Na podstawie dwudziestoletnich wnikliwych badań dochodzę do wniosku, że kadencja rządu w Polsce powinna trwać dwa lata. Dwa lata i ani dnia dłużej. Cztery lata to w każdym razie zdecydowanie za długo. W połowie czteroletniej kadencji, czyli po dwóch latach właśnie, w każdym rządzie zaczynają się nieuchronne procesy fermentacyjno-destrukcyjne. Coś zaczyna się psuć, gnić, próchnieć, wykoślawiać i cuchnąć.
Po 1989 r. jedynym premierem, który zachował stanowisko przez cztery lata, był Jerzy Buzek. Nawet jemu, żeby prawdziwie, pełną gębą porządzić - dwa lata wystarczyły. Przez dwa lata zrobił, co miał zrobić, czyli cztery reformy. Dwudziestu czterech miesięcy na to potrzebował. Przez następne dwa lata już tylko szedł na kompromisy, chwiał się i czekał końca.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!