Reklama

Jakiś taki dziwny facet

Facet od początku wydawał mi się jakiś mało wiarygodny, żeby nie powiedzieć, dziwny. Bo jeśli w niedzielę w mieszkaniu zgaśnie raptem światło, to nie ma człowiek większej nadziei, że awaria zostanie usunięta jeszcze tego samego dnia.

Trudno nawet liczyć na to, że ktoś podejmie taką próbę. Szczególnie że w innych mieszkaniach dużego bloku spółdzielczego przy ulicy Sokołowskiej żadnych problemów z dostawą energii nie było. A wiadomo, że jak przypadek jest jednostkowy, to nadzieje, że ktoś szybko się nim zajmie, zdecydowanie maleją. Podjąłem jednak próbę z czystego poczucia obowiązku. Miałem zaległą, no, zaniedbaną pracę, i musiałem w niedzielę korzystać z komputera. Na klatce schodowej znalazłem telefony alarmowe do administracji osiedlowej przy ulicy Sobieskiego. Zadzwoniłem.

Reklama

– Tak, o co chodzi? Wyjaśniałem panu, że wymieniałem spaloną żarówkę, a potem, przy zapaleniu światła, coś głośno trzasnęło i wszystko w mieszkaniu zgasło, łącznie z komputerem i lodówką. Elektryk zapytał o adres i powiedział, że zaraz będzie.

– Zaraz? Czyli za ile? – dopytywałem, ale bardzo miłym tonem, żeby czasem nie rozdrażnić fachowca taką natarczywą dociekliwością. Jako człowiek mający swoje lata dobrze pamiętam, jakie trzeba stosować procedury, aby fachowiec zapisał moją awarię w swoim kajeciku. Oby tylko nie wężykiem, bo najpierw naprawią wszystkie awarie na Osiedlu Warszawska, zanim zapukają do mojego mieszkania na Osiedlu Tysiąclecia.

Reklama

Spodziewałem się raczej pytania w rodzaju: – Coś pan taki niecierpliwy? Albo bliżej nieokreślonego polecenia: – Czekaj pan!

Tymczasem mój elektryk okazał się całkiem konkretny, a do tego wcale niewyprowadzony z równowagi. Kiedy jednak oświadczył: – Będę za 5 minut – pomyślałem, że trafiłem na żartownisia, który zawita do mnie może za parę godzin. Po 4 minutach rozległo się pukanie. Za drzwiami, ani chybi, stał elektryk, o czym świadczyła choćby duża torba na ramieniu.

– Dzień dobry, proszę pokazać, co się dzieje.

Reklama

Pokazałem kinkiet, w którym wymieniałem żarówkę i opisałem późniejsze trzaski w elektryce. Pan pogmerał coś przy jednych korkach w mieszkaniu a potem przy drugich, w skrzynce na klatce schodowej. I zrobił światło w całym mieszkaniu. A jak mu powiedziałem, że boję się elektryki, to mi jeszcze osobiście żarówkę wkręcił.

Zadałem oczywiście sakramentalne pytane: – Ile się należy?

– Wie pan, takie naprawy w skrzynce na schodach to są bezpłatne. Za to płaci pan już w czynszu – odparł, tracąc resztki swojej wiarygodności i uznania, jakim powinien się cieszyć szanujący się fachowiec.

Reklama

Trochę zdumiony usiłowałem zgłębić tajniki jego natury, ale on cały czas coś kręcił. – Że jest od tego, żeby jak najszybciej likwidować awarie, bo jemu za to płacą… Że skoro jest na dyżurze, to po to, żeby zaraz reagować na wezwania, bo ludzie bez prądu mają kłopoty. I takie tam jeszcze – że lubi swoją pracę i jest zadowolony, kiedy wykona ją jak najlepiej. Po prostu jakiś taki dziwny facet.

Nie dopytywałem, czy w jego administracji wszyscy fachowcy są obdarzeni takim etosem pracy, bo nie chciałem kusić losu. Ale kiedy fachowiec wyszedł z mieszkania, to poczułem się jak słynny hibernatus, który całe lata przetrwał zamrożony w lodzie, a teraz znów odzyskał świadomość i obudził się w rzeczywistości, którą niełatwo mu zrozumieć…

Reklama

Przecież jeszcze 30 lat temu było całkiem inaczej. Jakoś tak normalnie…

ZBIGNIEW JUŚKIEWICZ

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Jolanta - niezalogowany 2025-07-22 14:21:44

    To ja jeszcze wspomnę hydraulika z PUK. Zgłosiłam awarię kaloryfera, przyszedł fachowiec, pogrzebał, odkręcił coś (jestem zielona jeżeli chodzi o takie awarie) i kaloryfer zaczął grzać. Na pytanie ile płacę usłyszałam identyczną prawie odpowiedź jak w tym artykule. Byłam bardzo zaskoczona, że są jeszcze tak uczciwi ludzie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości