Reklama

Po prostu pierwsza - wywiad z Anna Sochacką

Jeśli chcielibyśmy ją zdefiniować, trzeba by pisać przed jej nazwiskiem „jako pierwsza”. Anna Sochacka ma dziś 75 lat. Była pierwszą kobietą dyrektorem w gronie dyrektorów szkół średnich (w 1997 r. wygrała konkurs na dyrektora popularnej siedleckiej „Królówki”). Jako pierwsza kobieta zasiadła w fotelu wiceprezydenta Siedlec. Jako pierwsza wprowadziła w siedleckich szkołach przedmiot „przedsiębiorczość”, została też pierwszą Kobietą Sukcesu na Mazowszu, wprowadzała i tworzyła Kartę Dużej Rodziny w Siedlcach (ale miała też swój wkład w tworzeniu ogólnopolskiej karty). Śmieje się, że ma prywatny IPN. To 23 tomy rodzinnych kronik, które prowadzi od 55 lat. Dla każdego ze swoich dzieci napisała książkę. Uwielbiana przez uczniów do dziś spotyka się z nimi. Ostatnio w 34. rocznicę matury byłe uczennice odwiedziły ją w domu. Jako seniorka aktywna, mimo iż na co dzień opiekuje się chorym mężem. I właśnie spełnia swoje marzenie: to nowa Toyota w wymarzonym lazurowym kolorze.

W „Królówce” byłaś uwielbiana przez uczniów. To był czas sukcesów szkoły, a atmosfera w niej była wyjątkowa: twórcza, pełna wolności i wzajemnego zaufania.

- Po prostu lubiłam te dzieci i wierzyłam w nie. Wolę chwalić niż ganić.

Ze szkoły wkroczyłaś na polityczne salony. Radna, wiceprezydent Siedlec… To inna rola. Nigdy nie żałowałaś tej decyzji?

- Miałam ze dwa takie momenty. Ale trafi łam na wspaniałych współpracowników, którzy akceptowali moje pomysły, więc miałam poczucie, że jednak robię coś dobrego.

Reklama

Zawsze aktywna...

- Bo przez całe życie musiałam udowadniać, że jestem dobra. Czy to w rodzinie, czy w pracy. Ale tak naprawdę, nic nie przychodziło mi łatwo.

Dlaczego musiałaś coś udowadniać?

- Moje życie nie było usłane różami, choć na zewnątrz byłam postrzegana jako kobieta sukcesu. Gdybym miała napisać o sobie książkę, nosiłaby tytuł „Kochać bez miłości”. Jak kochać, gdy samemu nie otrzymało się rodzicielskiej miłości? Można. I może kocha się jeszcze bardziej. Rodzice zostawili mnie i siostrę. Mama wyjechała do Szczecina a ojciec za granicę. Dziadkowie nas wychowali.

Reklama

To trudny temat?

- Dziś nie jest już tak bolesny, ale w dzieciństwie to traumatyczne doświadczenie. Rozwód rodziców był pierwszy w Supraślu. To był skandal, wręcz piętno. Wytykano mnie palcami, dzieci w szkole śmiały się, że nie mam mamy, tylko babcię. A babcia pocieszała mnie, gdy płakałam: „Aneczko, to nic że nie masz rodziców, jesteś za to ładna, masz piękne warkocze, a Ela, która się tak śmieje z ciebie, jest brzydka”. I to działało, było mi lepiej. Babcia nauczyła mnie radości z małych rzeczy, radości z każdego dnia. Była bardzo dowcipna. Ponoć mam to po niej. Tak mądrej i dobrej kobiety już nie spotkałam.

Reklama

A spotkałaś rodziców w dorosłym życiu?

- Mama zabrała nas do Szczecina, do liceum. Ale to nie był mój świat. Mama była tancerką i choreografką, znaną i cenioną. O jej projektach pisały gazety, mam wycinki w kronikach. Była pionierska i odważna. Odwiedzała mnie w Siedlcach, ale ostatnie lata spędziła w Szwecji, u mojej siostry. Nigdy nie nawiązałyśmy relacji, jaką mam ze swoimi dziećmi. Mnie udało się stworzyć dom pełen miłości i wsparcia. I obecności.

A tato?

- Widziałam się z nim jako dorosła kobieta, gdy przyjechał do Polski. Nigdy nie powiedziałam do niego „tato”. Nie umiałam.

Reklama

To piętno rozbitej rodziny było zawsze gdzieś z tylu głowy? To ono napędzało do ciągłego udowodniania czegoś komuś?

- Możliwe. Dziś moje święta są gwarne, a ja z miłością piekę ulubione ciasta czy lepię pierogi, zgodnie z życzeniami co do farszu. Oni obsypują mnie komplementami, a ja udaję. że nie trzeba, choć w duchu mówię sobie: „Biedna Ania z Supraśla, bez rodziców, osiągnęła szczęście w życiu zawodowym i rodzinnym”.

Opowiedz o momencie, gdy postanowiłaś przejść na emeryturę. Czy zaważyła na tej decyzji choroba męża?

Reklama

- Mąż choruje dopiero od 4 lat. Już jest niesamodzielny, wymaga stałej uwagi, ale chodzi. Nie narzekam więc. Zabieram go na kawę do galerii, do teatru, do kina. Zauważyłam, że lubi jak jestem w domu. Codziennie o godz. 11 pijemy kawę. Przychodzą koleżanki, a mam ich sporo, a mąż jest zadowolony i czasem opowiada o swojej pracy leśnika.

Każdy podświadomie boi się tego momentu: choroby osoby bliskiej i konieczności opieki. Jedni poświęcają się i biorą na barki ogromny ciężar, inni muszą szukać pomocy profesjonalnej. Aniu, jak sobie z tym radzić?

Reklama

- Choroby nie da się zatrzymać, ale można spowolnić jej rozwój. Na szczęście mąż jest spokojny, jak do tej pory, grzeczny i pogodny. Mówi „dziękuję, przepraszam”. Akceptuje obce osoby w domu. Za dwa miesiące, 10 lipca, będziemy obchodzić 55-lecie małżeństwa. Nie uważam, że opieka nad mężem to poświęcenie. To życie na dobre i na złe. Dzieci nie mieszkają w Siedlcach, ale często przyjeżdżają, a wnuki aktywizują dziadka. Wtedy ja mam czas dla siebie. A zresztą… opieka nad mężem to pikuś w porównaniu z opieką nad trójką małych dzieci, gdy mąż leśnik był ciągle poza domem, a w sklepach kolejki, o pampersach się nawet nie marzyło, nie było gotowych dań...

Jak odnaleźć się na emeryturze po tak aktywnym zawodowym życiu? Nie bałaś się nudy?

Reklama

- Nawet nie brałam pod uwagę, że mogę się nudzić! Miałam mnóstwo pomysłów. Mam 3 dzieci - z ich małżonkami to 6 - i 7 wnucząt. Od razu weszłam w wir „zbiorowego żywienia”. Zawsze lubiłam gotować i piec ciasta, a na emeryturze robię to z wielką różnorodnością. Lubię też dopieszczać kulinarnie przyjaciół. Poza tym mam swój prywatny IPN!

Słynne kroniki? To ponoć ewenement, którym chcą się za interesować media.

- Kroniki prowadzę własnoręcznie od 55 lat. Mam już 23 tomy. To 5 tysięcy stron, 50 kg wagi. Ale napisałam też dla swoich dzieci książki: „Matka Polka” na 50. urodziny mojej córki Moniki; „Przedłużenie rodu Sochackich” na 45. urodziny syna Michała oraz „40 lat minęło jak jeden dzień” na 40. urodziny Andrzeja juniora.

Reklama

Jesteście wyjątkową rodziną, kochająca się i wspierającą.

- Z dziećmi mam jak z uczniami – zawsze w nie wierzyłam, nie krytykowałam, za to wspierałam we wszystkim. Największe moje osiągnięcie to to, że dzieci ze swoimi rodzinami lubią ze sobą przebywać, przyjaźnią się i wspierają.

Mówisz, że nie miałaś życia usłanego różami, ale ciągle rozmawiamy o sukcesach. Masz wspomnienia z dorosłego lub zawodowego życia, do których nie chcesz wracać?

- Oczywiście. Choćby zwolnienie mnie z pracy w „Ekonomiku”. Schudłam wtedy 15 kg, tak przeżywałam tę niesprawiedliwość. Pretekstem było jeżdżenie z uczniami do Sejmu, w ramach lekcji, na których miałam uczyć, jak działa prawo i państwo. To były czasy Mazowieckiego, Kuronia, Geremka, Chrzanowskiego, pierwszych demokratów. I były to wspaniałe lekcje wychowania obywatelskiego. Odwołałam się do sądu pracy, wygrałam. Po przywróceniu do pracy realizowałam program „Przedsiębiorczość”, ale już nie chciałam tam pracować. Gdy moje wychowanki były już po maturze, przystąpiłam do konkursu na dyrektora „Królówki”.

Reklama

Domyślam się, że z twoim temperamentem rzeczywiście nigdy nie będziesz się nudzić na emeryturze.

- Teraz rozpoczynam pracę nad księgą absolwenci Królówki. Część zaprezentowałam już na ostatnim zjeździe absolwentów. Pomoże mi w tym Mira Postrzygacz, polonistka i przyjaciółka. Chciałabym na następnym zjeździe zaprezentować księgę „Królewicze i Królewianki”. 

 

„Senior” to termin społeczny, który odnosi się zazwyczaj do osób w wieku emerytalnym (dla kobiet to 60 lat, a dla mężczyzn 65), czyli do ludzi wkraczających w trzeci etap życia. Ale seniorzy to też konkretne osoby, żyjące wśród nas, ze swoimi historiami i potrzebami. Zapraszamy do spotkań z Seniorami Mazowsza! Jeśli chcielibyście, aby inni poznali historie bliskiego wam seniora (bliskiego rodzinie, lokalnej społeczności, grupie zawodowej), dajcie znać. Może ta opowieść wpisze się w nasz cykl, a my dowiemy się o kolejnym wyjątkowym człowieku? Napiszcie na adres [email protected]. Jesteśmy otwarci na wasze sugestie i bardzo ciekawi ludzi, o których warto napisać, których warto wysłuchać.

Reklama

Partnerem cyklu „Seniorzy Mazowsza – historie warte opowiedzenia” jest Samorząd Województwa Mazowieckiego

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Cichy Fan z Prusa - niezalogowany 2026-05-26 10:58:12

    Wyrazy szacunku i podziekowania za jej prace w Siedlcach dla Pani Anny. Zdrowia!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    CR - niezalogowany 2026-05-26 11:37:17

    Brawo Aniu, jesteś mądra kobietą, empatyczną i bardzo lubianą. Tak trzymać ????. CR

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sławek Marchel - niezalogowany 2026-05-26 13:04:23

    Tak Aniu. Jesteś Wielka.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości