O tak, nosiliśmy długie włosy, niedbale przeczesywane dłonią (ach, gdzież są niegdysiejsze włosy?). O tak, nosiliśmy trampki i flanelowe koszule w kratę. O tak, kochały się w nas dziewczyny w złotych aureolach. („Włos w pukle nie rozwity, lecz w węzełki małe pokręcony, schowany w drobne strączki białe, dziwnie ozdabiał głowę, bo od słońca blasku świecił się, jak korona na świętych obrazku.”) Na plaży i gdzie indziej. Byliśmy tylko znacznie bardziej liryczni.
Punk rock nie był zasadniczą nutą, głównym melodycznym nurtem naszego liceum. Może gdzie indziej, ale u nas raczej nie. Może zbyt mało byliśmy muzycznie rozwinięci. Sex Pistols to w ogóle bardzo rzadko, już częściej The Cure z płyty „Boys Don’t Cry”. Choć na co dzień to raczej Jacek Kaczmarski, rozrzewniany Wolną Grupą Bukowina. Jeśli gitara, to zdecydowanie unplugged w słabym świetle świec.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!