Szalik, czapka, rękawiczki. Jak ja nie znoszę tej zimowej trójcy! Z chłodnym tym zestawem obowiązkowym integruję się bez oporu w jednej tylko w zasadzie sytuacji – gdy stoję na stoku i mam narty na nogach. Wtedy nie mam nic przeciwko, w takich okolicznościach, jak najbardziej. To nawet pasuje.
Za dwa, trzy miesiące, przyznaję, mógłbym docenić gwarantowane przez śnieg i chłód narciarskie atrakcje. Co jednak nie zmienia faktu, że w pierwszej chwili, instynktownie, byłbym przeciw. Pierwszy odruch wobec pierwszego śniegu mam niezmiennie, co roku taki sam, jak poeta Barańczak Stanisław: „Na ten gest ciskania w nas / białym podarunkiem / chciałoby się chociaż raz / odpowiedzieć buntem”. Jesteśmy przecież dziećmi południa, lubimy jasne dni, zieleń, kwiaty i słońce. Czy nie z tego powodu ze wszystkich rzeczy, które można zgubić, najczęściej tracimy właśnie szaliki, czapki i rękawiczki. Zapominamy o nich w pociągach, zostawiamy w poczekalniach, zatracamy na przypadkowych ławkach. Jakbyśmy chcieli się instynktownie i podświadomie pozbyć tego zimowego balastu wełniano-bawełnianego (z elementami skórzanymi).Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!