Audyt przeprowadzony w Sokołowskim Ośrodku Kultury mówi o serii nieprawidłowości. Co na to Marcin Celiński, odwołany w październiku 2024 r. dyrektor SOK?
Operatorem restauracji w SOK została firma prowadzona przez Pana szwagierkę. To prawda? Czy nie widzi Pan w tym problemu przynajmniej natury etycznej?
– Tak, potwierdzam, operatorem jest firma mojej szwagierki. Ale zaraz po tym, jak dowiedziałem się, że zamierza złożyć ofertę, zrobiłem wszystko, żeby ten temat był maksymalnie przejrzysty. Złożyłem wniosek o wyłączenie mnie z procedury wyłaniania oferenta. Poprosiłem ówczesnego burmistrza, żeby to on wydelegował trzy kompetentne osoby do komisji, a ja – tylko dwóch pracowników SOK. Dzięki temu przedstawiciele SOK stanowili mniejszość. Ja w ogóle w tej komisji nie zasiadałem. To był jedyny uczciwy ruch w sytuacji, która była dla mnie niekomfortowa. O fakcie poinformowałem władze miasta. A że wpłynęła tylko jedna oferta? Był kryzys, pandemia, rynek gastronomiczny leżał. SOK nie mógł już dłużej czekać z wyłonieniem operatora, bo goniły nas terminy projektowe. (chodzi o projekt Sokołowski Tygiel Kulturalny – red.)
Audytorzy stwierdzili, że ogłoszenie o naborze operatora było dostępne wyłącznie na wewnętrznym serwerze SOK. Mimo to wpłynęła jedna oferta, właśnie od firmy Pana szwagierki. To wygląda jak postępowanie szyte na miarę…
– To nieprawda. Ogłoszenie zostało opublikowane na stronie internetowej SOK oraz na monitorach w holu głównym. Są na to screeny i dokumenty. Prawidłowość tej procedury potwierdziła zresztą Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych podczas swojej kontroli. Zatem skoro audytorzy twierdzą, że linku nie było, to albo dokonano nierzetelnej analizy, albo dokonano zmian w panelu administracyjnym strony już po zwolnieniu mnie. Nie mogę wykluczyć manipulacji, bo sprawa jest dla mnie oczywista: ogłoszenie było widoczne dla wszystkich na stronie internetowej i monitorach w SOK.
Audytorzy wykazali, że umowa dzierżawy lokali, w tym samym budynku, dlatego samego podmiotu, została zawarta na 25 lat, bez zgody rady miejskiej.
– Teza audytu o obowiązku przeprowadzenia przetargu i o konieczności zgody rady miasta jest nieprawdziwa. To powtórzenie błędów z protokołu politycznej komisji rewizyjnej, która działała pod przewodnictwem pana Landzberga. Rozumiem, że politycy mogą mylić się w interpretacji prawa, ale że do tych samych kardynalnych błędów dochodzi płatny, rzekomo profesjonalny zespół audytorski to dla mnie skandal. SOK to samorządowa instytucja kultury z własną osobowością prawną, dysponuje własnym budynkiem i gruntem w użytkowaniu wieczystym. I zgodnie z prawem i praktyką, dyrekcja SOK od lat wynajmowała pomieszczenia bez zgody rady, choćby dostawcy telewizji kablowej. Ostateczna ocena oczywiście należy do sądu, ale audytorzy albo zaniechali analizy dokumentów własnościowych, albo po prostu się na tym nie znają.
Ale podpisał Pan umowę na ćwierć wieku.
– Podpisałem umowę, która miała zapewnić funkcjonowanie przedsięwzięcia i bezpieczeństwo ekonomiczne projektu. Natomiast twierdzenie, że była ona zawarta nielegalnie, jest zupełnie nieuprawnione. Jeśli ktoś uważa inaczej, to powtórzę: ostatecznie rozstrzygnie to sąd.
Cały wywiad przeczytacie w najnowszym, papierowym i e-wydaniu "Tygodnika Siedleckiego, nr 25 (KUP TERAZ)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
no tak… umowa na ćwierć wieku ze szwagierką i ekstra! nie ma problemu. gościa nie było w komisji konkursowej/przetargowej, a sokołów to metropolia i ludzie się tam wcale nie znają. Pani Gontarz nie widzi w tym problemu, rozumiem?
Są ludzie ktorzy zawsze wierzyli w Ciebie
no tak… umowa na ćwierć wieku ze szwagierką i ekstra! nie ma problemu. gościa nie było w komisji konkursowej/przetargowej, a sokołów to metropolia i ludzie się tam wcale nie znają. Pani Gontarz nie widzi w tym problemu, rozumiem?
Są ludzie ktorzy zawsze wierzyli w Ciebie