Opole, rok 2002. Trwa 39. Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki, a w festiwalowym ogródku - zamiast prób i rozmów o muzyce - artyści ustawiają się do rzutów karnych. Mundial w Korei ma się dopiero zacząć, więc to mała rozgrzewka przed wielkim świętem futbolu.
Pierwsza na murawę wchodzi Edyta Górniak. Bluzka ląduje na trawie, zakłada piłkarską koszulkę, biegnie do piłki… Jeden strzał chybiony, drugi celny, w sumie pół na pół. Publiczność klaszcze, fotoreporterzy proszą o zdjęcia - „Edyta, stań przy bramce! Edyta, połóż się przy piłce!”. W Korei, jak wiemy, poszło jej mniej szczęśliwie. Może zamiast hymnu powinna strzelać karne?
Potem piłkę przejął Ryszard Rynkowski. Potężna postura, numer „1” na koszulce - wydawało się, że bramkarz nie ma szans. A jednak! Piłka raz poszybowała obok słupka, raz wprost w reporterów. Dwie mało rozgarnięte dziennikarki parsknęły śmiechem.
I wreszcie oni - Budka Suflera. Nie zawiedli. Krzysztof Cugowski podszedł spokojnie, uśmiechnął się, rzucił tylko: „Uwaga, strzelam z czuba!” - i piłka, ku zaskoczeniu bramkarza, wpadła prosto między nogi do siatki. Gol! Prosty, a zarazem efektowny, jak wiele jego muzycznych popisów.
Dziś, ponad dwie dekady później, ten sam Krzysztof Cugowski wciąż jest w najwyższej formie. Podczas tegorocznego Top of the Top Festival w Sopocie zdradził mi: „Jestem w najlepszej formie wokalnej w swojej dotychczasowej karierze”. I nie były to puste słowa. Kilka minut później udowodnił to swoim występem. Jego głos w Operze Leśnej brzmiał potężniej, pełniej, jakby lata i doświadczenie zamiast go osłabiać, tylko dodawały mu siły.
To już nie tylko wspomnienie legendy, to legenda, która wciąż pisze swoją historię. A znamy przecież różne przypadki. Grzegorz Markowski powiedział dwa lata temu w wywiadzie dla miesięcznika „Teraz Rock”, że publiczność i światła są kuszące, ale mogą być rodzajem „sztucznego przedłużania młodości”. Wspominał o legendach, które trwają, jak Mick Jagger, ale też o tych, którzy odgrywają swoje hity bez iskry w oku (o koncercie Deep Purple - „marsz żałobny na biało”). W tym samym czasie, gdy inni mogą tracić energię, Cugowski zdaje się ją zyskiwać.
W czasach, gdy wielu artystów starszego pokolenia odgrywa swoje największe hity jak smutny obowiązek - niczym piłkarze bez kondycji biegający za piłką tylko z przyzwyczajenia - Cugowski nadal gra jak w finałach Ligi Mistrzów. Z pełnym zaangażowaniem, z radością, z pasją. I przede wszystkim - z niepodrabialnym głosem.
Krzysztof Cugowski nie tylko nie zwalnia tempa, ale potrafi trafiać w samo okienko - nawet wtedy, gdy publiczność myśli, że już wszystko widziała i słyszała.
A siedlczanie mogą mówić o szczęściu. Już 14 września na Dniach Siedlec przekonają się na własne uszy, że król strzelców polskiej piosenki wciąż ma celownik nastawiony na bramkę - i nadal trafia bez pudła.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze