Reklama

Dzikusy atakują

Pewnie każdy z nas słyszał o psie ogrodnika. W "Przygodzie z ogrodnikiem", jaką na Scenie Teatralnej Miasta Siedlce można było obejrzeć w ramach VI Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Sztuka plus Komercja, pies też oczywiście był. Mniejsza o to, że nie był to pies ogrodnika, tylko sąsiadów państwa Dzikich.

"Przygoda z ogrodnikiem" tak naprawdę jest jednak spektaklem o Cindy (Anna Mucha) i Halu (Michał Sitarski) Dzikich, nazwanych w teatrze "Dzikusami". O ich porażkach i sukcesach. I o tym, jak z aktorów teatru objazdowego i lokatorów mieszkanka nad koszerną kuchnią tajską (kupionego na - jakże by inaczej - koszerny kredyt) stają się specjalistami od samodoskonalenia oraz właścicielami piętrowego domu z ogrodem. [Ogród to - zgodnie ze wskazówkami Hala dla nowej służącej - duży zielony prostokąt za drzwiami do salonu.]

 A wszystko to za sprawą poradników (najnowszy, "Dzikość w środku", święci triumfy na rynku wydawniczym), kursów oraz ich sprytnej, bystrej, skutecznej i przedsiębiorczej agentki (Edyta Herbuś).

Reklama

Dzicy to małżeństwo z wieloletnim stażem. Niesypiające ze sobą i sztucznie podtrzymywane dla biznesu. Takie, które od 7 lat jest ze sobą dzień w dzień i ma już siebie dosyć. To w życiu prywatnym, bo w zawodowym... Hasłami "Wdech - pewność, wydech - wątpliwości" oraz "Czas to teraz, życie to pole bitwy, żołnierz to ty" propagują: wizualizacje, afirmacje i asertywność. I są w tym dobrzy, mimo że nieautentyczni. 

Do czasu, aż zawitał w ich domu tytułowy ogrodnik Andrew, który "chciał sadzić rabarbar wszystkim sąsiadkom w okolicy". Cindy Dziki zaoferował "kaktusa w pełnym rozkwicie". W gabinecie jej męża.

Reklama

Widzowie, którzy wybierając się na "Przygodę z ogrodnikiem" zastanawiali się, która aktorka (Herbuś czy Mucha) będzie tego wieczoru lepsza, ładniejsza i wiarygodniejsza, wychodząc z teatru, zgodnie przyznali, że najlepsza była... ta trzecia, czyli służąca, grana przez Katarzynę Ankudowicz.

Będąc wierną czytelniczką poradników Dzikich oraz słuchaczką ich porad, służąca doskonale wie, że "podejmowanie decyzji to pierwszy przystanek autobusu do miasta Sukces". Wraz z rozwojem akcji dojrzewa do tego, by - rozczarowana brakiem wiarygodności Dzikich - powiedzieć swojej chlebodawczyni i guru w jednej osobie: "Stoję tu teraz jak ch... w pomidorach". Na odchodne dorzuci jeszcze obrazowo: "Ja nie teraz idę. Ja wychodzę. Nie mogę pracować u ludzi, których nie szanuję. Przepraszam, ale teraz czeka na mnie taksówka. Żółty samochód, cztery koła, kogut na dachu i drzwi". 

Reklama

Oczywiście Dzicy nie dadzą jej odejść. Wróci, ale na innych zasadach i w zupełnie innym emploi. Zmiana jest na tyle odważna, że skromny czarny fartuszek służącej z białym kołnierzykiem służącej zastąpiła dopasowana, błyszcząca, mała błękitna sukienka. W takim stroju zawezwana przez Dzikich służąca odpala im: "Jestem zarobiona po same cyce, więc nie widzę powodu, żebyście sami nie mogli ruszyć swoich czterech liter...", uśmiechając się do nich szeroko z samego centrum miasta Sukces. (Ana) 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości