Reklama

Ferie na nartach

03/02/2010 08:51

Zima, zła pora dla nonkonformistów. Lepiej chodzić po wydeptanym.

A skoro zimy nie da się pokonać, trzeba szukać miejsc, gdzie śnieg i mróz są pożyteczne i na swoim miejscu. Czyli na nartach. Szczyrk rozrósł się i spęczniał, że ledwie go poznałem. Przybyło domów, stoją teraz ciaśniutko, jak w mieście. A w każdym budynku, oprócz kwater - coś aktywnego i przedsiębiorczego. Wypożyczalnia nart, sklepik, punkt usługowy albo mała gastronomia, a i całkiem duża się trafi. Kapitalizm.
Szczęśliwie, góry niezmienne jak za komuny. Skrzyczne, jak dawniej masywne i wyniosłe. Choć po ostatnich wiatrołomach tu i tam wyłysiałe. Kolejkę krzesełkową na szczyt przerobiono z jedno- na dwuosobową. Wciąż jest tak samo uroczo ślamazarna jak w licealnych czasach. Zanim wjedziesz, życie przemyślisz. Trasy też te same. Ale to, co na trasach – brand new, całkowita nowość. Pod względem narciarskim staliśmy się krajem podbitym, daliśmy się skolonizować. Zachodni kapitaliści wykupili nas, narciarzy, ze wszystkim, do ostatniego złamanego kijka, można powiedzieć.
Ćwierć wieku temu na polskich stokach królowały polskie narty. Fabrykę w Szaflarach, w czasach gdy zakopianka nie była jeszcze tak zakorkowana, mijało się z szacunkiem. Bo prawie wszyscy jeździliśmy na szaflarskich, polskich nartach. Polsporty Alu albo Polsporty Epoxy to był na stokach lat 80. standard. Zachodnie Atomiki, Elany, Fischery, Blizzardy widziało się z rzadka i z zazdrością. Jak kolega pojechał na zimowisko z austriackimi butami Dachstein, mało kto wołał na niego po imieniu, Zbyszek. Z powodu oryginalnych butów dostał ksywkę „Dachstein” i nikt inaczej go nie nazywał. My, narciarscy peerelowscy przeciętniacy, wszyscy jeździliśmy wtedy w butach marki Tatry albo Kasprowy. (Choć uczyliśmy się tej jazdy na nartach w butach jeszcze starszych, ciężkich, skórzanych, które dzisiaj tylko w muzeach pewnie się spotyka.) Kasprowe były trochę lepsze, wyższe, wygodniejsze, za to czasami na mrozie pękały. Zachodnie narty mieli w Szczyrku przeważnie górnicy. Oni wtedy w ogóle byli lepsi goście. Górników stać było nie tylko na lepsze narty. Mieli też osobne wyciągi, przy których nie stało się w długich kolejkach.
Teraz zdemokratyzowało się wszystko na trasach, wyrównało. Nierówności społeczne w sprzęcie w znacznym stopniu zniwelowane zostały. A dzięki cudownym carvingowym nartom, i różnice w narciarskich umiejętnościach nie rzucają się w oczy. Kiedyś edukacja trwała tygodniami. Zaczynało się naukę od techniki pługu, powoli przechodziło do techniki odstawno-dostawnej, by po kilku sezonach zwieńczyć edukację popisową christianią równoległą NWN. Dzisiaj nowicjusz wybiera króciutkie carvingi i na drugi dzień śmiga z góry jak stary, bujając się w miękkich ślizgach.
Śnieg skrzypi, wyciąg szumi, wiatr świszcze w uszach. Eh, bosko jest…
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości