Reklama

Koperkiewicz, człowiek orkiestra

Tomasz Markiewicz przypomina sylwetkę zmarłego niedawno Waldemara Koperkiewicza. Jako muzyk i wykonawca zdobywał nagrody na największych festiwalach w Polsce.

NIE ZOSTAŁ DRUGIM KIEPURĄ

Zainteresowanie muzyką wyniósł z domu. Mama i niemal cała rodzina ojca byli fanatykami sztuki operowej. Wchodziła w grę nawet opcja, żeby został śpiewakiem. Próbował więc, a nawet zaliczył egzamin do takiej szkoły, tyle że zaraz ją zlikwidowali. Cóż, widocznie nie dane mu było zo stać drugim Kiepurą. Dał się za to po znać jako utalentowany wykonawca i kompozytor.

Reklama

Jak każdy młody chłopak marzył o założeniu własnego zespołu. W latach 70. stanął na czele grupy Monastyr. Był to jego pierwszy poważny sprawdzian w roli twórcy muzyki. Z tego okresu pochodzi piosenka „Rzeki snu”, która początkowo przeszła bez echa. Za to 20 lat później, w nowej interpretacji Magdy Turowskiej i Jarosława Wasika, stała się ogólnopolskim przebojem. Zespół Monastyr koncertował z powodzeniem w kraju i zagranicą. Mógł też pochwalić się płytą nagraną dla wytwórni Tonpress, co na owe czasy było dla artysty sporą nobilitacją. Pracował wtedy z Monastyrem i jednocześnie śpiewał w grupie Juliusza Loranca, znanej z przeboju „Radość o poranku”. Loranc był szanowanym twórcą w branży muzycznej. To on napisał dla „Alibabek” przebój „Kwiat jednej nocy”. Ale bodaj największe tantiemy przyniosły mu „Wakacje z blondynką” do tekstu Jonasza Kofty.

W latach 80. Koperkiewicz uczył w Mławie i Działdowie młodych adeptów śpiewu. I to ze świetnym skutkiem. W 1983 roku grupa wokalna z Działdowa pod jego kierownictwem zdobyła „Złoty Samowar” na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. W zespole śpiewali rodzice Kasi Stankiewicz. Kiedy nie mieli z kim zostawić swoich córek, przyprowadzali je na próby. Waldek mógł więc powiedzieć, że drugą wokalistkę „Varius Manx” zna od dziecka.

Reklama

KALINA JĘDRUSIK BYŁA ZACHWYCONA

Jednym z bardziej inspirujących okresów w działalności artystycznej Waldemara Koperkiewicza było prowadzenie „Orkiestry Teatru ATA”- znanego zespołu piosenki literackiej z udziałem aktora Artura Żmijewskiego. To wtedy zdarzyło się coś, co zapamiętał na długo. - Po jednym z krakowskich festiwali piosenki Zygmunt Konieczny złożył nam propozycję nagrania partii wokalnej do jego muzyki, na ścieżkę dźwiękową do filmu Andrzeja Wajdy. Piekielnie trudne zadanie, ale też jedno z największych wyzwań i przeżyć artystycznych w moim życiu - wspominał.

Reklama

W 1986 roku jego kompozycja „Za co giniemy” otrzymała II nagrodę w koncercie „Premiery” festiwalu opolskiego. Przewodnicząca jury Kalina Jędrusik była nią zachwycona. Udało się też pokonać bardzo silną konkurencję, z Marylą Rodowicz i Marianem Opanią na czele. Nie długo potem na gruzach Monastyru Koperkiewicz zbudował swój nowy zespół Exit. Do współpracy pozyskał m.in. muzyków o znanych potem nazwiskach - Felicjana Andrzejczaka i Stanisława Wenglorza.

Exit wykonywał utwory autorskie, a jedyną obcą, jaką włączył do swojego repertuaru, była piosenka „Tańcz, tańcz” do tekstu Janusza Mogielnickiego i muzyki Zbigniewa Hołdysa. Waldek dostał tę piosenkę od Basi Trzetrzelewskiej na dzień przed jej wyjazdem do Stanów Zjednoczonych. Niedługo potem, na początku lat 90. sam wyjechał do Niemiec, zarabiać na sprzęt. Siłą rzeczy zespół Exit przestał istnieć. Felicjan Andrzejczak trafił do Budki Suflera i nagrał z nią wielki szlagier „Jolka, Jolka, pamiętasz...”. Koperkiewicz pracował zaś w Szpitalu Miejskim w Kolonii, gdzie organizował wystawy prac plastycznych i koncerty z udziałem polskich artystów. Po powrocie do kraju komponował muzykę teatralną, m.in. do spektaklu „Żona zaufania” według scenariusza znane go satyryka Marka Majewskiego, z Zofią Merle w jednej z ról.

Reklama

SIEDLCE. SPEŁNIŁO SIĘ MARZENIE

W 1999 r. zadomowił się w Siedlcach. - Moim marzeniem było zawsze pracować w teatrze i to spełniło się tutaj, w Centrum Kultury i Sztuki - mówił. Był kierownikiem muzycznym Orkiestry Teatru „ES” i jego nadwornym kompozytorem. Ale dorobek artystyczny to zaledwie cząstka zasług Waldka. Reszta to zapał, czas spędzony na próbach z młodzieżą. On nigdy nie liczył poświęconych im godzin. Zawdzięczają mu wiele. - Z Waldkiem poznaliśmy się w liceum plastycznym w Wiśniczu Nowym, gdzie uczyłem się na ceramika. Potem skończyliśmy szkołę i nasze drogi na jakiś czas się rozeszły. A potem było Studium Kulturalno-Oświatowe w Ciechanowie. Naszym nauczycielem był Andrzej Meżerycki. „Meżer” miał pasję teatralną i z powodzeniem nas nią zarażał. Teraz, kiedy wracam pamięcią do tamtych czasów, to ten Ciechanów był zupełnie niesamowitym okresem w moim życiu, a zawdzięczam go ludziom - animatorom kultury, którzy związali potem swoje życie z Siedlcami – wspomina Marek Piekarczyk, wokalista TSA. Siedlce to prężny ośrodek w dziedzinie piosenki aktorskiej (artystycznej) i poezji śpiewanej. A to wszystko dzięki oddanym sprawie animatorom takim jak Waldek Koperkiewicz – mówił Jan Kondrak (Lubelska Federacja Bardów). - Zawsze miał tendencję do prowadzenia pojedynczych artystów, choć ciągnęło go do większych musicalowych i oratoryjnych form. Pokłosiem tych ambicji w Siedlcach były spektakle „W tancbudzie tango” z Mileną Madziar w roli głównej oraz „Herbertorium”. I to były wydarzenia dużej klasy muzycznej.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Mieszkaniec - niezalogowany 2025-07-12 21:06:56

    I na Koprze chyba można zakończyć ambitny artystycznie rozdział historii tego miasta.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości