Reklama

Ranny łoś przez trzy dni tkwił w stawie. Pomoc przyszła w poniedziałek, ale było już za późno

Przez trzy dni młody łoś z ciężkimi obrażeniami pozostawał uwięziony w niewielkim stawie na terenie gminy Paprotnia. Pierwsze zgłoszenie o zwierzęciu wpłynęło w piątek po południu. W poniedziałek rano potwierdzono, że nadal znajduje się w tym samym miejscu. Po ponownym zgłoszeniu na numer alarmowy 112 operator Centrum Powiadamiania Ratunkowego zadysponował na miejsce zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Siedlec, druhów Ochotniczej Straży Pożarnej, patrol policji oraz lekarza weterynarii. Mimo podjętej akcji ratunkowej łosia nie udało się uratować.

Zdarzenie miało miejsce podczas bardzo upalnego weekendu. Początkowo nie było pewności, czy zwierzę rzeczywiście potrzebuje pomocy. Łosie często wchodzą do zbiorników wodnych, aby schronić się przed wysoką temperaturą i uciążliwymi owadami. Niepokój wzbudził jednak fakt, że zwierzę przez dłuższy czas pozostawało w tym samym miejscu, a wokół niego widoczna była krew.

– Otrzymaliśmy zgłoszenie od mieszkańca, że w niewielkim stawie znajduje się łoś. Wokół zwierzęcia widoczna była krew, dlatego początkowo pojawiło się podejrzenie, że mógł zostać postrzelony. Natychmiast zadzwoniłem pod numer alarmowy 112 – mówi Marek Kordecki, zastępca wójta gminy Paprotnia.

Reklama

Pierwsze informacje o miejscu zdarzenia były nieprecyzyjne. Początkowo wskazywano okolice drogi, tymczasem staw znajdował się wśród pól i zadrzewień. Po zgłoszeniu operator numeru alarmowego 112 skierował na miejsce patrol policji, który sprawdził wskazany teren.

– Zgłoszenie dotyczyło rozległego terenu z kilkoma zbiornikami wodnymi oraz obszarem leśnym. Funkcjonariusze sprawdzili wskazane miejsca, jednak łosia nie odnaleźli – wyjaśnia Małgorzata Mazurek-Pawlik z siedleckiej policji.

Po piątkowym zgłoszeniu nie było wiadomo, co stało się ze zwierzęciem. Jak wspomina wójt gminy Paprotnia Leszek Trębicki, można było przypuszczać, że łoś sam opuścił staw.

Reklama

– Policjanci mają numery telefonów zarówno do urzędu gminy, jak i do lekarzy weterynarii współpracujących z gminą. Weterynarze pozostają w gotowości do udzielania pomocy. Po piątkowych działaniach nie było już z nami kontaktu, dlatego sądziliśmy, że łoś wyszedł z wody – mówi wójt.

Sytuacja zmieniła się w poniedziałek rano. Do Urzędu Gminy ponownie dotarła informacja, że łoś nadal znajduje się w stawie. Wójt Leszek Trębicki pojechał na miejsce, aby zweryfikować zgłoszenie. Kiedy potwierdził, że zwierzę wciąż nie jest w stanie wydostać się z wody, zastępca wójta Marek Kordecki ponownie zadzwonił pod numer alarmowy 112. Tym razem operator Centrum Powiadamiania Ratunkowego zadysponował do zdarzenia zastępy Państwowej Straży Pożarnej z Siedlec, druhów Ochotniczej Straży Pożarnej, patrol policji oraz lekarza weterynarii.

Reklama

Strażacy założyli wodery i weszli do stawu, aby ocenić stan zwierzęcia. Z brzegu nie było widać żadnych obrażeń, dlatego początkowo nie było wiadomo, dlaczego łoś nie jest w stanie wydostać się z wody. Działaniami ratowniczymi kierował st. bryg. Tomasz Ławecki, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 w Siedlcach.

– Zwierzę poruszało jedynie przednią częścią ciała i sprawiało wrażenie, jakby było sparaliżowane. Nie było wiadomo, co jest przyczyną, ponieważ znajdując się w wodzie nie mogliśmy tego ocenić. Próbowaliśmy wyprowadzić łosia, a kiedy okazało się to niemożliwe, założyliśmy kantar i rozpoczęliśmy jego wydobywanie – relacjonuje kpt. Mariusz Grzesiuła z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Siedlcach.

Reklama

Ratownicy ostrożnie wyciągnęli zwierzę na brzeg. W trakcie wydobywania łoś przestał wykazywać oznaki życia. Jego stan ocenił lekarz weterynarii, który stwierdził zgon. Po stwierdzeniu śmierci powiadomiono Zbiornicę Skórzec, odpowiedzialną za odbiór padłych zwierząt.

Badanie wykazało, że przyczyną dramatu były wcześniejsze obrażenia.

– Zastaliśmy martwego, młodego łosia z pękniętą lewą tylną kończyną. Wszystko wskazuje na to, że obrażenia powstały wcześniej, najprawdopodobniej w wyniku wypadku komunikacyjnego. Zwierzę dotarło do stawu już po urazie i z powodu złamanej kończyny nie było w stanie się z niego wydostać – mówi lekarz weterynarii Jerzy Jaskólski z Drohiczyna.

Reklama

Jak dodaje, obrażenia były bardzo rozległe.

– Było to otwarte złamanie. Rana nie była świeża, widoczne były już oznaki rozwijającej się infekcji. Takie obrażenia nie mogły powstać w wodzie ani w roślinności porastającej staw. Wszystko wskazuje na to, że zwierzę przez pewien czas cierpiało – podkreśla.

Historia młodego łosia zakończyła się tragicznie, ale może być również ważną lekcją. W okresie letnim dzikie zwierzęta często korzystają ze zbiorników wodnych, dlatego nie każda taka sytuacja oznacza zagrożenie. Jeśli jednak zwierzę przez dłuższy czas pozostaje w tym samym miejscu, nie reaguje na otoczenie lub widać, że jest ranne, warto jak najszybciej powiadomić odpowiednie służby, przekazując możliwie najdokładniejszą lokalizację. W takich przypadkach czas i precyzyjna informacja mogą mieć kluczowe znaczenie dla powodzenia akcji ratunkowej.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 17/07/2026 12:13
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości