Reklama

Szukanie dziury w całym...

Rzecz dotyczy sprawy niezwykle banalnej. Bo cóż może być bardziej banalnego od dziury w jezdni? Dla kierowców to po prostu codzienność. Na wyrwach łamią resory i uszkadzają samochody. Traktują to najczęściej jako zwykły pech i przechodzą nad sprawą do porządku dziennego.

Tylko nieliczni wiedzą, że mają prawo do odszkodowania za poniesione szkody. Mogą się go domagać od zarządcy drogi, który jest odpowiedzialny za jej utrzymanie we właściwym stanie. Sporadycznie zdarza się jednak, aby kierowcy dochodzili swoich praw, tak samo jak piesi, którzy łamią ręce i nogi na nieodśnieżonych chodnikach. A szkoda, bo byłaby to swego rodzaju presja na zarządców dróg.
Pan Tomasz wyłamał się jednak z określonych schematów pewnego przyzwolenia na drogową mizerię. Postanowił, że będzie się domagał tego, co jego zdaniem, według prawa mu się należy.

- To zdarzyło się 26 grudnia 2009 roku około godziny 0.30 na drodze powiatowej przy wjeździe do wsi Łęcznowola w gminie Zbuczyn - mówi kierowca. - Jechałem z prędkością około 40 kilometrów na godzinę. Mój samochód Nisssan Almera wpadł w dziurę w jezdni, która była zalana wodą, a przez to mało widoczna. Poza tym jej ominięcie uniemożliwił mi nadjeżdżający z naprzeciwka pojazd. Od razu poczułem, że mój samochód został uszkodzony. Zatrzymałem się i sprawdziłem, co się stało. Okazało się, że zimowa opona została całkiem zniszczona. Pękła aż w dwóch miejscach. Przypuszczam, że uszkodzone zostały też inne elementy pojazdu - stalowa felga i część zawieszenia. Precyzyjnie będzie to można jednak określić dopiero po wizycie w warsztacie. Obawiam się, że naprawa będzie mogła kosztować nawet kilka tysięcy złotych.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości