Tuż przed kierowcą wyrosła pryzma ziemi. Samochód wyrzuciło w powietrze.
Było około godziny 22, kiedy wjechali na drogę łączącą Łęczycki i Paprotnię. Formalnie jest ona jeszcze w remoncie. Przy wjeździe, na jednym pasie drogi, stoją nawet barierka i umieszczony przy niej znak zakazu ruchu. Ale jest i tablica z informacją: „Nie dotyczy pojazdów budowy i dojazdu do posesji”.
– W pewnym momencie na naszym pasie drogi, dosłownie jakby spod ziemi, wyrosła góra piachu czy żwiru – mówi pan Rafał. – Nie jechaliśmy szybko, bo około 60 kilometrów na godzinę. Ale nie miałem szans na reakcję, bo droga nie jest oświetlona. W tym miejscu nie ma też żadnych posesji czy innych budynków. Było więc całkiem ciemno. Czarny asfalt, a wkoło czarne pola. Poczułem tylko, jak samochód, który wjechał na skarpę tego nasypu, został wyrzucony z dużą siłą w górę. Potem było kilka obrotów i twarde lądowanie w rowie.
Samochód, który dachował, jest skasowany. Pan Rafał wyszedł z wypadku bez większych obrażeń. Jego 17-letni brat nie miał takiego szczęścia. Trafił do szpitala. U chłopaka stwierdzono pęknięcie kręgosłupa.
Pechowy kierowca uważa, że wypadku można było uniknąć, gdyby jezdnia była odpowiednio oznakowana. – Owszem, jest zakaz wjazdu, ale drogą można formalnie dojeżdżać do posesji – wyjaśnia. – To zresztą jedyny dojazd do części domów we wsi Łęczycki. Droga jest już praktycznie po remoncie i nawierzchnia ma dobry stan. Uważam, że zabrakło oznakowania tej pryzmy, umieszczenia przynajmniej jakiegoś znaku ostrzegającego przed robotami drogowymi. Jak się dowiedziałem, ta pryzma leży na środku drogi już przynajmniej z miesiąc. Może miejscowi wiedzą o tym, ale to żadne usprawiedliwienie, by nie ostrzegać przed pryzmą na środku jezdni. Jechałem do posesji znajomego i nie miałem pojęcia o takiej niebezpiecznej pułapce. Teraz już wiem…

Na miejsce wypadku została wezwana policja.
Sprawa się toczy, wczoraj policjanci dzwonili do brata – dodaje pan Rafał. – A ja już wiem, że takie
pryzmy-pułapki są w kilku miejscach drogi. Zostały usypane chyba z jakiegoś urobku z budowy drogi. Jeśli uda się ominąć jedną, to na kierowcę czyha kolejna. Na tym odcinku, zresztą prostym, bez zakrętów, z bardzo dobrą nawierzchnią, nie ma żadnego znaku ograniczającego prędkość. Według mnie nie ulega wątpliwości, że góra ziemi, która zajmuje całą szerokość pasa jezdni, stwarza wielkie zagrożenie. I należało o nim kierowców uprzedzić. Ustawienie choćby znaku nie kosztuje zbyt wiele, a jego brak może kosztować czyjeś życie. Gdyby tam był normalny plac budowy, to człowiek jechałby 5 kilometrów na godzinę.
– Dowiedziałem się, że tam był już wcześniej bardzo podobny wypadek, choć nie tak groźny w skutkach – zaznacza pan Rafał. – Kierowca też wpadł na pryzmę na środku drogi, może nawet tę samą, na której ja wyleciałem w górę niczym z katapulty. Wystraszył się jednak, że tam nie można wjeżdżać i nie zgłosił wypadku. Jest więc chyba problem. Tymczasem nie tylko następnego dnia, ale 5 dni po wypadku byłem na tej drodze i nic się tam nie zmieniło. Pryzma w tym samym miejscu, a żadnych dodatkowych znaków czy zabezpieczeń nie zamontowano.
Remontowaną drogą zarządza powiat siedlecki. O komentarz poprosiliśmy więc starostę Karola Tchórzewskiego.
– Po przekazaniu drogi firmie, która ją remontuje, formalnie przestaje to być droga powiatowa – mówi starosta. – Staje się ona po prostu placem budowy, za który odpowiada wykonawca inwestycji. I dopóki droga jest placem budowy, na jej środku może być pryzma ziemi czy choćby betonowe krawężniki. A budowa jest prowadzona, wykonawca nie zgłaszał nam jeszcze tej drogi. Prace mają potrwać do końca września. Wprawdzie nawierzchnia jest przebudowana, ale odbywają się inne prace, chyba związane z odwodnieniem.
Starosta informuje też, że remontowana droga nie jest jedynym dojazdem do posesji. Poza tym wyznaczono objazd z Paprotni do wsi Łęczycki, prowadzący przez: Pluty, Koryciany i Pliszki.
– Owszem, dopuszczony jest dojazd do posesji czy na pola, ale każdy, kto wjeżdża na taką drogę, musi być świadomy, że może się tam znaleźć na przykład pryzma ziemi – uważa Karol Tchórzewski. – Na remontowanym odcinku trzeba się poruszać tak, jak po placu budowy. A najlepiej z takich dróg nie korzystać, bo wiąże się to z zagrożeniami.
Jak informuje starosta, za drogi w remoncie odpowiada wykonawca, ale i starostwo ma tu określone
zadania.
W tej chwili mamy 7-8 takich budów i starostwo prowadziło kontrolę ich oznakowania – wyjaśnia.
– Nie stwierdzono nieprawidłowości, więc i na tej drodze oznakowanie jest właściwe. Tutaj jest remontowany i wyłączony z ruchu cały odcinek o długości około 2,5 kilometra. W takim wypadku dodatkowych oznakowań się nie stawia. Ten, kto chce z takiej drogi skorzystać, sam za to odpowiada. Niestety, co roku mamy do czynienia z nieodpowiedzialnością kierowców. W ubiegłym roku, także na wyłączonym odcinku drogi Korczew-Mordy, doszło do bardzo poważnego wypadku. Niech będzie to ostrzeżeniem, oby wreszcie skutecznym.
Nie czuję się kompetentny, by skomentować tę sytuację. Nie wiem, czy rację ma kierowca, czy starosta. A może, niczym ta pryzma na drodze, prawda leży pośrodku?
ZBIGNIEW JUŚKIEWICZ
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze