Oglądając przypadkowo transmisje, bardzo jakoś liczne ostatnio, z meczy piłki nożnej, zauważyłem, że trener (taki pan, który chodzi obok boiska i bardzo wszystko przeżywa) ma prawo zmienić zawodnika. Wydało mi się to dobrym pomysłem, bo przecież piłkarz, kiedy tak ciągle biega, może się zmęczyć. I wtedy można zastąpić go innym, który do tej pory siedział na ławce, więc sobie odpoczął. Można zmienić także takiego, który się nie zmęczył, ale ma akurat gorszy dzień i nie może trafić w piłkę. Trener każe takiemu niedojdzie zejść z boiska, ale nie zabija go na miejscu strzałem z pistoletu. Nic z tych rzeczy. Klepie go po plecach i wysyła pod prysznic. Pewnie myśli, że piłkarz, choćby słabszy, może mu się jeszcze przydać.
Jest to moim zdaniem bardzo łagodne i pożyteczne. Byłoby dobrze, gdyby tę praktykę dało się zaszczepić w innych dziedzinach. Na przykład w polityce. Może byłoby łatwiej żyć, głosować i wybierać, gdybyśmy pomyśleli sobie, że jesteśmy wszyscy takim trenerem, który ma wybrać narodową jedenastkę? A dobry trener woli mieć do dyspozycji wszystkich zawodników.
Kiedy poczyta się internetowe dyskusje (to eufemizm, powinno być: kłótnie, pyskówki), można dojść do wniosku, że do wyboru mamy tylko dwa nieszczęścia. Wszystko pójdzie pięknie, byle nie zwyciężył ten straszny Kaczyński. Pełna zapanuje szczęśliwość, byle nie wygrał ten sarmacki gajowy Komorowski. Mam propozycję: spójrzmy na to inaczej. Jednego wybierzemy, drugiego posadzimy na ławce. Ale ten przegrany wciąż pozostaje w drużynie. Nie zabijajmy go, nawet słowem. Niech trenuje, dba o kondycję, gra w sparingach. Choćby był tylko rezerwowym, Może jeszcze przydać się drużynie. Drużyna musi być różnorodna. Bramkarz wystarczy jeden. Ale obrońców musi być kilku, tyle samo pomocników i napastników choć ze dwóch. Z politykami tak samo. Potrzebny jest taki, co się będzie w Brukseli przymilał, po plecach przyjaźnie klepał z Merkel i Sarkozym. Ale przydałby się też taki, co nie stchórzy, kiedy trzeba w imię międzynarodowej solidarności, nawet do Tbilisi doleci, choćby pod ostrzałem. Choćby się Putin miał ugotować ze złości. Czasy są niepewne. Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Niech na ławce kadry narodowej siedzi taki, co sławi wolność i mówi ludziom: bogaćcie się! Ale przydałby się też szeryf, który zrobi porządek, gdy złodziejstwo i chciwość nazbyt się rozzuchwalą. Strażnik narodowych pamiątek niech kopie obok tego, co wybiera przyszłość, bo pamiętać się wstydzi.
Dobry trener dobiera zawodników w zależności od okoliczności i strategii rywala. Zawodnicy mogą, a nawet muszą, się zmieniać, ale drużyna jest zawsze ta sama – narodowa. Zawodnicy – jak sama nazwa wskazuje – są zawodni. Różnią się dyspozycją dnia, umiejętnościami i taktyką. Rozliczajmy drużynę z wyników, oceniajmy skuteczność i styl gry. Ale pamiętajmy, że to nasza drużyna, a cel zawsze ten sam – drużynowe zwycięstwo. Oddychajmy głęboko, oddychajmy w te ostatnie dni przed wyborami. Dariusz Kuziak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!