Reklama

Bez zgody rodziców ani rusz!

Pierwsze doniesienia brzmiały alarmująco: podobno w szkole w Pruszynie pojawiała się wszawica. Do naszej redakcji zadzwoniła matka jednej z uczennic. – Niestety niewiele się robi z tym problemem – poinformowała nas. – Rodzice dzieci, którzy mają wszy, zostali o tym powiadomieni, jednak dalej z tą sprawą nic się nie dzieje. Czy tak można? Obawiam się, że moje dziecko też się wkrótce zarazi tą chorobą.

Okazuje się, że nawet, gdyby problem był poważny, to tak naprawdę nikt, oprócz rodziców zarażonych dzieci, nie może z tym nic zrobić. Po prostu takie prawo i już!

Sytuację uspokaja dyrektor szkoły w Pruszynie, Iwona Chacińska.
 – Rzeczywiście, początkowo sądziliśmy, że problem jest dużo poważniejszy – mówi I. Chacińska. – Potem okazało się jednak, iż zarażonych jest jedynie kilkoro dzieci i teraz ich rodzice walczą z tą chorobą.

Matka, która się do nas dodzwoniła, twierdziła jednak, że tylko w klasie jej córki zarażonych jest pięcioro dzieci. Tak naprawdę o skali problemu wiedzą tylko dyrekcja szkoły i pielęgniarka, która sprawdzała głowy dzieci. Kilka lat temu zmieniły się bowiem przepisy i teraz o chorobie powiadamiani są rodzice, a nie dziecko w chwili badania.

Problem, jest, ale mniejszy
 Procedura w Pruszynie była taka, że dzieci najpierw dostały karteczki dla rodziców z informacją, że konieczne jest sprawdzenie głowy dziecka. Rodzice musieli podpisać oświadczenie, że na takie badanie się zgadzają. Bez ich zgody pielęgniarka nie mogłaby sprawdzić czystości dziecka. Kartki trafiły z powrotem do szkoły, przeprowadzono badanie. Według relacji matki, o wyniku kontroli informowano oddzielnie każdego rodzica. Nie mówiono o nim dzieciom po przeprowadzonym badaniu. Potem jedynie pocztą pantoflową roznosiło się, które dziecko jest zarażone wszawicą.

– Tyle że, według tych informacji, rodziców dzieci, których ten problem dotyczy, nie było na zebraniu – dodaje matka. – I właśnie dlatego baliśmy się,  że problem nie zniknie, tylko się rozszerzy.
Tej wersji zaprzecza jednak pani dyrektor. – Wszyscy rodzice podpisali zgodę na badanie – dodaje I. Chacińska. – Potem zostali również poinformowani, że muszą zwalczyć tę chorobę. Z tego co wiem, leczenie trwa.
Według pani dyrektor, sprawa nie jest na tyle poważna, by powiadamiać o niej Sanepid.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama