Ma 71 lat, ale sylwetkę i kondycję młodzieńca, a umysł jak brzytwa. Sam rąbie drzewo do kominka. Mówi, że na życie trzeba mieć Plan A, a na emeryturę Plan B. Jak to naukowiec. Światowej klasy naukowiec, dodajmy, który właśnie został honorowym członkiem Europejskiego Towarzystwa Arachnologicznego. Jak wybitny polski arachnolog, odkrywca około 250 gatunków pająków, odnajduje się na emeryturze? Z profesorem Markiem Żabką rozmawia Mariola Zaczyńska.
Trudno mi uwierzyć, że człowiek z taką pasją po prostu odszedł na emeryturę. I to w „przepisowym” wieku 65 lat.
- Jeszcze przez rok pracowałem na emeryturze, ale gdy było coraz mniej godzin dydaktycznych, nie chciałem zabierać pracy młodszym kolegom. Pracuję nadal w instytucie, ale na zasadach wolontariatu. Rano jadę na siłownię, po niej do instytutu, gdzie jestem przypisany do zespołu badawczego i służę swoim doświadczeniem. Nie uczestniczę w zebraniach, nie zajmuję się biurokracją, więc drażnię koleżeństwo z pozycji loży szyderców, że muszą pisać raporty, a ja nie. Bardzo sobie chwalę mój status. Poza tym publikuję popularnonaukowe artykuły i mam skończoną książkę.
Jaki tytuł? Poprzedniej książki brzmiał:”Pająki. Mordercy, kanibale i seksualni ekstremiści”.
- Tym razem: „Zabójcy, tkacze i fatalni kochankowie”.
Co takiego fascynującego jest w pająkach?
- Są tajemnicze, groźne, mityczne. Zajmuję się pająkami skaczącymi - o bardzo wyrazistej osobowości. Mają ciekawe zachowania rozrodcze, łowieckie, a niektórzy hodowcy uważają, że nawet rozpoznają ludzi. Śmiem twierdzić, że takie ślimaki, na przykład, nie mają tak wyrazistej natury.
Nie uważasz, że arachnolodzy są trochę specyficzni? Pamiętam Światowy Kongres Arachnologów, który odbył się w Siedlcach. Do miasta zjechało kilkudziesięciu Indiana Jonesów: w kolorowych koszulach, klapkach lub butach trekingowych, z plecakami. Żadnych tam garniturów i krawatów.
- Może i każdy jest na swój sposób osobliwy… Ale w nauce trzeba być trochę dziwnym, trochę zakręconym rebeliantem, który się nie poddaje głównemu nurtowi. Kiedyś w Australii kolega pokazał mi maile od amerykańskiego studenta, hodowcy jadowitych pająków, który eksperymentalnie wstrzykiwał sobie coraz większe dawki jadu, aby zdobyć odporność na toksynę. Korespondencja urwała się na opisach moczu, który stał się brunatny i śluzowaty. Ale, w sumie, jakichś specjalnych dziwolągów nie znam.

Nie brakuje ci tego aktywnego podróżnictwa, któremu oddawałeś się, prowadząc badania?
- Jesteśmy z żoną na takim etapie życia, że moglibyśmy sobie podróżować, ale mówię jej, że szkoda na mnie pieniądze wydawać. Przecież ja nie widzę. Co ja tam zobaczę? Od lat cierpiałem na pogarszający się wzrok. Nie widzę ciebie, z tej odległości, z jakiej rozmawiamy. To jest bardzo przykra przypadłość, doznanie emocjonalnego otępienia. Piękno pobudza, inspiruje, a ja patrzę i widzę szarość, nie rozróżniam kolorów. Pojadę gdzieś i będę się dołował?
Och, tak mi przykro! Nie wiedziałam, że jest aż tak! Nigdy bym nie powiedziała przy twojej aktywności, że sprawa jest tak poważna.
- Bo tak jak na karierę zawodową trzeba mieć Plan A, czyli nie marnować czasu na głupoty, bo każdy zmarnowany dzień już się nie powtórzy, tak na emeryturę trzeba mieć Plan B, czyli zachować aktywność i trzeźwość umysłu, mieć kontakty z ludźmi, wychodzić z domu. Przyznam, że przeraża mnie trochę kondycja facetów w moim wieku.
Czyli?
- Prowadziłem wykłady dla uniwersytetów trzeciego wieku, a tam… głównie panie! Raz dzwoni do mnie kolega i mówi to samo: „Jestem przerażony! Bylem w ZUS-ie, wchodzi para, on wygląda jak niedorozwinięty, ona sadza go jak w biurze rzeczy znalezionych, a sama śmiga od stanowiska do stanowiska”.
Zdradzę, że wiele pań skarży się na kondycję swych rówieśników.
- Bardzo ważne są społeczne relacje. Wielokrotnie organizowałem koleżeńskie spotkania „dziadersów” i smuciło mnie, gdy kolejni koledzy odpadali, bo coś tam, bo nie ma czasu, nie ma zdrowia. Ubolewam, że jest armia emerytów, których trudno namówić na regularne spotkania choćby dwa razy w roku, przy kawie. Kolega w Australii zawsze raz na miesiąc spotyka się z dawnymi współpracownikami. U nas ludzie nie mają takiej potrzeby. Nie wiem, z czego to wynika. W sumie też mógłbym siedzieć i patrzeć w okno.
Jak z perspektywy wybitnego arachnologa wyglądają dziś migracje egzotycznych zwierząt? Czy zmiany klimatu pozwolą na zadomowienie się u nas jadowitych pająków?
- Pająki są dobrymi podróżnikami. Niektóre szybują na niciach babiego lata na odległość tysięcy kilometrów i kolonizują nawet odległe wyspy. Drugi sposób migracji, dziś bardzo aktualny, to efekt masowego ruchu turystycznego, transportu warzyw i owoców z egzotycznych krajów. Tak trafiają do nas bardzo groźne wałęsaki brazylijskie czy czarne wdowy. Dobrze, gdy się je dostrzeże, ale mieliśmy przypadek z południowej Polski, gdy do lekarzy zgłosiła się osoba z masywną nekrozą, czyli martwicą tkanek, która mogła być następstwem ukąszenia jadowitego pająka. Nikt go jednak nie widział, nie złowił. Wraz z ociepleniem klimatu będą przybywać nowe gatunki, ale polskie warunki są nieprzewidywalne, w zimę mieliśmy -30 stopni, czego na zewnątrz takie gatunki nie przetrwają. To czynnik ograniczający. Ale poszerzanie zasięgów bytowania to naturalna tendencja.
Mówisz, że jesteś szczęściarzem, bo nie tylko robiłeś to, co kochałeś, ale jeszcze ci za to płacili.
- Co więcej, nasza uczelnia od początku dawała nam wolność akademicką i swobodę prowadzenia badań, co jest podstawą pracy naukowej. Ja tej wolności myśli doświadczyłem. Kryterium jakości pracy są przecież publikacje i autorytet w środowisku. I nam się to udało. Stopnie naukowe robiliśmy na dobrych uniwersytetach, jeździliśmy na konferencje, nikt nam się nie wtrącał, nic nie nakazywał. Nawiązywaliśmy kontakty naukowe, które przeradzały się w przyjaźnie. A wymiana myśli, rozmowy, są niezwykle ważne.

Jesteś optymistą czy pesymistą?
- Generalnie mam dosyć krytyczne podejście do spraw.
Czyli pesymista?
- Realista. Raczej typ mrukliwy i gburowaty, ze skłonnością do roztrząsania prostych spraw na „za” i „przeciw”, widząc więcej „przeciw”. Choć w towarzystwie bywam elokwentny i w dobrym humorze.
Partnerem wydarzenia „Seniorzy Mazowsza – historie warte opowiedzenia” jest Samorząd Województwa Mazowieckiego.

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze