Kiedy zwijamy namioty, to już nie jest ta sama radość. I pożegnalne ognisko, nie takie samo, jak pierwsze. Długo patrzymy, jak migoczący ogień pożera polano za polanem. Krążą wspomnienia, żarty, anegdoty, kubeczki i śmiech. Tak minął wieczór i poranek, dzień siódmy. Jeszcze tylko pożegnalna rybka w restauracji nad wodą; wodą, która – co za fart! - okazuje się prawdziwym jeziorem, a nie sztucznym stawem. Od tego miejsca – to pewne, zaczniemy za rok. Regularnie co dwanaście miesięcy wstępujemy na kilka chwil w ten wakacyjny świat, pod lipcowe lub sierpniowe niebo, tacy sami i odrobinę inni.
Koniec obozu. Zwinięte namioty, ciasno upchane śpiwory, spakowane plecaki. Worek śmieci, który oczywiście odstawimy, gdzie należy, by nie zaśmiecać lasu. To, co było wspólne, teraz trzeba podzielić. Ktoś nie może odnaleźć swojego widelca. Jest za to inny, całkiem podobny, do którego nikt się nie przyznaje. Ot, tradycyjna, letnia wymiana sztućców. Za rok wymienimy je znowu.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!