Straszliwej siły hazardu, tej samej, która rujnuje teraz naszą politykę, doświadczyłem ćwierć wieku temu w czasie mojej gastarbeiterskiej włóczęgi po Skandynawii. Było to na promie między Oslo a Federikshavn.
Zamiast iść wprost do kajuty, ogarnięty chęcią obejrzenia portu z górnego pokładu, jeszcze z plecakiem na ramieniu, ruszyłem na przechadzkę korytarzami morskiego kolosa. Na jednym z wyższych pięter trafiłem do przestronnej sali. Pod ścianami stały rzędy kolorowych, migających światłami automatów. Nie było cienia wątpliwości, miałem przed sobą zorganizowaną grupę jednorękich bandytów. Pierwszy raz stanęliśmy oko w oko. Wcześniej znałem jednorękich tylko z filmu. (- Rozbił pan bank. – Nie, ja tylko pociągnął – tłumaczył się w „Kochaj albo rzuć” przestraszony Pawlak, płynący „Stefanem Batorym” do Ameryki.)Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!