Reklama

Każda opinia to tylko projekcja

Z grupą X-TRANS rozmawia Tomasz Markiewicz

Siedlecki zespół X-Trans wystąpił w programie tv Polsat „Must be the music”! Jury w składzie: Kora Jackowska, Wojtek Łozowski, Elżbieta Zapendowska i Adam Sztaba nie było jednogłośne. Zespół dostał dwa głosy na „tak” i dwa na „nie”. Również siedlczanie w w swoich ocenach są bardzo podzieleni.

- Jak znaleźliście się w grupie szczęśliwców, wytypowanych przez producentów programu? Tak po prostu, z marszu, czy braliście wcześniej udział w precastingach?

Tomek Ługowski: - Nikt nie dostaje się przed panel jurorski ot tak. Należy udać się na jeden z organizowanych w kilku miastach w całej Polsce precastingów, gdzie przychodzą tysiące chętnych. Tam kilka komisji złożonych z mniej znanych muzyków dokonuje selekcji potencjalnych kandydatów do udziału w programie. Spośród tych tysięcy wybieranych jest około 150 podmiotów artystycznych, które potem występują przed telewizyjnym jury. Można więc powiedzieć, że samo zakwalifikowanie się do tego etapu jest już sukcesem. Ja udałem się na ostatni z precastingów, który odbył się 10 czerwca w Warszawie.

- Jak zapamiętaliście moment, kiedy zakończył się już występ, stanęliście naprzeciwko czwórki wymagających arbitrów i oczekiwaliście na werdykt? Co sobie wtedy myśleliście?

T. Ł.: - W moim odczuciu z wysokości sceny i odarte z dramaturgii montażu jury wcale nie wyglądało groźnie. W każdym razie sądziłem, że po pierwszym utworze zostaniemy zanegowani i będzie po wszystkim. Kiedy zobaczyłem, że w głosowaniu jest remis, pomyślałem sobie: „No niemożliwe”. Oznaczało to oczywiście, że będziemy wykonywać drugą piosenkę. I tak się stało. Szczerze mówiąc, w tej chwili trudno mi sobie to przypomnieć, ponieważ emocje sięgały zenitu. Jednak odwagi dodawała nam dopingująca publiczność, która chórem krzyczała: „Zielone! Zielone!”. Taka reakcja była bardzo motywująca.
(...)
- Kora pozwoliła sobie na złośliwości, ale Twoja natychmiastowa cięta riposta zupełnie zbiła jurorkę z pantałyku. Zaniemówiła. U jurora Adama Sztaby wywołało to niemały entuzjazm. Zauważyłem, że bił gromkie brawa.
T. Ł.: - W materiale emisyjnym telewizja wycięła bardzo obszerny fragment tego, co mówiła do nas Kora, zwłaszcza po wykonaniu drugiej piosenki. Najwyraźniej entuzjastyczna reakcja publiczności oraz ponownie dwa głosy na „tak” od męskiej części jurorskiej wyprowadziło ją zupełnie z równowagi. Zachowywała się jakby skosztowała pewnej substancji, którą, jak od niedawna wiadomo, prawdopodobnie spożywa jej pies. Ton jej wypowiedzi stał się wyjątkowo obraźliwy i nie miał już nic wspólnego z merytoryczną oceną naszego występu. W tej sytuacji oczywiście nie mogłem tego tolerować i odparowałem: „Każda opinia to tylko projekcja, przepuszczona przez filtr własnych preferencji, więc nie robi to na mnie wrażenia”. Naturalnie wywołało to natychmiastowe zmieszanie u pani Jackowskiej i zakończyło jej niemerytoryczny wywód. Jestem usatysfakcjonowany, że moja riposta i rzeczywista na nią reakcja Adama Sztaby zostały przedstawione szerszej widowni.
(...)

Całość w wydaniu papierowym

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama