Nad Siedleckim Zalewem 16 listopada zrobiło się głośno, tłoczno i… radośnie. Setki morsów z całego Mazowsza spotkały się tam na II Zlocie Mazowieckich Morsów, by oficjalnie rozpocząć sezon morsowy 2025/2026. Tegoroczne wydarzenie odbyło się w stylu „Azjatyckiego Party”, więc na brzegu pojawiły się Japonki, samurajowie, smoki i gejsze, a barwne przebrania mieszały się z kłębami pary unoszącymi się znad lodowatej wody. Organizatorem wydarzenia były Morsy Siedlce, przy wsparciu Mazowieckiej Michy Szlacheckiej, Szlaku Kulinarnego oraz projektu „Mazowsze serce Polski”, a partnerem wydarzenia został Samorząd Województwa Mazowieckiego.
O godzinie 12. wystartowała wspólna rozgrzewka, belgijka i kąpiel w pianie EKO, po której ruszyło najważniejsze – zanurzenie się w chłodnych wodach zalewu. Atmosfera była jednocześnie pełna energii i serdeczności. Część uczestników przyjechała z bardzo daleka. Jedni morsują od lat, inni dopiero zaczynają swoją przygodę, ale wszyscy zgodnie powtarzali: „dla takich chwil warto”. Po morsowaniu uczestnicy udali się do Dworku Mościbrody, gdzie czekały na nich sauny, banie, zimowe konkurencje i syta staropolska biesiada przygotowana przez Morsy Siedlce, Dwór Mościbrody, Zajazd Podkowa i Zaścianek Polski.
Wśród gości zlotu była Barbara Wliczyńska, prezeska grupy „Aktywni w Łukowie Morsy i Kije”. Opowiadała, że morsowanie przyszło do niej w trudnym momencie życia. – Groziła mi depresja. Kolega mnie przywiózł nad wodę, weszłam i wyszłam jako inny człowiek. To wszystko ze mnie spłynęło. Wtedy zrozumiałam, że morsowanie naprawdę potrafi wyciągnąć z najgłębszego dołka – wspominała. Sport towarzyszył jej całe życie, ale jak mówi, to właśnie zimna woda dała jej największy zastrzyk energii i adrenaliny. – Zaczęłam morsować, potem pływać. Pierwszy raz próbowałam pływania w butach i było fantastycznie. Polecam to każdemu, kto ma gorszy moment - dodaje. Mimo problemów z sercem walczyła o to, by móc nadal morsować. – Wolno mi wchodzić tylko do linii serca, ale lekarze pozwolili mi kontynuować. Z nurkowania musiałam zrezygnować, ale morsowanie daje mi tak dużo, że nie wyobrażam sobie zimy bez tego.
Historia Pawła z Janowa jest równie ciekawa. Do grupy dołączył przypadkiem, kiedy do Kałuszyna przyjechali goście z Portugalii. – Myśleli, że woda jest podgrzewana. Byli w szoku, że wchodzimy do lodowatej! – śmiał się. Jego morsowanie zaczęło się jednak od rodzinnego zakładu. – Syn przygotowywał się do runmageddonu i powiedział: ‘Tata, ty na pewno byś nie dał rady’. No to mu pokazałem. Teraz morsuję już trzy lata.
Niektóre opowieści miały w sobie sporo emocji, jak ta należąca do Małgorzaty Szczęsnej z „Suwalskich Morsów”, która morsuje już trzynasty sezon. – Doczytałam o zdrowotnych korzyściach i bardzo chciałam spróbować. Na pierwsze morsowanie szłam jak na randkę, tak bardzo to przeżywałam – przyznaje. Dziś mówi, że dzięki morsowaniu nie choruje, nie pamięta, kiedy ostatnio brała antybiotyk i chodzi lekko ubrana nawet zimą. – Zimą wchodzi się łatwiej niż latem, bo różnica temperatur nie jest tak duża. Wszystko mamy w głowie. Trzeba się po prostu przełamać.
Dla wielu uczestników to właśnie społeczność jest największą siłą morsowania. Widoczne było to choćby w grupie z Kałuszyna, w której działają Małgorzata Leszczyńska, Ania Wąsowska czy Ewelina Trzebińska. – Morsujemy raz w tygodniu. Mamy saunę, więc cały pakiet: morsowanie, saunowanie, spotkania. Jeździmy na prawie wszystkie zloty. Zawsze wracamy z nową energią – mówi Małgorzata Leszczyńska. Ania Wąsowska dodaje: – Namówił mnie brat. Teraz czuję lekkość, satysfakcję, po prostu super. Ewelina z kolei przyznaje, że długo się wahała. – Miałam ograniczenia w głowie. Bałam się. Ale w zeszłym roku weszłam i od tej pory morsuję. Teraz żałuję, że nie spróbowałam wcześniej.
Rafał Krzemiński opowiadał o swoich morsowych podróżach. – Morsuję od 2018 roku. Wchodziłem do różnych wód – zimniejszych, słonych, w Bałtyku. Podobnie mówił Piotr Chabior – morsuję gdzie się da, w różnych zimnych wodach świata, to wspaniałe doświadczenie. Grupa jest wesoła, zgrana. Jeździmy, zwiedzamy, bawimy się. To styl życia. A Krzysztof z Mińska, morsujący piąty sezon, podsumował to najprościej: – Morsowanie daje mi radość życia.
Jak mówi Anna Jasińska z Siedleckich Morsów, to właśnie atmosfera grupy ją ujęła: – Od razu zachwyciła mnie ich pozytywna energia i radość, której często brakuje nam w codziennym zabieganiu. Widziałam w nich siłę i umiejętność cieszenia się z tego, co zwykłe – to mnie do nich przyciągnęło i zaczęłam morsować.
Ciekawie opowiadała także Barbara Gębka z Siedlec. W jej przypadku morsowanie zaczęło się przypadkiem, po rozmowie z koleżanką. – Powiedziałam, że jak kupię buty do morsowania, to spróbuję. Nie pomyślałam, że ona ma dwie pary. Zadzwoniła i powiedziała: ‘wchodzimy’. Weszłam na osiem minut. Po dwóch tygodniach – jak mówi – organizm sam zaczął dopominać się zimnej wody.
Podczas zlotu można było usłyszeć wiele podobnych głosów. Ludzie podkreślali, że morsowanie nie jest modą, lecz sposobem na hartowanie ciała i ducha, na oderwanie od codzienności, na znalezienie równowagi. – Żeby poczuć smak życia, nie potrzeba wiele. Trochę odwagi, dobra ekipa i zimna woda – powiedziała jedna z uczestniczek. I trudno o lepsze podsumowanie.
W Siedlcach znów okazało się, że zimna woda nie tylko nie odstrasza, ale wręcz przyciąga – śmiech, kolorowe przebrania, wspólna adrenalina i masa pozytywnych emocji sprawiły, że II Zlot Mazowieckich Morsów był wydarzeniem, które zapada w pamięć. A gdy morsy mówiły, że „organizacja była świetna”, „warto było przyjechać nawet z daleka” i „czekamy już na następny zlot”, trudno było nie odnieść wrażenia, że w tym chłodzie naprawdę jest coś ciepłego.
Jeżeli ktoś jeszcze zastanawia się, czy spróbować – morsy mają jedną radę: po prostu wejść do wody. Wszystko inne zrobi się samo.
Zdjęcia: Aga Król i Aleksander Skums
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Idea morsowania się niektórym rozjechała całkowicie. Odnoszę wrażenie, że to co najważniejsze czyli samo morsowanie zostało przykryte otoczką sztuczności i zakrapianej zabawy. Gdzie jest to co najważniejsze dla morsa, czyli zdrowie, natura i hart ducha? Za tą niby ekopianę to bym walił surowe kary, bo już nawet w górskich rzekach to dziadostwo było widać.
a ja mam wrażenie, że to zlot miłośników LPG
Dokładnie to samo pomyślałem ???????????? pajace
Oni są takie morsy jak z Kaczyńskiego baletnica
Mój niepokój zawsze wzbudzały procesje ale te zdjęcia to jakiś ARMAGEDON, Koniec Świata, Nie wiem co gorsze.
Idea morsowania się niektórym rozjechała całkowicie. Odnoszę wrażenie, że to co najważniejsze czyli samo morsowanie zostało przykryte otoczką sztuczności i zakrapianej zabawy. Gdzie jest to co najważniejsze dla morsa, czyli zdrowie, natura i hart ducha? Za tą niby ekopianę to bym walił surowe kary, bo już nawet w górskich rzekach to dziadostwo było widać.
a ja mam wrażenie, że to zlot miłośników LPG
Dokładnie to samo pomyślałem ???????????? pajace