Trener Adam Nocoń już dwukrotnie zdołał utrzymać MKP Pogoń Siedlce w I lidze piłkarskiej. Czy ta sztuka uda mu się po raz trzeci? Jak sam przyznaje, może być ciężko. O przedsezonowych kłopotach Pogoni z jej szkoleniowcem rozmawia Paweł Świerczewski.
Porozmawiajmy chwilę o minionym sezonie. Na pewno cieszy utrzymanie się w I lidze, ale, moim zdaniem, styl gry, szczególnie wiosną, pozostawiał wiele do życzenia. A jaka jest pana opinia?
- Mamy najmniejszy budżet w I lidze. Spadły zespoły znacznie zamożniejsze od Pogoni, które chętnie zamieniłyby się z nami miejscami, nawet jeśli musiałyby przełknąć krytykę za styl gry. Wystarczy sprawdzić, jakie środki poszły na ratowanie I ligi w Tychach czy Łęcznej. Tymczasem obu tych drużyn nie ma już na zapleczu Ekstraklasy, a biedna, „słabo grająca” Pogoń została. Czyli cel został zrealizowany, a zwycięzców się nie sądzi.
Nie ma pan jednak wrażenia, że podczas rundy wiosennej znacząco obniżyliście loty?
- A może po prostu pozostałe zespoły się poprawiły? Dokonały większych wzmocnień przed rundą rewanżową? Składowych jest zapewne wiele, więc wobec teorii o obniżeniu lotów mam mieszane uczucia.
Wiemy już, że będzie pan prowadził Pogoń przez kolejne dwa sezony. Długo musiał się trener zastanawiać nad złożeniem podpisu na nowym kontrakcie?
- Nigdy nie jest to prosta decyzja. Szkoda tylko, że jako jeden z nielicznych zdecydowałem się, żeby w Siedlcach zostać.
Pogoń przechodzi rewolucję kadrową. Odeszli m.in.: Marcin Flis, Karol Podliński czy Miłosz Drąg. Żadnemu trenerowi nie jest w smak, jak drużynę opuszczają kluczowi gracze.
- To bardzo ciężki moment. Oczywiście spodziewałem się, że chłopaki dostaną różne ciekawe propozycje, co świadczy o tym, że z poziomem naszej gry nie było najgorzej. Liczyłem się z odejściami, ale nie tak radykalnymi. Odeszło chyba z piętnastu zawodników, w tym wielu kluczowych, a pojawiło się, jak na razie, pięciu. Nie jest kolorowo. Ciężkie zadanie przede mną i klubem. Mam z tym duży ból głowy.
Domyślam się, że gdy nie jest się finansowym krezusem, a o finansach Pogoni można tak powiedzieć w najdelikatniejszy sposób, to aktywność na rynku transferowym jest procesem wyjątkowo żmudnym...
- Nie ma co ukrywać, inni z łatwością przebijają nasze oferty. Wszystkie zespoły mają coraz większe budżety, a nasz maleje. To martwi. Nie jestem w komfortowej sytuacji, ale, niestety, trzeba się z tym zmierzyć.
Porozmawiajmy o poszczególnych formacjach. Jeśli chodzi o atak, to z nominalnych napastników został tylko Maciek Rosołek. Nie wiem co dalej z Jarkiem Niezgodą, czy dostanie w Siedlcach kolejną szansę? Czy można spodziewać się jakichś wzmocnień, bo to chyba formacja, która uległa największemu przetrzebieniu.
- Nasz podstawowy napastnik, czyli Podliński, dostał ofertę z ŁKS, którą zdecydował się przyjąć. Szczęście, że został Rosołek, bo to dobry piłkarz. Niezgoda to na pewno klasowy zawodnik, ale co z tego, jeśli przez kontuzje nie jest w stanie tego pokazać. Musieliśmy się więc z nim pożegnać. Czy kogoś zakontraktujemy? Powiem szczerze, że nie wiem. Klub musiałby znaleźć odpowiednie środki, a pod tym względem nie jest najlepiej. Jest nas za mało, kadra jest naprawdę skąpa. Trenujemy w piętnastu, plus kilku zawodników rezerw. To nie jest sytuacja, która powinna się zdarzyć na poziomie I ligi.
Linia pomocy z pozyskanymi Makowskim, Marcem i Kizymą pana przekonuje?
- Uważam, że Kizyma jest w stanie godnie zastąpić Drąga. Nie sądzę, żeby był słabszym zawodnikiem. Jego postawa w sparingach jest obiecująca. To na pewno wartościowy transfer. Jeśli chodzi o Makowskiego, to jest niewiadoma. To dobry piłkarz, który jednak przez kontuzję nie grał ostatnie pół roku. Potrzebuje czasu, żeby dojść do dawnej dyspozycji. Pamiętam go z gry w Radomiaku i w lidze węgierskiej. Jeśli jest w stanie powrócić do podobnej formy, to powinniśmy mieć powody do zadowolenia. Na środku pola został z nami Ernest Dzięcioł, który ma za sobą bardzo udany sezon. Został też Damian Szuprytowski, czyli nasza „10”. Na pewno przydałoby się, żeby ktoś jeszcze dołączył. Fajnie, że na bok ściągnęliśmy Mateusza Marca. Też jest po kontuzji, ale widać, że, jeśli będzie zdrowy, to może dać nam wiele w ofensywie.
Przechodzimy do obrony. Jak załatać wyrwę po odejściu dwóch podstawowych środkowych obrońców, Marcina Flisa i Bartka Dembka?
- Przyszedł wartościowy Przemysław Szur, który zdecydowanie zna się na swojej robocie, ale mamy problem z pozyskaniem drugiego stopera. Wszyscy nas przebijają. Mam nadzieję, że do pierwszego ligowego meczu, uda się kogoś „podpisać”. Jak widać, wakaty na poszczególnych pozycjach są duże...
Najspokojniej jest chyba w bramce, bo zostaje Lemanowicz, którego zdecydowanie można uznać za jeden z najmocniejszych punktów zespołu.
- Broni równo, broni dobrze. Bardzo się cieszę, że dalej będę mógł korzystać z usług tego chłopaka.
Można spodziewać się transferowej ofensywy „last minute” w wykonaniu Pogoni? Jak wiadomo, na ostatni moment najłatwiej o budżetowe okazje.
- Trudno mi sobie to wyobrazić, żeby mogło być inaczej. Wszystko jednak zależy od środków, którymi dysponuje klub.
Stwierdził pan, że budżet Pogoni się zmniejszył. To znacząca różnica w porównaniu z poprzednimi sezonami?
- Patrząc na sytuację kadrową, to chyba tak. Przede wszystkim jest nas za mało. Jeśli miałoby tak zostać, to szykują się duże kłopoty w funkcjonowaniu jako klub pierwszoligowy.
Jak na razie trudno o powody do optymizmu.
- Odeszło kilka filarów zespołu. Na pewno bardzo trudno będzie je zastąpić. Odpowiedź da kilka pierwszych meczów. Wtedy się okaże, czy zespół podoła po tych zmianach.
Odejścia zawodników są na pewno trudne, ale czy ma pan satysfakcję z tego, że kilku piłkarzy pod pana skrzydłami zdołało się tak wypromować, że znaleźli zatrudnienie w klasowych drużynach? Marcin Flis, ściągnięty do Pogoni z piłkarskiego niebytu, będzie teraz grał w Ekstraklasie.
- Na pewno jest to miłe. Flis, zanim przyszedł do Pogoni, pół roku był bez klubu. Podliński trenował gdzieś w trzeciej lidze i nikt na wyższym poziomie go nie chciał. Bartek Dembek nawet nie mieścił się w rezerwach Legii. Wszyscy, grając w Siedlcach, wskoczyli na taki poziom, że zdecydowanie stali się łakomym kąskiem na rynku transferowym. Podobnie było z Cassio czy Drągiem. Więc satysfakcja jest, ale co z tego, kiedy trzeba się martwić, jak ich wszystkich teraz zastąpić (śmiech).
Jeśli Pogoń, tak jak w minionych dwóch sezonach w I lidze, znów zajmie ostatnie miejsce dające utrzymanie, będzie można mówić o sukcesie?
- Patrząc na nasze realia, utrzymanie - nieważne z której pozycji - będzie ogromnym sukcesem Pogoni.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze