Mińsk Mazowiecki, niczym wytrawny reżyser, postanowił przyjrzeć się swojej publiczności. Urząd Miasta w Mińsku Mazowieckim przygotował ankietę „Jaka kultura w Mińsku Mazowieckim”, w której wzięło udział 858 mieszkańców. Kwestionariusz stał się lustrem, w którym odbiły się gusta, oczekiwania, ale też braki komunikacyjne, z jakimi borykają się lokalne instytucje. - Ankietę można uznać za miarodajny barometr nastrojów - uważa magistrat. Mieszkańcy bez wahania wskazują, co lubią : festiwale, koncerty gwiazd i spektakle pod gołym niebem. Doceniają lokalne zespoły takie jak Orkiestra Dęta Miasta Mińsk Mazowiecki i MM Big Band, a w literaturze wyróżniają Aleję Gwiazd Literatury. Największą rozpoznawalnością cieszą się wydarzenia o ugruntowanej renomie: "Warkot", Festiwal M4M, Dni Miasta czy Targi Bożonarodzeniowe i Wielkanocne.
Festiwal M4M to prawdziwy paradoks. To wydarzenie, które jednocześnie jest najbardziej rozpoznawalne, lubiane i… rozczarowujące. Sentyment do M4M jest ogromny, ale mieszkańcy wprost wskazują na niedostateczny rozmach i dobór artystów. Oczekują większych gwiazd, co wprost przekłada się na konieczność zwiększenia budżetu. I to pomimo, że na pałacowym dziedzińcu gościły już tak znane nazwiska jak Ania Dąbrowska, Kamil Bednarek, Urszula, czy Smolasty, a także legendy punk rocka, jak KSU czy Dezerter. Ten rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami a faktycznym bogactwem oferty świadczy o tym, że nawet najbardziej zróżnicowana propozycja może nie zaspokoić masowego pragnienia "wielkich" nazwisk.
Ankieta jasno pokazała, że sztuki wizualne, muzyka kameralna i literatura pozostają w cieniu. Ponad połowa ankietowanych nie potrafiła wskazać żadnej wystawy z ubiegłego roku, a 61% nie znało żadnego koncertu poza M4M. To sygnał, że wydarzenia niszowe, choć często o wysokiej wartości artystycznej, nie docierają do szerokiej publiczności.
Duma z lokalnych, wybitnych postaci, takich jak Jan Himilsbach czy Piotr Skrzynecki, jest powszechna, ale festiwale im poświęcone, choć na najwyższym poziomie artystycznym, pozostają propozycjami dla koneserów. Piosenka poetycka, mimo że na festiwalu Skrzyneckiego ma rangę ogólnopolską, nie jest dziś masowym nurtem. Podobnie jak artyści pokroju Lecha Janerki czy Tymona Tymańskiego, którzy pojawili się w ofercie tegorocznego festiwalu Himilsbacha - to gratka dla wyrafinowanych melomanów, ale nie trafiają w gusta wszystkich.
Jak podkreśla Urząd Miasta, główną barierą niekoniecznie są tylko i wyłącznie preferencje, ale przede wszystkim brak skutecznej komunikacji. Aż 36% respondentów oceniło informowanie o wydarzeniach kulturalnych jako słabe, a kolejne 33% - jako przeciętne. Pomimo, że instytucje korzystają ze wszystkich dostępnych nośników, wciąż jest to wyzwanie. Urząd planuje kampanię, która ma zachęcić mieszkańców do aktywnego poszukiwania informacji na nowej stronie miasta, a także testuje płatne reklamy w autobusach i na miejskich monitorach.
Mieszkańcy wskazują też na inne bolączki: brak nowoczesnej infrastruktury, takiej jak kino, amfiteatr czy klubokawiarnia. Postulują wspieranie lokalnych twórców i tworzenie dla nich przestrzeni. Wskazują na potrzebę więcej wydarzeń osiedlowych, międzypokoleniowych oraz promujących lokalne dziedzictwo, na przykład poprzez spacery historyczne.
- Wszystkie te postulaty mają znaleźć odzwierciedlenie w siedmiu wstępnych kierunkach polityki kulturalnej, które zostały wypracowane podczas spotkań warsztatowych. Nowy dokument ma zintegrować działania miasta, instytucji i społeczności, a jego projekt wkrótce zostanie poddany kolejnym konsultacjom - informuje nas magistrat.
Mińsk Mazowiecki, zdając sobie sprawę z kulturalnych niedostatków, ruszył w drogę, aby znaleźć złoty środek pomiędzy tym, co masowe, a tym, co ambitne i lokalne. Czas pokaże, czy uda mu się zagrać na wszystkich instrumentach jednocześnie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze