24 i 25 lipca w Siedlcach odbywał się II Rock Open Air Festival. Tegoroczna edycja stała na wysokim poziomie. Mamy wreszcie imprezę rockową o profilu, jakiego w Siedlcach brakowało.
W ciągu 2 festiwalowych dni Amfiteatr wypełnił się tylko w połowie - prawdopodobnie ze względu na środek wakacji. Na przeszkodzie stanęła też pogoda. Za to sama uczta artystyczna mogła się podobać. Od tego roku festiwal miał formułę konkursu. Wzięło w nim udział 8 kapel z całej Polski, w tym 2 z Białorusi. Wyłonione drogą eliminacji spośród 32 kapel zespoły stworzyły na deskach Amfiteatru barwne i ciekawe widowisko. Potwierdza to lider grupy „Harlem”, Krzysztof „Dżawor” Jaworski. - Ostatnio byłem jurorem i preselektorem wykonawców kwalifikowanych do programu TV „Śpiewaj i walcz”. Przesłuchiwałem zespoły z dużych ośrodków, jak: Warszawa, Wrocław czy Kraków. Przynajmniej 3 zespoły z siedleckiego konkursu mogłyby śmiało powalczyć o laury w tamtym programie - twierdzi.
Zdradźmy zatem od razu, kto okazał się najlepszy. Pierwszą nagrodę (po 3, 5 tys. złotych) podzieliły między sobą „The Fraiz” z Brześcia i siedlecki „Upstream”. Na zespół z Siedlec spadł też grad innych trofeów. To im przypadła w udziale nagroda publiczności (500 zł, ufundowana przez Prezydenta Miasta Siedlce) oraz zaproszenie na Festiwal im. Ryśka Riedla w Chorzowie. Dodatkowo postanowiono wyróżnić, zapraszając do koncertu finałowego, zespoły „Yestrnight” (Bydgoszcz) i „Voodkatonic” (Sokołów Podlaski).
Białoruski dynamit
Ostatnio jeden z rosyjskich producentów muzycznych, zapytany, co myśli o tamtejszej muzyce młodzieżowej, odpowiedział: „Jest okropna. Poziom naszej muzyki nie jest nawet chiński, a jakiś taki mongolski albo nawet wietnamski”. No cóż...
Kompleksów natomiast z całą pewnością nie powinni mieć Białorusini. Zespoły z Brześcia - „The Fraiz” i „D_Tails” oczarowały w Siedlcach zarówno publiczność, jak i jurorów. - Białoruś w ogóle jest ciekawym rynkiem muzycznym. U nich w tej chwili sprawdza się hasło „rock walczący”, które u nas też kiedyś było modne. Z tego buntu rodzą się ciekawe rzeczy - mówi dziennikarz muzyczny, juror i konferansjer Marek Wiernik.
Przykład? Laureat I nagrody „The Fraiz”. Na scenę weszła garstka drobnych chłopaczków, a gruchnęli, jakby pod swoje instrumenty podłożyli dynamit. Rozruszali publiczność do tego stopnia, że ta zaczęła z nimi śpiewać. - W sztuce chodzi o to, żeby prowokować, robić coś, „co nie będzie obojętne” - chwali Białorusinów „Dżawor”. Muzycznie „The Fraiz” nawiązywał do tego, co na topie w brytyjskim i skandynawskim pop-rocku. Wysoki głos wokalisty (w stylu Renãrsa Kaupersa z „BrianStorm”), wizerunek sceniczny a’la „Franz Ferdinand”, a melodyjność godna fińskiego „Rasmusa”. Nawet jeśli wokalista momentami śpiewał nieczysto (a były takie zarzuty), należy to puścić mimo uszu. W tego typu estetyce muzycznej takie rzeczy się akceptuje. Dużo ważniejsze było to, że ze sceny biła potężna energia i prawda. Według mnie, jeśli mogę sobie pozwolić na subiektywną ocenę, był to zespół numer 1 tej imprezy.
- Zresztą dobrych kapel na Białorusi jest cała masa - mówi M. Wiernik. Sam stawiał na inny białoruski zespół, „D_Tails”. Równie energetyczny jak „The Fraiz”, ale ostrzejszy, bardziej metalowy. - To jest już praktycznie zawodowa grupa. Ja sam na 3 czy 4 przeglądach przyznawałem „D_Tails” nagrody - mówi.
Więcej w jednym z najbliższych papierowych i e-wydań "TS".
tekst i zdjęcia: Tomasz Markiewicz
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!