W kwestii globalnego zabezpieczenia przeciwpowodziowego mieliśmy z Panem Bogiem deal starożytny, układ początków ludzkości sięgający. „Zawieram z wami przymierze, tak że nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię” – obiecał Noemu Bóg, sam chyba ździebko przestraszony swoim nazbyt wylewnym biblijnym gniewem. Na dowód dobrych zamiarów ofiarował nam tęczę: „Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągną obłoki nad ziemią i ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze…”
Tej wiosny rozpadało się nielicho, wody wzbierają, a kolorowego łuku na obłokach ani widu. Ziemię, którą tak pracowicie czynimy sobie poddaną, zalewa równo raz za razem. O potopie w sensie ścisłym – czterdzieści dni deszczu, sto pięćdziesiąt dni wód opadania – mowy oczywiście nie ma. Litera porozumienia z ludzkością nie została formalnie złamana. Ale kiedy człowiek co dzień patrzy w telewizor, wątpliwości są nie do uniknięcia.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!