Reklama

Złoci chłopcy z tamtych lat. Mieczysław Górski o młodości i starości, wyluzowaniu i stracie...

Z dziada pradziada Siedlczanin, a lat ma, jak mówi, osiemdziesiąt jeden z kawałkiem! Mieczysław Górski to kawał historii miasta. Był kierownikiem biura siedleckiego automobilklubu, swego czasu także kierownikiem dawnego „Hetmana”, jako pierwszy działał w obwoźnej gastronomii (bywalcy dawnej giełdy zapewne pamiętają jego obwoźne bufety).

Gdy przyszedł do redakcji „Tygodnika Siedleckiego” z kroniką pod pachą, nie kryliśmy wzruszenia. Archiwalne artykuły naszych dziennikarzy, zdjęcia, a na nich postacie dobrze znane Siedlczanom, ale już nieżyjące, jak choćby śp. Jerzy Mandał. Kronika Automobilklubu Siedlce przywołała wspomnienia i ukazywała nieznane nam życie Siedlec z lat 70. i 80.

Załoga rajdowa: Mieczysław Górski i Jerzy Mandał

– Wie pani, gdzie jest stara kapliczka przy Warszawskiej? Obok niej jest jeszcze drewniak, tam mieszkała służba dziadka – wspomina pan Mieczysław Górski. – Czasem pójdę i zapalę świeczkę przy kapliczce.

Reklama

Pan Mieczysław wyciąga akt własności z 1909 roku, pisany cyrylicą. „Trzy wiorsty, dwie sotki od goroda Siedlce” – akt opisuje „haziajstwo Pawła Górskiego i Aleksandry Górskiej”.

– To ziemie należące do dziadka i jego siostry – tłumaczy pan Mieczysław. – Leżały po lewej stronie ulicy Warszawskiej, ciągnęły się przy torach kolejowych do Wałowej i nawet do Żelkowa. Tak dookoła Siedlec. Wie pani, gdzie był „górski dołek” nad Muchawką? Tam wszyscy chodzili się kąpać. Na włościach dziadka. Można było na główkę skakać.

Reklama

Losy rodziny Górskich były burzliwe. Ojca pana Mieczysława aresztowali Niemcy, gdy odkryli, że pod świńskimi skórami przewoził broń.

– Wieźli go do lasu mokobodzkiego, tam rozstrzeliwali partyzantów. Ale ojcu udało się uciec w Kisielanach. Ukrywał się potem w lasach wołynieckich i domanickich. A za partyzantkę trafił po wojnie do więzienia. Jeździliśmy do niego z mamą. Moje zabawki z dzieciństwa to samopały. Majątek dziadka zabrało po wojnie państwo.

Pan Mieczysław nie ukrywa, że niezły był z niego urwis. Do podstawówki chodził do „Piątki”. Potem edukację kontynuował w Mińsku Mazowieckim, w szkole zawodowej, zdobywając szlify elektryka.– Tylko przez rok utrzymałem się w internacie. Za bardzo urwisowałem. Przez kolejne dwa lata dojeżdżałem. Wstawało się przed piątą rano, a pociąg dojeżdżał do Mińska przed siódmą. Więc wsiadaliśmy jeszcze do pociągu, który leciał do Mrozów i tam zawracał do Mińska. A czemu? Bo w Mrozach wsiadały bardzo ładne dziewczyny! Więc albo się szło z nimi na wagary, albo wracało do szkoły. Pamiętam, że pociąg wolno jechał, więc wyskakiwaliśmy z niego.

Reklama

Pan Mieczysław ukończył potem siedleckie technikum elektryczne. Pamięta malutką nauczycielkę (on zawsze był wysoki), która kwalifikowała go do klasy po szkole zawodowej.

– „Zbucka się nazywam, a ty dzidziulku co chciałeś?”. Tak mnie przywitała. Dała do rozwiązania zadania z matematyki, przy których pomógł mi kolega, co prawda. Przyszła, patrzy… „Rozwiązałeś dzidziulku? To choć, klasę ci pokażę”. A potem Henio Gut, nasz późniejszy prezydent Siedlec, maturę ze mną robił. A ja już zostałem w Siedlcach.

Reklama

Nie da się ukryć, że pan Mieczysław nie był typowym okazem młodzieży socjalistycznej. Ciągnęło go do wielkiego świata i przygody. Na złomie kupił BMW 326 cabrio, przez pół roku remontował, ale potem zadawał szyku, że ho ho! Przystojny młodzieniec z kabrioletem robił wrażenie w tamtych czasach. Należał do lubelskiego automobilklubu, ale potem siedlecka ekipa założyła własny klub.

Stare BMW zawsze wzbudzało sensację

– Jeździliśmy na rajdy nie tylko po całej Polsce, ale też po krajach demoludów. Zwiedziłem wtedy pół Europy. Jacy wtedy byliśmy? Powiem tak: młodzi i wyluzowani!

Reklama

Zdjęcia z tamtego okresu mówią wiele. Automobiliści żyli przygodą, chcieli czegoś więcej niż praca przy biurku, obiad, kolacja i spanie. Klub dawał im poczucie wolności i braterstwa. Dziś dawnych kumpli brakuje. Pan Mieczysław łapie się na tym, że wymienia kolegów, a po chwili dodaje: „ale już nie żyje”. Przyznaje też, że teraz nie ma najlepszego okresu w życiu.

– Niedawno zmarła żona. Byliśmy razem ponad 40 lat. Jest kiepsko. Chodzę sam, w nocy odruchowo wyciągam rękę i sprawdzam, gdzie żona jest, żeby jej nie przygnieść. Przepraszam, ale te łzy same lecą...

Reklama

Dwa lata temu pan Mieczysław miał udar. Niewiele z tego okresu pamięta. Wie, że przewrócił się na podwórku.

– Pani z pobliskiego sklepiku zobaczyła, że ktoś leży, zadzwoniła po pogotowie. Po udarze wszystko się zmienia.

– Czyli w końcu pan się ustatkował? – pytamy ze śmiechem „złotego chłopca z tamtych lat”.

– Na pewno zdrowiej żyję. Teraz tylko patrzę na to, co stoi w barku – śmieje się. – Ważyłem 120 kilo, teraz 80. Dietka. I codziennie robię spacer ulicą Partyzantów, do Samulika i z powrotem. Kiedyś paliłem trzy paczki dziennie, ale znajoma lekarka zrobiła mi akupunkturę. I rzuciłem papierosy z dnia na dzień.

Reklama

Pytamy, które lata z perspektywy czasu wspomina najmilej, które były najfajniejsze. Pan Mieczysław nie ma wątpliwości: – Kiedy miałem ten obwoźny bufet. I kiedy podróżowaliśmy z żoną, nawet w Ameryce byliśmy.

Nie ukrywa, że boi się kolejnych dni wypełnionych pustką, naznaczonych wspomnieniami.

– Nie można się na to przygotować – przestrzega. – Traci się przyjaciół, młodzi ze starymi nie bardzo chcą gadać, bo o czym? I jeszcze wypić nie można – dodaje z błyskiem w oku.

Ale w trudnym dla siebie czasie widzi jednak iskierkę nadziei. Był ostatnio na miejskiej uroczystości i zobaczył koleżankę z dawnych lat, która śpiewała w zespole.– A ja kiedyś to i śpiewałem – przypomina sobie.

Reklama

– To co, spróbuje pan? Dołączy do zespołu, pozna trochę ludzi…

– No przydało by się – prostuje plecy pan Mieczysław.

A my mamy nadzieję, że na pewno to zrobi. I że jego uśmiech umili chwile nowym znajomym.

Mieczysław Górski przed startem w rajdzie

Partnerem cyklu „Seniorzy Mazowsza – historie warte opowiedzenia” jest Samorząd Województwa Mazowieckiego

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 12/06/2026 11:40
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stefe - niezalogowany 2026-06-12 11:54:42

    No szacun pani Zaczyńska, to jest prawdzie dziennikarstwo a nie szczucie jednych na drugich, aż miło poczytać ????

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości