Kiedy szydło kryzysu wyszło z dziurawego jak budżet worka i okazało się, że Amerykanie zadłużyli się ponad miarę - złoty spadał na łeb na szyję. Magowie ekonomii uznali, że to normalne. Teraz, kiedy Grecy bankrutują, złoty znów nurkuje jak zdechła w locie kaczka. I to znowu jest normalne. Zachodni bankierzy i maklerzy na gwałt wyzbywają się złotówek. Cokolwiek by się działo, złoty zawsze opada najgwałtowniej.
Zwykle nie zajmuję się ekonomią, bo nie znam się na tym - nomen omen - ani za grosz. Ale tym razem nie umiem oprzeć się urokowi paradoksu. Czy zachodni bankierzy telewizji nie oglądają? Nie dotarło do nich, że Polska jest jedyną, kojąco zieloną wyspą wzrostu na tle czerwonej, gospodarczo dołującej Europy? Nie dotarło? Przecież dobry nasz premier Donald Tusk kilka razy z uśmiechem to pokazywał i wyjaśniał. Nie pojmują maklerzy, że Warszawa to nie to samo co Ateny? A Pałac Kultury to nie Akropol. Nie rozumieją maklerzy, że to nie pracowici Polacy, a leniwi Grecy ledwie ciągną i rękę po europejską pomoc wyciągają? No oczywiście, euro spada, spada… Ale dlaczego dumny złoty spada jeszcze bardziej?Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!