Reklama

Opornik w licealnym sweterku

08/12/2009 10:44

Grupa wrocławskich licealistów chce usunięcia krzyży z klas, bo naruszają ich wolność sumienia – pisze „Gazeta Wyborcza”. I mamy problem.

Bo co z tymi dolnośląskimi chacharami zrobić? Zaprosić na pogadankę? Zarządzić szkolną powtórkę z historii? Przerobić jeszcze raz Mieszka, Dąbrówkę i chrzest Polski? Przypomnieć chrystianizację Litwy? Zrobić kartkówkę z obrony Częstochowy i konfederatów barskich? Uprzytomnić bohaterstwo księdza Skorupki i męczeństwo księdza Jerzego? A jeśli ta historyczna perswazja po linii Polak-katolik nie pomoże? Jeśli dalej będą się głupio upierać przy tolerancji? Podpierać Europą? Co wtedy z tymi bezbożnikami?
Wezwać rodziców, by wpłynęli na swoje rozbrykane pociechy? Są dorośli, wiedzą w jakim kraju, w jakim otoczeniu żyją. Wyłapać prowodyrów? Zagrozić, że będą mieli kłopoty na maturze. Że nie dostaną się na studia? (Może być problem, bo XIV LO we Wrocławiu jest jednym z najlepszych liceów w Polsce.) Uświadomić reszcie, że na zdrowym ciele liceum żerują elementy obce, od których trzeba się odciąć i potępić, bo wszyscy będą mieli kłopoty? Wzywać na indywidualne rozmowy? Pokazać, że nie mają racji, bo wszyscy, jak kraj długi i szeroki są innego zdania - od prezydenta, przez Sejm, po najniższego funkcyjnego podstawowej organizacji parafialnej? Możliwości jest wiele i zostały one już ćwierć wieku temu przećwiczone. W tym samym kontekście, choć z innym wektorem.
Tak, tak, to były piękne wydarzenia, na przykład obrona krzyża w Miętnem. Garstka straceńców - jeśli uświadomić sobie rozległość ideologicznego imperium, sięgającego od Łaby po Władywostok, a może nawet po Szanghaj, nawet mniej niż garstka, źdźbło po prostu - upomniała się o swoje. O prawo do wyrażania tego, co czują, do porządkowania świata na miarę własnego sumienia.
Można powiedzieć, że w wydarzeniach sprzed ćwierć wieku i teraz nie ma żadnej symetrii. Bo krzyż na ścianie to Bóg, Dobro, Miłość. A ściana bez krzyża to tylko pusta ściana, pustka, czyli nic... (Czy pusta ściana obraża uczucia religijne?) Nie chodzi mi o to, by porównywać ściany i ich dekoracje.
Jeśli coś mnie w tych historiach porusza, to nie ideologiczne czy religijne racje, lecz starcie słabszych z silniejszymi. Zderzenie prawa do indywidualizmu ze zwycięskim duchem epoki. Tych, co się upominają (choć nawet w swojej szkole stanowią mniejszość), z tymi, co mają za sobą władzę, siłę i mogą zrobić, co zechcą. Jeśli coś mnie interesuje, to odwaga tych, którzy zdecydowali się płynąć pod prąd. Zamiast potulnie pochylać głowy, mieli śmiałość upomnieć się o odrobinę tolerancji. Myślałem - wtedy i teraz - że to właśnie o to samo chodziło. O solidarność ze słabszymi. I parę myśli, co nie nowe: Bóg jest po stronie silniejszych batalionów. Sprawiedliwość - wieczna uciekinierka z obozu zwycięzców.
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości