Biada naiwnym, którzy uwierzą zbyt wcześnie i pierwsi się wychylą. Ucieszą srogiego władcę, a on chętnie zetnie ich rozpalone głowy. Przeżyją mniej popędliwi, umiarkowani. Przezornie schowani za plecami innych, w drugim szeregu. Odwilż to jeszcze nie wiosna. Kto tego nie rozumie, nie powinien wyrywać się na zimny świat. Co z tego, że kapie z dachu, ćwierkają wróble, a śnieg odsuwa się od południowej ściany. Odwilż to sprawdzian dla niecierpliwych, próba korporacyjnej wierności. Chwila, kiedy czarno na białym wychodzi, co wyjść miało.
Rozumni nie wierzą pierwszym promieniom słońca, bo są zdradliwe. Dobrze wiedzą, jak niepewne jest słońce w lutym i południowe wiatry, że syberyjski wyż nigdy nie odchodzi zbyt daleko, zawsze może wrócić. Odwilż to tylko próba. Łudzi nadzieją na zmianę, podpuszcza blisko, udaje słabość, mierzy siły. Tylko po to, by przeprowadzić czystkę, uporządkować szeregi, przetrzebić niecierpliwych, zgładzić niepokornych. Indywidualistów, którzy nie kłaniają się, nie czytają z ust Duchowi Czasów. Zginą przedwcześnie, niedostosowani. Uniżeni pójdą po nich i posiądą ziemię.
Zresztą nie przesadzajmy. Jak naucza historia, odwilż nie musi kończyć się karą ostateczną. Jedyną konsekwencją niecierpliwych bywa czasami zwykły katar. (Lub chwilowy zanik funkcji życiowych). Mija trudny, niepewny tydzień i żyje się dalej. Dostało się po głowie, więc grzecznie wraca się między cierpliwych, pokornych, a więc błogosławionych. A według najnowszych tłumaczeń, po prostu szczęśliwych.
Czy nie powinni odebrać nagrody ci, którzy wytrwale czekają na rozkaz? Perfekcyjnie zsynchronizowani z czasem, ci, których nigdy myśli nie wybiegają naprzód, idą zgodnym rytmem, zrozumiałe są dla wszystkich, więc nie sieją zamętu, nie budzą niepokoju. Dość rozsądni, by wiedzieć, że Zima mieć musi swój kres. Trwa tyle, ile musi, a jakikolwiek sprzeciw nie jest rzeczą rozsądną.
Nie ma więc potrzeby się wychylać, piękny krokusie, pierwiosnku, przebiśniegu. Trzeba mieć cierpliwość. Czekać, wypatrywać, badać znaki. Szukać wsparcia, małych bazi na wierzbach, ciepłych strug w głębi ziemi. Nigdy nie wiadomo, kiedy się zacznie. Pierwsze ruszą małe górskie strumyki? Czy też wielkie rzeki zaczną pękać z hałasem i puszczą grube lody. Zacznie się u źródeł, centralnie, czy w górze mapy?
Nieważne. Bez sygnału i tak nie wolno zacząć ani się ruszyć. Mistrz Zimy jest zazdrosny o swoją władzę i nie znosi falstartów. Niecierpliwią go gorące głowy i strój niestosowny, brak zimowej, organizacyjnej czapki, ciepłego szalika. Mrozi i sypie równo, nie czyniąc wyjątków. Odwilż to jeszcze nie wiosna. A przecież, jak mówi Poeta, ktoś musi mieć odwagę. Ktoś musi zacząć. Dariusz Kuziak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!