Tropikalny upał nie odstraszył mieszkańców i gości. Blisko 40 stopni Celsjusza, pełen plac, trzy koncerty i kilka godzin muzycznych emocji – tak wyglądał finał tegorocznych Dni Zbuczyna. Na scenie wystąpili Teatr ES z koncertem poświęconym Korze, Farben Lehre oraz Lady Pank. Wójt Hubert Pasiak może być zadowolony.
Około godziny 17.00 termometry pokazywały blisko 40 stopni Celsjusza. Mimo tropikalnego upału plac imprezy z każdą minutą zapełniał się kolejnymi uczestnikami, którzy nie zamierzali rezygnować z muzycznego święta.
Prowadzący koncert Marcin Chojecki z humorem oswajał wysoką temperaturę, sypiąc błyskotliwymi zapowiedziami. – Już nie będę więcej mówił, że witam państwa gorąco – żartował ze sceny. Chwilę później zachęcał publiczność do wspólnej zabawy: – Pomachajcie rękami, to może chociaż temperatura spadnie z 39 do 38 stopni! Jego dowcipy wywoływały uśmiechy i skutecznie rozluźniały atmosferę.
Na upał każdy miał swój sposób. Jedni szukali cienia, inni gasili pragnienie zimnymi napojami. Wielu uczestników zatrzymywało się również przy stoisku z lodami, gdzie można było spróbować m.in. smaków mango, borówki i caffe latte. Za ladą stała mama rapera i twórcy filmowego Pawła Przewożnego, serwując kolejnym osobom porcję przyjemnego ochłodzenia.
Wtedy na scenie rozpoczął się pierwszy koncert – „Lipstick on the Glass. Tribute to Maanam” w wykonaniu muzyków i aktorów Teatru ES z Siedlec. Była to sentymentalna podróż przez twórczość legendarnego zespołu Maanam. Publiczność usłyszała m.in. „Kocham Cię, kochanie moje”, „Planety szaleją”, „Metamorfozy” i „Takie tango”.
O muzyczny poziom widowiska zadbali znakomici instrumentaliści, wśród nich Krzysztof Chromiński i Robert Protasewicz. W centrum tego muzycznego spektaklu znalazła się Dorota Kaczorek. Jej głos, sceniczna ekspresja i sposób interpretacji utworów sprawiały, że w wielu momentach można było odnaleźć ducha Kory. Nie była to próba naśladowania, lecz pełen szacunku hołd złożony jednej z najwybitniejszych postaci polskiej muzyki rockowej.
Utwory wykonywane niemal w oryginalnych aranżacjach przeplatane były archiwalnymi wypowiedziami Kory, co dodawało koncertowi wyjątkowego klimatu. Całości słuchało się z niezwykłą lekkością, choć warunki na scenie były wyjątkowo trudne.
– W takim upale śpiewało się ciężko, ale żeby publiczności słuchało się lekko, trzeba było wykonać naprawdę dużą pracę – powiedziała mi po koncercie za kulisami Dorota Kaczorek.
Po sentymentalnej podróży z muzyką Maanamu przyszedł czas na zdecydowanie mocniejsze brzmienie. Po godzinie 19.30 scenę przejęła płocka formacja Farben Lehre, która w tym roku świętuje 40-lecie działalności. Już od pierwszych dźwięków było wiadomo, że będzie to koncert pełen energii i żywiołowego gitarowego grania.
Termometry wciąż pokazywały wysokie temperatury. Za kulisami Wojtek Wojda zastanawiał się, czy w takim upale publiczność podejdzie pod scenę. Wystarczyło jednak, że konferansjer zapowiedział Farben Lehre, a w ciągu kilku chwil przed sceną zrobiło się tłoczno.
Od pierwszych utworów nie brakowało uniesionych rąk, wspólnego śpiewu i rytmicznych podskoków. Farben Lehre pokazał to, z czego słynie od czterech dekad – sceniczną energię i znakomity kontakt z publicznością. W programie nie zabrakło takich utworów jak „Anioły i demony”, „Matura”, „Samo życie” czy „Handel”.
Wojtek Wojda nieustannie zachęcał publiczność do wspólnej zabawy, a w pewnym momencie zszedł ze sceny, by przybić piątki z osobami stojącymi w pierwszych rzędach. Ten prosty gest wywołał entuzjazm i jeszcze bardziej skrócił dystans między zespołem a fanami.
Koncert potwierdził, że mimo 40 lat na scenie Farben Lehre wciąż gra z tą samą pasją i autentycznością. Był to jeden z najmocniejszych punktów tegorocznych Dni Zbuczyna.
Zwieńczeniem tegorocznych Dni Zbuczyna był koncert Lady Pank. Formacja Jana Borysewicza i Janusza Panasewicza, obchodząca w tym roku 45-lecie działalności, po raz kolejny udowodniła, że jej największe przeboje nie tracą na popularności.
W repertuarze nie zabrakło utworów, które od lat należą do klasyki polskiego rocka. Publiczność wspólnie z zespołem śpiewała „Mniej niż zero”, „Kryzysową narzeczoną” i „Zawsze tam, gdzie Ty”. To właśnie podczas tej ostatniej piosenki nad tłumem rozbłysły latarki w telefonach, tworząc wyjątkową atmosferę.
Choć niektóre partie wokalne były momentami dalekie od ideału, nie miało to większego znaczenia. Tego wieczoru najważniejsze były emocje i wspólny śpiew, który od pierwszych do ostatnich dźwięków towarzyszył największym przebojom Lady Pank.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Rewelacyjne wydarzenie. Odkąd wójtem jest Pan Hubert to są najlepsze koncerty w regionie, na które czeka się cały rok. Mimo upałów ludzie to docenili swoją obecnością.
a goły tyłek dla publiczność lidera zespołu był? jak w dawnych czasach?
Lady Pank to jest zespół muzyczny a nie formacja. Formacją może być takie coś jak Boys z disco polo gdzie jeden śpiewa a pięciu podskakuje !!!
Czy te zespoliki nagrały jakąś nową piosenkę bo od 40 lat odgrzewają kotlety na spalonym tłuszczu beztalencia
Rewelacyjne wydarzenie. Odkąd wójtem jest Pan Hubert to są najlepsze koncerty w regionie, na które czeka się cały rok. Mimo upałów ludzie to docenili swoją obecnością.
a goły tyłek dla publiczność lidera zespołu był? jak w dawnych czasach?
Lady Pank to jest zespół muzyczny a nie formacja. Formacją może być takie coś jak Boys z disco polo gdzie jeden śpiewa a pięciu podskakuje !!!