– Żyjemy w świecie zdominowanym przez algorytmy cyfrowe. Ta wystawa udowadnia jednak, że prawdziwej sztuki nie da się wygenerować jednym kliknięciem. Liczy się człowiek i jego ślad – mówił prof. Tomasz Nowak, dziekan Wydziału Sztuki UwS, podczas otwarcia wystawy „Dyplomy 2026”.
Uwielbiam doroczne prezentacje absolwentów Wydziału Sztuki siedleckiego uniwersytetu. Zawsze są zaskoczenia. I zawsze czuje się wolnego twórczego ducha. Po salach i korytarzach UwS chodzi się jak po uznanej galerii sztuki. Prace zaskakują, jedne zachwycają, drugie wywołują dyskusje lub konsternację. Jest czas przystanąć, zamyślić się, poczytać o artyście i jego projekcie.
Dyplomy to, jak zaznaczają wykładowcy, ostateczny efekt wielomiesięcznych poszukiwań, eksperymentów i artystycznego ryzyka. Młodzi artyści pokazują siebie, z jaką odwagą i energią zmierzyli się z własnymi przemyśleniami, pomysłami i warsztatem. Wiele prac jest osobistych, poruszających. Ciekawa jest też konfrontacja z odbiorcą. Gdy jedna z dojrzałych pań obserwatorek zamyśliła się przy Jeźdźcach Apokalipsy, westchnęła ze smutkiem: „Dlaczego ci młodzi ludzie są tak smutni? Tematyka końca świata, zagłady...”. Ale kiedy zadałam to pytanie młodej twórczyni, Karolinie Grzywaczewskiej, zdziwiła się: „Smutni? Skąd, temat przemijania jest fascynujący i zmuszający do myślenia o nowym początku, Tu nie ma smutku, jest siła, historia nowego otwarcia”.
I tak wygląda ta wystawa. To wyzwanie rzucone przyszłości i przeszłości. Zachwycająca jest książeczka artystyczna „Przepływy” czyli „herezje dziecięce do poprawy”, w której autorka Julia Barciak rozprawia się bezwzględnie z kontrolującą i nakazującą naturą dorosłych wobec dzieci: siedź prosto, jedz, piszesz jak kura pazurem, nie rób zeza itp. Przy „herezjach dziecięcych” trzeba zatrzymać się na dłużej i zrobić rachunek sumienia – ile takich herezji nas dotknęło, a ile przekazujemy następnym pokoleniom? To intrygujący przewodnik po emocjach. „To książka sklejona z resztek pamięci, z tego co wraca z przeszłości i nadal rezonuje z teraźniejszością. O czymś co mija, a jednak pozostaje na długo, kształtując przeżywanie dorosłości” – komentuje autorka. Zachwycające, dojrzałe dzieło, zasługujące na marsz po wszelkich artystycznych festiwalach! W komiksowym ujęciu tematu czuje się rękę promotora, znakomitego Maćka Tołwińskiego.
Wystawę otworzyła dwunastominutowa animacja „Wolf Witch” Kingi Kickiej, przygotowana pod okiem promotora Andrzeja Jobczyka, młodego reżysera, który już debiutem wsławił się nominacją do listy oskarowej. Krótki i mocny film stworzyła drobniutka „niepozorna dziewczynka” w białej bluzce i czarnej spódniczce, uosobienie niewinności i delikatności „grzecznej uczennicy”. Ale jej animację zapowiedziano: będą drastyczne sceny, więc wrażliwych uprzedzamy. Filmik trzymał w uwadze i napięciu od początku do końca. Był świetny. A kontrast między skromnością autorki a swobodą wypowiedzi wręcz szokował. Pozytywnie szokował.
– Właśnie ta szczerość i osobisty punkt widzenia sprawiają, że wasza twórczość jest tak poruszająca i cenna – oceniał prace prof. Tomasz Nowak. – Tegoroczne realizacje wnoszą do sztuki świeżość, odwagę i głęboką wrażliwość na problemy współczesnego świata.
Świetna jest tez instalacja Kacpra Chodowca w pracowni rzeźby. To przemyślane dzieło nastawione na efekt pierwszego wrażenia, a przy oglądaniu szczegółów zyskuje jeszcze bardziej. Nie sposób opisać wszystkich prac dyplomowych, trzeba je po prostu zobaczyć. Wystawione w przestrzeniach Wydziału Sztuki czekają na widzów, na odkrycia i przeżycia. Ogląda się je z przyjemnością, bo są świeże, pomysłowe, przykuwają uwagę. Warto je poznać!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze