Reklama

„WCK”

16/03/2010 11:26

O tak, nosiliśmy długie włosy, niedbale przeczesywane dłonią (ach, gdzież są niegdysiejsze włosy?). O tak, nosiliśmy trampki i flanelowe koszule w kratę. O tak, kochały się w nas dziewczyny w złotych aureolach. („Włos w pukle nie rozwity, lecz w węzełki małe pokręcony, schowany w drobne strączki białe, dziwnie ozdabiał głowę, bo od słońca blasku świecił się, jak korona na świętych obrazku.”) Na plaży i gdzie indziej. Byliśmy tylko znacznie bardziej liryczni.

Punk rock nie był zasadniczą nutą, głównym melodycznym nurtem naszego liceum. Może gdzie indziej, ale u nas raczej nie. Może zbyt mało byliśmy muzycznie rozwinięci. Sex Pistols to w ogóle bardzo rzadko, już częściej The Cure z płyty „Boys Don’t Cry”. Choć na co dzień to raczej Jacek Kaczmarski, rozrzewniany Wolną Grupą Bukowina. Jeśli gitara, to zdecydowanie unplugged w słabym świetle świec.
Ale to są w sumie drobne szczegóły. Poza tym – pełne uznanie i ogólna akceptacja.„Wszystko co kocham” Jacka Borcucha to jest film o nas. Jest w tym filmie taka kapitalnie symboliczna scena, kiedy żołnierze idą w swoją stronę, a bohaterowie filmu z instrumentami – czyli pokoleniowo właśnie my – akurat w przeciwną. Co prawda, to prawda, nie było nam z mundurowymi po drodze. Nie żeby zaraz na barykady i decydujące starcie, po prostu – dwa osobne światy. Z tym, że inicjatywa była zdecydowanie po stronie wojskowych. To oni wpadali do liceum na pogadanki. (Dyrektor w ostatniej ławce pilnował, byśmy nie zadawali niewygodnych pytań). My postanowiliśmy się zasadniczo migać. Od wojska i całej reszty.
Trudno nie było, bo nikt nas o zdanie nie pytał. Ciężko to mieli starzy, czyli rodzice. Gdzieś należeli, pracowali, byli zapisani, mieli swoich szefów, którzy z kolei mieli swoich szefów. Im wyżej, tym gorszych, bardziej bezwzględnych i tępych, bo inaczej nie zaszliby tak wysoko, jak zaszli. Jak się zachować przyzwoicie, jak wyjść zarazem, cało i z twarzą. Oto był powszechny, najbardziej banalny dylemat lat 80. W każdym z nas gdzieś przebiegała ta granica między rozsądkiem a wolnością.
Pamiętam lekcję, kiedy nasza wychowawczyni, świętej pamięci święta kobieta, próbowała nas zachęcić do udziału w pierwszomajowym pochodzie. - I co, nie cieszą was te baloniki, lody, kolorowe transparenty? - Nic a nic, pani profesor, nas nie cieszą. Nie pójdziemy. W oczach wychowawczyni zapalały się z trudem skrywane błyski radości.
Nie poszliśmy. I nikomu z tego powodu długi włos z rozczochranej głowy nie spadł. Pewnie byłoby inaczej, gdyby naszym wychowawcą był nauczyciel przysposobienia obronnego. Ale szczęśliwie, mieliśmy opiekuńczego anioła. Zamiast na przemarsz główną ulicą miasta, sprytnie uciekaliśmy – bo była to jednak ucieczka – na rajd pierwszomajowy. Góry pełne były takich jak my, dezerterów. Przepełnione pociągi, jadące na południe, tłoczno na trasach i brak miejsc w schroniskach. Wieczorami śpiewały gitary: „Obława, obława, na młode wilki obława…” Minęło ćwierć wieku i można to przyznać – pierwsza połowa lat 80. minionego wieku to były parszywe, ale też piękne czasy. Umiejętnie sfilmowane, niezwykle zyskują na atrakcyjności. Nie samym ZOMO żył człowiek.
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości