Reklama

Siedlecki mistrz stalówki

W jego domu wciąż można znaleźć stalówki, kałamarze, pióra i arkusze papieru czerpanego. Dla jednych to przedmioty z innej epoki, dla pana Stanisława Skowronka – część życia, którą nadal pielęgnuje. Pasją do kaligrafii dzieli się również z innymi.

Gdy większość ludzi przestała zwracać uwagę na charakter pisma, pan Stanisław przez lata doskonalił swój warsztat. Ręcznie przepisywał dokumenty, przygotowywał ozdobne dyplomy, pomagał uczniom przy historycznych projektach i udowadniał, że kaligrafia nie jest reliktem przeszłości, lecz sztuką wymagającą cierpliwości, wyobraźni i ogromnej precyzji.

Od szkolnych zeszytów do historycznych dokumentów

Pan Stanisław ma dziś 72 lata i z uśmiechem przyznaje, że jego przygoda z kaligrafią zaczęła się właściwie od… szkolnych problemów. W podstawówce nauczyciele zwracali mu uwagę na nieczytelne zeszyty, kleksy i niestaranność. Sam mówi, że „mazał” jak wielu chłopców w tamtych czasach. Wszystko zmieniło się jednak dzięki jego mamie, która przykładała dużą wagę do własnego pisma.

Reklama

– Bardzo podobało mi się jej pismo. Pisała piękną kursywą, litery były równe, lekkie, eleganckie. Patrzyłem na to i próbowałem naśladować – wspomina.

Były to czasy stalówek i atramentu. Gdy pan Stanisław zaczynał szkołę, był rok 1961 – właśnie wtedy kaligrafia przestała być już szkolnym przedmiotem. Mimo to, każdy uczeń nadal pisał piórem, a estetyka zeszytu miała ogromne znaczenie. Pan Stanisław postawił sobie za punkt honoru zbliżenie się do charakteru pisma swojej mamy, ćwiczył więc litery po lekcjach (nawet po kryjomu) i z uporem poprawiał swoje błędy. Początkowo niewiele z tego wychodziło, ale z czasem zaczął dostrzegać efekty.

Reklama

Przełom nastąpił w jednej ze starszych klas szkoły podstawowej. Uczniowie dostali zadanie do napisania. Pan Stanisław postanowił wyjątkowo się przyłożyć i oddał pracę zapisaną niezwykle starannym charakterem pisma. Nauczyciel nie uwierzył jednak, że tekst został napisany samodzielnie…

– Wtedy nauczyciel stwierdził, że to niemożliwe, żebym to ja tak pięknie napisał. Dostałem po uszach. Zdobyłem się jednak na odwagę i powiedziałem, że udowodnię, że to ja. Przepisałem ten tekst jeszcze raz. Nauczyciel mnie przeprosił i przytulił, a potem powiedział: „Od tej pory masz tak pisać”. To bardzo zapadło mi w pamięć – opowiada.

Reklama

Od tamtej chwili kaligrafia stała się czymś więcej niż szkolnym obowiązkiem. Była pasją, którą rozwijał przez kolejne dekady. Choć w technikum pisało się już długopisem, szukał dobrych stalówek, zdobywał pióra wieczne i próbował różnych stylów pisma. Szczególnie fascynowały go dawne dokumenty i rękopisy. Największe wrażenie robiły na nim dokumenty z XIX wieku, pisane na specjalnym papierze czerpanym. Zachwycał się trwałością atramentu i starannością dawnych skrybów. – Kiedy zobaczyłem stare akty pisane odręcznie, z pieczęciami, które miały tak żywe kolory, jakby powstały wczoraj, a miały ponad 100 lat – byłem tym bardzo zaciekawiony. To było zupełnie inne pismo niż dzisiejsze. Każda litera wyglądała jak małe dzieło sztuki. Człowiek patrzył na to i widział, ile pracy i cierpliwości ktoś włożył w każdy wers – opowiada.

Czy gdyby urodził się w średniowieczu lub baroku, bez wahania wybrałby profesję skryby lub kopisty? – Chciałbym. Dawniej były nawet rywalizacje między możnymi, o to, kto ma lepszego pisarza, ale wbrew pozorom, ludzie, którzy się tym zajmowali, nie zarabiali zbyt wiele.

Reklama

Strażak-kaligraf

Choć z wykształcenia pan Stanisław nie jest kaligrafem, jego umiejętności szybko zaczęły przydawać się podczas współpracy z innymi. Po studiach pożarniczych pracował jako strażak w dziale organizacyjno-kadrowym, więc zdarzało mu się wypisywać ręcznie dyplomy, dokumenty okolicznościowe czy zaproszenia. W latach 80. i 90., kiedy dostęp do profesjonalnych druków był ograniczony, wiele rzeczy wykonywało się właśnie ręcznie. – Nie było wtedy takich możliwości jak dziś. Nie było komu zlecić wykonania takich zadań. Trzeba było sobie radzić – wspomina.

Reklama

Każda taka praca wymagała ogromnego skupienia. Najpierw przygotowywał wersję roboczą i rozplanowywał tekst, a dopiero na końcu pisał na właściwym papierze. Jeden błąd mógł oznaczać konieczność rozpoczęcia wszystkiego od początku. – W kaligrafii nie ma przycisku „usuń”. Jak człowiek się pomylił, to często cały arkusz był do wyrzucenia – mówi.

Jednym z najważniejszych zleceń w jego życiu było ręczne przygotowanie aktu erekcyjnego pod budowę kościoła pw. św. Maksymiliana Kolbe w Siedlcach.  Dokument został zapisany ozdobnym pismem na papierze czerpanym i umieszczony w kamieniu węgielnym świątyni. Od niedawna piękne wnętrze kościoła jest już dostępne dla wiernych, a gdzieś tam w podziemiach spoczywa wypisany przez pana Stanisława akt erekcyjny. – To była odpowiedzialna praca. Trzeba było wszystko dokładnie rozplanować, żeby zmieścić tekst i nie zrobić błędu. Do dziś pamiętam stres przy pisaniu – opowiada.

Reklama

(...)

Cały tekst w jednym z papierowych wydań TS.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 13/06/2026 15:44
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości