Reklama

Pierwszy hazardzista

Premier Donald Tusk, przypierany przez komisję hazardową, przyznał, że afera hazardowa – faktycznie – była. A i sformułowanie „afera hazardowa” zupełnie mu nie przeszkadza. No tego jeszcze brakowało, żeby premierowi sformułowanie miało przeszkadzać! Sformułowanie nie przeszkadza, bo Donald Tusk jest przecież wytrawnym pokerzystą. Przy takim premierze afera hazardowa po prostu musiała się pojawić. Wystarczy spojrzeć na te kilka lat premierowania… Nasz premier to jest przecież wytrawny pokerowy gracz i ryzykant nielichy. Niby tylko na boisku, w piłeczkę… Ale jak przyjdzie co do czego - to sześciu ministrów, szast, prast i fiu w skarpetkach … Na zieloną sejmową trawkę.  

Oczywiście, oczywiście, polityka to jest w ogóle jeden wielki hazard. Nieustanna ruletka i inne pokerowe zagrywki: blef, ile w puli?, wchodzę, sprawdzam… Kto nie ma natury szulera, nie powinien się w politykę bawić. Ale Donald Tusk ma w tej dziedzinie ponadstandardowe zupełnie predyspozycje. Ile razy szedł pod prąd i obstawiał wbrew wszystkiemu? Koledzy we wszystkich stacjach radiowych i telewizjach zaklinali się na wszystkie świętości, że koledzy jak łzy czyści, że nie ma żadnej afery, więc komisja śledcza zbędna zupełnie. A Tusk na odwrót – jest afera, będzie komisja. Hazardzista, po prostu hazardzista…
Przez prawie pięć lat mogło się wydawać, że tym, co Tuska napędza, jest chęć, by wziąć odwet za przegraną na finiszu prezydenckich wyborów 2005 r. Odwinąć się na całego, pokazać gest Kozakiewicza. A potem usiąść w pałacu, wziąć piweczko z lodówki i włączyć sobie Eurosport. Od trzech lat sondaże pokazują, że naród chce, domaga się i żąda, by Donald Tusk był prezydentem. Tusku musisz! - wołają publicyści. A Donald co? Donald odpuszcza i rezygnuje, bo woli Polskę reformować. Polskę reformować! Nie wie, że Polska to jest kraj konserwatywny, niereformowalny? Nie powiedzieli mu doradcy? Powiedzieli. Więc dlaczego? Nikt nie wie dlaczego… A ja wiem – z powodu nałogowego uzależnienia od hazardu.
Premier ryzykant nam się trafił. Pierwszy hazardzista. Ulubieniec jazdy po bandzie. Wygrać prezydenturę, kiedy wszystkie sondaże pokazują, że się wygra, gdy wszyscy bukmacherzy na to zwycięstwo stawiają – żadna to dla niego frajda. Wykombinować taki układ, że wszyscy zgłupieją, oto jest wyzwanie.

Czy to polityczny black jack, ruletka, czy może pokerek? Nie mam pojęcia. Ale że to diablo ryzykowne i że może się nie udać, każdy widzi. Z ostatniej „Polityki” dowiedziałem się, że jesienią tego roku Donald Tusk wystąpi w „Tańcu na lodzie” (Lech Kaczyński w „Tańcu z gwiazdami”). Czyli premier założy łyżwy i piruety w takt muzyki będzie wywijał. A nie mówiłem, że ryzykant i hazardzista? Cholera wie, jak śliski i cienki będzie ten lód? I co na to lud? Najszczęśliwszy nawet hazardzista musi przecież przeczuwać, że żadna passa nie trwa wiecznie. Noga każdemu, wcześniej czy później, musi się powinąć. I wtedy zostaje się tam, gdzie się jest. Choćby na lodzie.

Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości