Sąd stwierdził, że była pracownica solarium przez 7 miesięcy przychodziła do firmy tylko po to, by korzystać z komputera i internetu.
Nie uwierzył, że dziewczyna pracowała tam na czarno. W uzasadnieniu wyroku stwierdził, iż zeznania jej znajomych i klientek, którzy potwierdzają, że dziewczyna codziennie tam pracowała, są niewiarygodne, bo znajomi są stronniczy. Za obiektywne uznał zaś zeznania rodziny właściciela solarium. Tutaj obaw co do stronniczości nie miał żadnych...
- Wyrok jest kontrowersyjny – mówi Jadwiga Konopka, inspektor z Państwowej Inspekcji Pracy
w Siedlcach, która (na rzecz pracownicy) wniosła pozew o ustalenie istnienia stosunku pracy do sądu pracy
– I na pewno się od niego odwołamy.
Pracowała? Nie pracowała?
Marta twierdzi, że w jednym z siedleckich solariów pracowała od połowy grudnia 2006 roku do lipca 2008 roku. Tymczasem umowy zlecenia ma tylko na czas od lutego do grudnia 2007 roku. Twierdzi też, że od początku chciała dostać normalną umowę o pracę, ale pracodawca nie chciał jej takiej dać, twierdząc, że nie może podpisać takiego dokumentu, bo Marta się jeszcze uczy. Rzeczywiście, uczyła się.
Tymczasem, zgodnie z prawem, jeśli pracodawca zawiera umowę o pracę z osobą uczącą się i mającą nie więcej niż 26 lat, to nie musi odprowadzać za nią składek emerytalno-rentowych. – I z tego przepisu bardzo często pracodawcy korzystają, nie chcąc zatrudniać młodych ludzi na umowy o pracę, tylko na umowy-zlecenia – tłumaczy J. Konopka. – Nie można nazwać tego inaczej, jak tylko wykorzystywaniem pracownika. Młodzi ludzie bardzo często się na to godzą, nie zdając sobie sprawy, że te lata nie liczą im się później do stażu pracy czy do emerytury. Tracą również prawo do urlopu wypoczynkowego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!