Reklama

Gmina Sokołów Podlaski: Drewniane kroniki

Na starych deskach mazowieckiej chałupy można zatrzymać czas. Krystyna Paczuska, sołtys wsi Kosierady Wielkie w gminie Sokołów Podlaski, wiedziała o tym, zanim komukolwiek w okolicy przyszło to do głowy…

Kiedy wjeżdżasz do Kosierad Wielkich od strony Korabi, najpierw widzisz namalowanego na drewnianej ścianie budynku mężczyznę na koniu. To Wacław Wyszomirski, którego mama, z domu Kosieradzka, pochodziła z tej wsi, a on, mieszkając niedaleko, był tu stałym bywalcem.

Później, po lewej stronie, pojawia się rodzina Trębickich: Marek, Czesława i Zygmunt podczas żniw. Trójka ludzi zatrzymana w połowie gestu, jakby ktoś krzyknął „stój” w środku letniego dnia i czas naprawdę go posłuchał.

To są drewnale. Malowidła wykonywane bezpośrednio na drewnianych budynkach. W Bieszczadach czy na Podkarpaciu można je spotkać od lat. Tu, na Mazowszu, we wsi liczącej kilkadziesiąt domów i bocianich gniazd, stanowią nowość. Między drewnalami, bo i to jest częścią tej opowieści, na ogrodzeniach w całej wsi wiszą banery. Ponad 300 archiwalnych fotografii. To wystawa przygotowana z okazji 620-lecia Kosierad Wielkich. Twarze, pola, wesela, żniwa. Galeria pod gołym niebem, gdzie wernisaż trwa bez przerwy, a wstęp jest wolny dla każdego, kto skręci z drogi na Sokołów Podlaski.

Reklama

Coś znowu wymyśliła?

Żeby poznać osobowość Krystyny Paczuskiej, sołtys Kosierad Wielkich, trzeba sięgnąć do jej życia zawodowego. Przez dekady kierowała Miejskim Ośrodkiem Kultury w Siedlcach, potem Uniwersytetem Trzeciego Wieku. Kultura to jej język ojczysty. Gdy przeprowadziła się na wieś i objęła sołectwo, miała już gotowy plan.

– Powiedziałam żartem do wójta, że zrobię z Kosierad wieś pokazową – wspomina. – On popatrzył na mnie, a jeszcze dróg nie było zrobionych, i mówi: „Ale drogi najpierw”. A potem mi się przyznał, że zapamiętał, co powiedziałam.

Reklama

Drewnalami zainteresowała się dzięki internetowi. Śledziła profil Arkadiusza Andrejkowa, artysty z Podkarpacia, który od lat przemierza Polskę i maluje portrety oraz sceny rodzajowe na ścianach wiejskich stodół i chałup. Uwagę pani Krystyny szczególnie przykuła wieś Sitawki na Podlasiu, gdzie Andrejkow stworzył kilkanaście malowideł drewnali.

– Zadzwoniłam do tamtejszej gminy, poprosiłam o namiar na sołtysa – mówi Krystyna Paczuska. – Odebrała jego żona. Okazało się, że to ona nadzoruje cały projekt. Mała wieś, osiemdziesiąt pięć osób, a już trzynaście drewnali.

Reklama

Po rozmowie przedstawiła pomysł na zebraniu wiejskim. Reakcja mieszkańców była… powściągliwa.– Patrzyli na mnie tak... i myśleli zapewne „Co ona znowu wymyśliła” – śmieje się pani sołtys. – Ale nie poddałam się. Wrzuciłam na Facebooka wsi trzy zdjęcia drewnali z Sitawki z krótkim podpisem: „Może by tak u nas?”. I pojawił się komentarz Warszawiaka, który ma rodzinę w Kosieradach. Brzmiał celnie: „Wy się spieszta, póki macie na czym malować”. Cztery dni później miałam telefon od pierwszego mieszkańca, który postanowił udostępnić ścianę. Potem były dalsze deklaracje. I… na kolejnym zebraniu mieszkańcy zdecydowali, by fundusz sołecki przeznaczyć na drewnale.

Reklama

Spotkanie na dziedzińcu

Z Arkadiuszem Andrejkowem sprawa była skomplikowana. Krystyna Paczuska śledziła go w internecie, ale spotkanie nie wychodziło. Zbyt daleko pracował, pandemia, brak czasu. Aż pewnego dnia latem 2024 r. pani sołtys zobaczyła, że maluje mural na szkole w Siedlcach.

– Wieczorem napisałam do nie go na Messengerze, że od dwóch lat marzę o spotkaniu – opowiada pani Krystyna. – Odpisał: Niech pani przyjedzie jutro o jedenastej, bo o tej porze schodzę z rusztowa nia na kawę.

Cały artykuł przeczytacie w papierowym I e-wydaniu "Tygodnika Siedleckiego", nr 25. (KUP TERAZ)

Reklama

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama