Reklama

Szalik, czapka, rękawiczki

21/10/2009 10:51

Szalik, czapka, rękawiczki. Jak ja nie znoszę tej zimowej trójcy! Z chłodnym tym zestawem obowiązkowym integruję się bez oporu w jednej tylko w zasadzie sytuacji – gdy stoję na stoku i mam narty na nogach. Wtedy nie mam nic przeciwko, w takich okolicznościach, jak najbardziej. To nawet pasuje.

Za dwa, trzy miesiące, przyznaję, mógłbym docenić gwarantowane przez śnieg i chłód narciarskie atrakcje. Co jednak nie zmienia faktu, że w pierwszej chwili, instynktownie, byłbym przeciw. Pierwszy odruch wobec pierwszego śniegu mam niezmiennie, co roku taki sam, jak poeta Barańczak Stanisław: „Na ten gest ciskania w nas / białym podarunkiem / chciałoby się chociaż raz / odpowiedzieć buntem”. Jesteśmy przecież dziećmi południa, lubimy jasne dni, zieleń, kwiaty i słońce. Czy nie z tego powodu ze wszystkich rzeczy, które można zgubić, najczęściej tracimy właśnie szaliki, czapki i rękawiczki. Zapominamy o nich w pociągach, zostawiamy w poczekalniach, zatracamy na przypadkowych ławkach. Jakbyśmy chcieli się instynktownie i podświadomie pozbyć tego zimowego balastu wełniano-bawełnianego (z elementami skórzanymi).
Zima? No cóż, niezbędne klimatyczne urozmaicenie. W okolicy Bożego Narodzenia wręcz urokliwie, nastrojowe. Wtedy już trudno – czapka, rękawiczki, szalik.
Ale szukać szalika, tej grubej pętli na szyję, w połowie października? Grzebać w szafie w poszukiwaniu rękawiczek, gdy na podręcznej półce ma się, dopiero co niezastąpione, letnie koszulki? Przepraszać się z porzuconą beztrosko w marcu czapką? Teraz, gdy liście dopiero żółcią łagodnie trącone, nie opadły jeszcze? Jak jest zima, to – wiadomo, wszyscy oglądaliśmy „Misia” – musi być zimno. Jak jest zima, to musi być zimno. Wtedy palacz pali, pali cały czas. Ale październik, do licha, to nie jest zima. Środek października to nawet nie jest środek jesieni, to jest początek jesieni. I zimno być nie musi.
Powiedzmy sobie szczerze, to co się stało w ubiegłym tygodniu, to jest skandal. Do afery hazardowej, afery stoczniowej i afery podsłuchowej dołączyła największa – afera przedwczesnej, październikowej zimy. Żeby w Dzień Nauczyciela drogi uczniom zawiało? (Fakt, że tego dnia akurat i uczniowie, i nauczyciele mają wolne). Żeby drzewa pokryte liśćmi połamało? Linie energetyczne pozrywało? Żeby wszystko pod śniegiem? Takich brewerii, za najstarszych górali nie ręczę, ale osobiście - nie pamiętam.
Przedwczesne nadejście zimy pozbawia nas obywatelskiego prawa do należytego przeżycia łagodnej, złotej polskiej jesieni. Powinny być jakieś regulacje ustawowe w sprawie przyzwoitych terminów pojawiania się Dziadka Mroza i Śnieżynek. A przedwczesne, nieuzasadnione użycie śniegu – będzie karane.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości