Reklama

22-letni mieszkaniec gminy Zbuczyn trafił do białoruskiego więzienia

Przemek Zbucki, 22-letni mieszkaniec gminy Zbuczyn, trafił do białoruskiego więzienia po wypadku, w którym zginęły dwie kobiety. To był fatalny splot okoliczności i niefortunna rada polskiej konsul. Efekt jest dramatyczny.

Przemek miał prawo jazdy od 18.roku życia. Najpierw jeździł busami, pracował jako kurier, potem przesiadł się na ciężarówki, jeździł m.in. do Rosji. Pracował razem z ojcem w jednej firmie transportowej.

17 grudnia 2021 roku wyjechali razem w trasę. 30 grudnia wracali do kraju, panowały trudne warunki, jezdnia była oblodzona. Byli 40 km od granicy, gdy zobaczyli 3 samochody, które się zderzyły. Zatrzymali się, ale gdy dostrzegli, że pomoc jest udzielana, powoli ruszyli dalej.

– Syn objeżdżał ten wypadek z prędkością 13 km/h – mówi Małgorzata Zbucka. – Za nim jechał kolejny samochód. Nagle poczuł, że w tył naczepy coś uderzyło. Zobaczył, że jakiś samochód zjechał na drugą stronę. Okazało się, że młoda Białorusinka wyprzedzała samochód, który jechał za nim, chciała też wyprzedzić jego auto, ale chyba wpadła w poślizg i uderzyła w tył naczepy. Ona jechała prawdopodobnie z dużą prędkością, prawo jazdy miała od trzech miesięcy. 

Reklama

W wypadku zginęły dwie młode pasażerki samochodu, siostry. W trakcie jazdy obie pisały do swojej matki  SMS: „Nie damy jej zasnąć”.

Przemek się zatrzymał, przyjechała milicja i pogotowie. 

Kadr z reportażu z białoruskiej TV

Po radzie pani konsul Przemek trafił do więzienia na Białorusi

– Mąż i syn mieli być świadkami. Milicjanci poprosili ich, żeby nie wyjeżdżali z Białorusi, tylko czekali na przesłuchanie w samochodzie. Spędzili 4 dni na parkingu. Przyjeżdżali po nich milicjanci i wozili do hotelu, żeby tam mogli się umyć. Nikt ich nie pilnował. Ale czwartego dnia do syna zadzwoniła polska konsul. Powiedziała, że najlepiej będzie, jeśli wyjadą z Białorusi. Przysłała po nich samochód z konsulatu, który zawiózł ich na dworzec autobusowy. Na granicy syna zatrzymano. Męża przepuszczono, ale wrócił, by dowiedzieć się, o co chodzi.

Reklama

Pani Małgorzata ma ogromny żal do pani konsul. – Ten wyjazd Białorusini potraktowali jako próbę ucieczki i przyznanie się do winy. Syn stał się podejrzanym, a nie świadkiem. Był przesłuchiwany bez tłumacza, a przecież po białorusku nic nie rozumie. Początkowo nie miał adwokata.

W związku z tą sprawą polska  konsul została wydalona przez władze Białorusi. Ojciec Przemka próbował zorganizować pomoc prawną dla  syna. (...)

Potrzeba pieniędzy, by Przemek wróćił do kraju

Przemek już od prawie roku przebywa w białoruskim areszcie. Dostał 6 lat.
– Pierwszy raz pojechałam na widzenie w kwietniu. Wyglądał strasznie: podkrążone oczy, z gorączką, nie miał siły, mogliśmy rozmawiać tylko przez szybę. Po każdym wyjeździe na
Białoruś nie śpię kilka nocy. Pociesza mnie tylko to, że teraz z nim lepiej. Zobaczył, że pyta o niego wielu znajomych. Tęskni strasznie.

Reklama

W ostatnim czasie Przemek został wywieziony do innego więzienia, pod granicę z Rosją.

Rodzice Przemka wydali już kilkadziesiąt tysięcy złotych na pomoc prawną dla syna, zapłacili również odszkodowanie kobiecie, która kierowała samochodem. Największą kwotę musi otrzymać jednak matka dziewczyn, które zginęły.

W kościele w Krzesku zorganizowano zbiórkę na opłacenie wszystkich kosztów. Zebrano 7 tys. zł, ale to wciąż za mało, by sprowadzić chłopaka do Polski. 

Każdy, kto chce pomóc rodzinie Przemka, może wpłacić pieniądze na konto: 90175013126883312807241094 Zrzutka.pl Sp. z o.o. al. Karkonoska 59, 53-015 Wrocław, Polska Tytułem: Pomoc uwięzionemu synowi. Na portalu zrzutka.pl jest również zbiórka zatytułowana: Pomoc uwięzionemu synowi.

Reklama

Cały artykuł w papierowym i e-wydaniu (kup teraz) Tygodnika Siedleckiego. 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości