie mogłam ją zostawić. Po chwili przypomniałam sobie, że wyjmowałam ją przecież w kawiarni.

- No to pięknie. Ciekawe, co ja będę robić przez kolejnych sześć godzin – pomyślałam.

Zupełnie nie uśmiechało mi się słuchanie muzyki czy granie w bezsensowne gry na komórce. W czasie, kiedy ubolewałam nad okrucieństwem losu, do przedziału wszedł mężczyzna.

Wysoki, dobrze zbudowany, na oko miał czterdzieści lat. Powiedział mi dzień dobry i usiadł na swoim miejscu. Na początku patrzył się tylko w okno i nad czymś głęboko rozmyślał. Później jednak wyjął książkę. Oczywiście moja okropna i cyniczna natura pozwoliła mi szybko go ocenić i wywnioskować, że to na pewno jakiś nudziarz. Książka miała tytuł ,,Kościuszko, jakiego nie znacie”.

-Oho, jeszcze tylko wyjmij ,,Poczet królów polskich” i będzie komplet - pomyślałam.

Nie lubię w sobie tego, że od razu tak złośliwie oceniam ludzi, ale co poradzić, już taka jestem.

Mężczyzna zagłębił się w lekturze, a mi nie pozostało nic innego, jak tylko gapić się w okno.

Przecież w pociągu jest mały sklepik - przypomniałam sobie w pewnym momencie. Może chociaż uda mi się kupić jakąś gazetkę.

 Niestety wielkiego wyboru nie było, ,,Moto Świat” albo ,,Be Trendy”. Z dwojga złego wolałam już poczytać, co według dziennikarzy modowych powinnam nosić. Wróciłam z moim zakupem do przedziału. Próbowałam udawać, że to, co czytam, mnie interesuje, ale chyba słabo mi to wychodziło. Wzdychałam i ubolewałam nad płytkością większości artykułów w magazynie. Zauważył to mężczyzna siedzący obok mnie.

-Chyba nie był to dobry zakup – zagadnął.

-Tak, całe cztery złote na marne – odrzekłam poirytowana.

-Ja na szczęście mam lekturę, która naprawdę wciąga.

Nie miałam zbytnio ochoty z nim rozmawiać, ale chyba lepsze to, niż głupia gazetka.

–Widzę, że ma pan książkę o Kościuszce, ja niestety nie przepadam za literaturą historyczną - powiedziałam.

-To nie jest zwyczajna książka. Opowiada ona nie tylko o tym, czym wsławił się Kościuszko, ale skupia się bardziej na tym, jaki był, co lubił, kochał.

-Przepraszam, ale zupełnie nie wiem, co może być interesującego w biografii jednego z bohaterów narodowych, przecież już tyle o nim słyszałam.

-No właśnie, pewnie tylko o Insurekcji, Racławicach, czyli same powszechnie znane fakty. Jeśli pani pozwoli, to mogę podzielić się z panią kilkoma intrygującymi historiami.

-Chętnie posłucham, zobaczymy czy uda się panu mnie zaciekawić.

Mężczyzna uśmiechnął się szeroko.

-W takim razie możemy zaczynać, tylko najpierw może zjedzmy małe śniadanie.

Wyjął ze swojej torby termos z herbatą, ciastka i rogaliki. Poczęstował mnie smakołykami. Było to bardzo miłe z jego strony.  Nalałam sobie herbaty i zamieniłam się w słuch.

-Wiadomo, że Kościuszko był genialnym dowódcą, strategiem i przede wszystkim patriotą. Czy wie pani jednak, że wy, kobiety, powinnyście go doceniać za coś zupełnie innego? Wielbił płeć piękną nie tylko za urodę, ale także za rolę w życiu państwa. Jako pierwszy nazwał kobiety ,,współobywatelkami” i to nie w byle jakim dokumencie, bo w akcie Insurekcji. Niezwykle szanował damy za ofiarność, poświęcenie, wytrwałość i siłę w znoszeniu trudów porozbiorowej rzeczywistości. Był orędownikiem, jakbyśmy to dziś powiedzieli, feminizmu.

-Dobrze byłoby, gdyby znalazł dziś naśladowców. Zaczynam lubić tę wersję Kościuszki, skoro doceniał intelekt kobiet - zaśmiałam się.

-Powiem pani więcej, zapewne zaintryguje panią to, że życie uczuciowe Kościuszki mogłoby stanowić podstawę scenariusza wzruszającej historii miłosnej. Wiele osób twierdzi, że Kościuszko był kochliwy i miał wiele kobiet. Jednak naprawdę kochał tylko jedną - Ludwikę. Nie dane im było niestety być ze sobą. On wyjechał, a ona została zmuszona przez ojca do małżeństwa z innym mężczyzną - księciem Lubomirskim. Miłość jednak nie wygasła, pisali do siebie listy, a po latach, gdy się spotkali, było to dla nich tak ogromne przeżycie, że oboje ze wzruszenia płakali. Bohaterowie też mają swoje słabości, ale dzięki temu są nam bliżsi.

-Udało się panu, rzeczywiście już prawie przekonał mnie pan, że to człowiek nietuzinkowy. Ale to tylko wzmaga moją ciekawość. Czym jeszcze mnie pan może zaskoczyć?

-Proszę bardzo. Był, można powiedzieć, człowiekiem renesansu - grywał na fortepianie, malował obrazy, ale też studiował dzieła filozofów. Ostatecznie trzeba pamiętać, że był przecież uczniem Szkoły Rycerskiej. A jeśli jeszcze chciałaby pani wiedzieć coś więcej, to zachęcam do lektury.

Roześmiałam się, a mężczyzna odpowiedział uroczym uśmiechem i podał mi książkę.

Powiedział, że teraz będę mogła zjeść nie tylko śniadanie, ale także inne posiłki z Kościuszką. Nie chciałam przyjąć tego prezentu, ale mój towarzysz podróży nalegał i nie mogłam mu odmówić. Podziękowałam więc serdecznie, ale nadal byłam zmieszana. Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Chcąc uczynić sytuację mniej krępującą, poprosiłam, żeby sympatyczny pan wpisał mi chociaż dedykację na pamiątkę naszego spotkania.  I wtedy uświadomiłam sobie, że nie przedstawiliśmy się sobie. Nieco z przesadą krzyknęłam więc:

-Na śmierć zapomniałam, przecież ja się panu nie przedstawiłam! Nazywam się Beata Siedlecka.

-Ja też o tym zapomniałem! Nazywam się Tadeusz Kościuszko.

 W tym momencie musiałam mieć wyjątkowo głupią minę.

-Teraz rozumie pani, dlaczego czytam właśnie tę książkę, trzeba przecież poznawać historię swoich przodków.

Byliśmy już na miejscu, pociąg wjechał na stację w Krakowie. Mężczyzna uśmiechnął się tylko do mnie i szybko opuścił przedział.  Na peronie czekał już na mnie brat. Przywitaliśmy się, a potem jak najdokładniej opowiedziałam mu moją przygodę. Spojrzał na mnie z pobłażaniem i zażartował, że tylko mi mogło się coś takiego przydarzyć.

Był to najbardziej niesamowity dzień w moim życiu. Przede mną jeszcze lektura, niezwykła lektura…

 

„Podmiot - Kościuszko” - opowiadanie Bartosza Szajkowskiego

 

Światła błysnęły. Metalowa platforma, wraz z Tadeuszem Kościuszką, pojechała wysoko w górę. Reflektory skierowały strumień fotonów na wyrafinowane oblicze mężczyzny. Ten przytupnął, wyrzucił ręce w pełnym werwy geście, zmierzył nas swym mądrym spojrzeniem i wreszcie przemówił:

  • Ja, Tadeusz Kościuszko, przysięgam w obliczu Boga całemu Narodowi Polskiemu, iż powierzonej mi władzy na niczyj prywatny wycisk nie użyję, lecz jedynie jej dla obrony większości granic, odzyskania jedności Narodu i ugruntowania powszechnej wolności używać nie będę. Tak mi Panie Boże zrób i niewinna męka Syna Jego.
  • Nie! Stop, stop! To jakieś żarty?! - wydarł się stojący poza sceną jegomość.

Przyjrzałem mu się uważniej. Na głowie chaos, w ręku kubek z herbatą, jak to zazwyczaj. Zaszczycił nas sam reżyser. Swoją skromną osobę określał zazwyczaj mianem “Autor”. Jeśli zaś chodzi o jego prawdziwe imię i nazwisko - nikt go nie znał. Przyznam, że pierwszy raz z nim pracuję i dotychczas nie żałuję. Nasz gwiazdor tymczasem zszedł z podwyższenia w celu rozmowy z nowo przybyłym.

  • Co ty wyprawiasz, do licha? - zirytował się Autor - Ucisk, nie wycisk! Całości, nie większości! Samowładności, nie jedności! Poza tym, BĘDĘ używać, nie “nie będę”... Używać. Wiecie co, przerywamy kręcenie. Czas na śniadanie. Może jak coś zjesz, zaczniesz w końcu gadać z sensem…

Kościuszko wydawał się zmieszany. Bądź co bądź, minęło już parę lat odkąd ostatnio wymawiał tę kwestię. Wtem spostrzegł mnie i zdziwił się.

  • Autorze, kimże jest owy gentleman? Do tej pory bodaj nigdzie go nie dostrzegłem, a oko me bystre.
  • On? To tylko Jacek, pseudonim “Narrator”. Wraz z Kasią zajmują się notowaniem wszystkiego co się tutaj dzieje. Patrz, Kasia stoi tam w rogu - wskazał kciukiem za siebie.

Faktycznie. Stała i wpatrywała się w swoje notatki.

  • Rozumiem, jednakże jaki przyświeca temu cel?
  • To nie jest teraz ważne, chodź coś zjeść.

Spoczęliśmy na miękkich krzesłach, a gospodyni-robot przygotowała nam zoptymalizowany posiłek w postaci dwóch kapsułek i kubka mleka, aby miały się w czym rozpuścić. Połknęliśmy je, bez namysłu.

  • I jak się czujesz? Po tych wszystkich działaniach na rzecz Polski z pewnością cieszysz się, że możesz być teraz z nami, z dala od wszystkich nieprzyjemnych sytuacji i osób, jak na przykład panowanie Cara Pawła I Romanowa - zasugerowałem.
  • Składanie mu przysięgi wiernopoddańczej nie było bynajmniej czymś miłym, jednak myśląc o tym w chwili obecnej, wszystko zdaje mi się niecodziennie odległe i zamglone - rzekł, po czym spojrzał na kolorową ścianę dodającą wnętrzu pomieszczenia uroku i przyjemnego spokoju.
  • Mimo tego nie można ci odmówić zasług dla Polski, które uczyniłeś. Szczerze, czuję się zaszczycony, jedząc śniadanie z tak wybitną osobą… I Autorem - dodałem przez grzeczność.
  • Ta - skwitował to cierpko reżyser.
  • Insurekcja Kościuszkowska, twoje dokonania na tle wojennym i politycznym - kontynuowałem, niezrażony - Bez dwóch zdań mogę powiedzieć, że jesteś dumą Polski.
  • Niesłychanie miło mi to słyszeć - wyraził wdzięczność.
  • Mam tylko jedno pytanie: co było twoim motywem, w tamtych dniach?
  • Gorący żar patriotyzmu - powiedział.

Wspomnienia od razu go pobudziły. Przez chwilę widziałem inteligentny błysk w jego oku. Autor zerkał mi znad ramienia i trochę się krzywił. Zdaje się, że nie podzielał mojego uwielbienia dla tej postaci, co nie znaczy jednak, że był obojętny na jego zasługi. Kościuszko natomiast, wstał i z nową dawką energii porwał nas słowami:

  • Zatem chodźmy drodzy towarzysze, nakręćmy tę scenę tak jak należy, by dać przykładne świadectwo przeszłości!

Autor dopił mleko. Wszyscy byliśmy gotowi. Osobiście, czułem się podekscytowany. Tadeusz ponownie wszedł na podwyższenie, pojechał w górę, rozłożył ręce i…

  • A niech to diabli, zapomniałem tekstu!

Reżyser uderzył się otwartą dłonią w czoło, że aż plasnęło.

  • W kieszeni masz ściągawkę! - przypomniał mu, nieco łagodniej niż zazwyczaj.
  • Pierwszy krok do zrzucenia niewoli to odważyć się być wolnym, pierwszy krok do zwycięstwa - poznać się na własnej sile - wyrecytował bezbłędnie.

Bezbłędnie, tylko nie ten tekst co należy. Autor ze spokojem powiedział Tadeuszowi, aby zszedł. Bohaterski jegomość tak właśnie postąpił. Ponownie podszedł do reżysera dowiedzieć się istotnych dla siebie rzeczy.

  • Kościuszko, chłopie… Jesteś super gościem i tak dalej, ale ten film… Chyba go sobie daruję. Albo znajdę jakiegoś aktora na twoje miejsce.
  • Ależ nie! Zapewniam cię, Autorze, naganne błędy, które przed chwilą zostały przeze mnie zaprezentowane, są tylko wynikiem nadmiernego entuzjazmu!
  • Cóż, wystarczy mi tego entuzjazmu. Odsyłamy cię.
  • Panowie, nie bądźmy pochopni…

Spojrzałem na mojego pracodawcę krzywo. Cóż za nierozsądna decyzja, mimo że profesjonalna. W końcu, kto lepiej zagra Kościuszkę od niego samego? Tadeusz natomiast zniknął w mgnieniu oka. Autor ściągnął z siebie ludzkie przebranie. Ukazały mi się jego duże, czarne oczyska i zielona głowa, pozbawiona nosa. Swoją macką zerwał także moje przebranie. Nasz statek, XT-008 Poszukiwacz, skierował się w stronę Mlecznej Drogi. Polski bohater tymczasem wylądował w swoim ówczesnym domu - patrycjuszowskiej kamienicy przy Gurzelngasse o numerze 12. Zanim to się jednak stało, przywróciliśmy mu wcześniejsze wspomnienia oraz usunęliśmy te powstałe w wyniku kontaktu z nami. Wyglądało na to, że do roli Kościuszki będziemy musieli znaleźć kogoś innego. Kto wie, może w Galaktyce Andromedy się ktoś znajdzie…

  • Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że lepiej mu pójdzie - przyznał Autor, basowym, metalicznym głosem, który budził lęk w sercach Ziemian.

Jak widać nasze środki bezpieczeństwa okazały się słuszne. Takim właśnie sposobem ruszyliśmy w drogę, w poszukiwaniu potencjalnego aktora do roli Kościuszki. Ktoś w końcu musi nagrać film o historii Ziemi, nim stanie się to niemożliwe… Właściwie z racji tego, iż nasz kontakt z polskim dżentelmenem dobiegł końca, nie ma już potrzeby komunikowania się w jego języku. Sklhatt grągro uuwzi gegerum atutt. Klass argrok temeli hakana. Kor kor!

Tweetnij

drukuj
Komentarze (2)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najstarsze

  • najnowsze

  • popularne

reklama
reklama
reklama