Zdaniem prokuratury Tadeusz Sz. działał w Żelechowie jak nieformalny bank. Tyle że w banku, w razie nieoddania pieniędzy w terminie, nie biją i nie grożą spaleniem domu. A takimi metodami miał się posługiwać właśnie Tadeusz Sz. Pożyczek udzielał „na zeszyt”. W końcu jego ofiary przerwały milczenie. Trzynaście osób zeznało na policji, w jaki sposób robiły interesy z Tadeuszem Sz. To niestety oznaczało, że straciły dorobek swojego życia.
W Żelechowie podobno wszyscy wiedzieli, że po pożyczkę można udać się do Sz. Z prokuratorskich akt wynika, że wielu z tego skorzystało – głównie mieszkańcy miasta i gminy Żelechów i sąsiadującej gminy Kłoczew. Od 2001 roku Sz. oficjalnie prowadził firmę parabankową. Potem jednak zawiesił jej działalność, a pożyczek udzielał nieformalnie w domu. Jego żona zapisywała należność w zeszycie. U Tadeusza Sz. można było pożyczyć zarówno 100 złotych, jak i 200 tysięcy. „Bankier” z reguły nie określał wartości odsetek. Mówił o konkretnych kwotach do oddania. Wielu jego klientów było zadowolonych. Ci, którzy oddawali w terminie, kłopotów nie mieli. Jednak ci, którzy spóźniali się ze spłatą, mogli wpaść w tarapaty.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!