Ponieważ informacja o tym, że ks. Bogdan Wawrzeczko nie jest już pastorem parafii ewangelicko-augsburskiej w Węgrowie, spotkała się z dużym zainteresowaniem internautów (1561 odsłon na e-stronie "TS" i 7493 odbiorców na profilu facebookowym "TS", poniżej publikujemy tekst, poświęcony tej osobie.
Asik i Reksio – nierasowi, ale za to charakterni lokatorzy plebanii, nie bardzo wiedzą, co się wokół nich dzieje, ale czują, że to „coś” dotyczy również ich. Wielki samochód wywiózł już do odległego o 465 km Skoczowa meble, skrupulatnie opisane pudła, a nawet pianino. Asik i Reksio pojadą razem z rodziną Wawrzeczków. Proboszczostwo, po blisko 10 latach urzędowania na parafii ewangelicko-augsburskiej w Węgrowie, wraca w swoje rodzinne strony. Dla czworonogów będzie to podróż życia.
– Gdy przyszło nam wnosić pianino chłopców na I piętro skoczowskiej plebanii, pomyślałem: trzeba było wybrać skrzypce – mówi pastor Bogdan Wawrzeczko.
– Pastor gra na skrzypcach?
– Nie, w ognisku muzycznym grałem na akordeonie. I zawsze z zazdrością patrzyłem na dzieci, które jako instrument wybrały flet.
Bogdan Wawrzeczko ma żonę i dwóch synów, ale nie ma prawa jazdy. Wada wzroku uniemożliwia mu prowadzenie samochodu. Nie pomaga też w nauce, a mimo to ks. Bogdan ciągle się uczy. Dotychczas, oprócz technikum rolniczego i studiów teologicznych skończył: studium Terapii Uzależnień, kursy: duszpasterski, kierowników wypoczynku dla dzieci i młodzieży, przeciwdziałania przemocy. Brał udział w warsztatach, poświęconych narkotykom i substancjom zastępczym, mediacji w kościele oraz psychologicznej interwencji kryzysowej. Odbył szkolenia z: fundraisingu, sponsoringu dla organizacji pozarządowych i nowoczesnych form pracy z pacjentem zagrożonym hazardem, pracoholizmem i narkomanią. Kiedy miał na to wszystko czas? Między obowiązkami duszpasterskimi a byciem wolontariuszem w: Zakładzie Karnym w Siedlcach, Poradni Leczenia Uzależnień w Sokołowie Podlaskim i na Całodobowym Oddziale Leczenia Uzależnień w Łukowie. Wolontariusz Wawrzeczko zostawiał w domu koloratkę.
– Nie mam potrzeby, by epatować powołaniem. Na Cieszyńskim, skąd pochodzę, nie było galicyjskiej biedy. Dlaczego? Bo praca była tam powołaniem, a nie przekleństwem. Jeśli jesteś piekarzem z powołania, to jesteś najlepszy w okolicy. Zarabiasz, masz klientów, nie oszukujesz, że twoje nieświeże pieczywo dopiero co było w piecu. Ja czuję się powołany do pracy z ludźmi. Priorytetami są dla mnie wiedza i praca.
Bogdan Wawrzeczko rokrocznie brał udział w uroczystościach, upamiętniających zagładę węgrowskich Żydów i razem z mieszkańcami Węgrowa szedł w Marszu Pamięci. Zorganizował w Węgrowie: Dni Kultury Ewangelickiej, Ogólnopolski Zjazd Młodzieży Ewangelickiej i spotkania ekumeniczne „Trzy kolory nieba”, podczas których ksiądz katolicki, teolog luterański oraz nauczycielka kultury żydowskiej mówili o: zbawieniu, świętach oraz seksualności, czystości i nieczystości.
– Zależało mi, żeby ludzie różnych wyznań nawzajem szanowali swoją przestrzeń sacrum. Żeby pokazać, jak bardzo jesteśmy różni Nie spotykaliśmy się po to, żeby się przekonywać do swoich racji, tylko żeby rozmawiać. I, mając świadomość różnic pomiędzy poszczególnymi religiami, nie obrażać swoim zachowaniem osób innego wyznania. Sam dzięki tym spotkaniom trochę się nauczyłem.
– Węgrów był kiedyś miastem wielokulturowym...
– Mieszkali w nim katolicy, ewangelicy i Żydzi – w zależności od liczebności tych nacji w poszczególnych latach można ich wymieniać w dowolnej kolejności. Warto pokazać, że w trochę inny sposób postrzegali świat. Gdy się ludzie poznają – przestają się siebie bać. I się nie obrażają. Luteranie nie poszczą w piątki. Zaprosiłem raz w piątek księdza katolickiego i ups – wtopa. Poczęstowałem go mięsem. Ewangelicy w Wielki Piątek nie robią zakupów. Nie włączają telewizora, ani radia. Mam wrażenie, że dla katolików – mimo iż jest Tryduum Paschalne – święta zaczynają się dopiero w Wielkanoc. Bardzo bym chciał porozmawiać kiedyś w ekumenicznym gronie o obchodach świąt Bożego Narodzenia. Zależało nam, żeby parafia była otwarta. Żeby ludzie traktowali nas jak sąsiadów. Żeby nie bali się przyjść, pogadać.
I przychodzili. Przyprowadzali swoje dzieci i wnuki na spektakle, które się odbywały w parafii ewangelickiej w ramach Letnich Spotkań z Teatrem. Powierzali pastorowi swoje dzieci na czas letniego wypoczynku.
– Pracowałem z dzieciakami, bo w poprzednich parafiach, w Tychach i Gliwicach, też to robiłem. Gdy przyjechałem do Węgrowa, nie było tu dzieci parafialnych. Nasze dzieci modliły się na szkółce niedzielnej, żeby było ich więcej. I pewnego dnia przyszła do nas pani z dwojgiem wnucząt. Jak się okazało, przez pewien czas mieszkała w Norwegii i była tam dyrektorką przedszkola. U nas przez pół roku uczyła norweskiego. Z 8 osób miała w grupie. Przez 1,5 roku mieliśmy też wolontariuszkę Sally – Angielkę, która znała również niemiecki. Raz w tygodniu jeździła do Zespołu Szkół w Korczewie uczyć angielskiego. Za darmo. Miała 80 osób w grupie. Potem pojawiła się Iwona – z wykształcenia teolog i romanistka. Gdy modliliśmy się o organistę, przyszła na plebanię pianistka – baptystka, żona węgrowskiego katolika.
Mam poczucie, że byliśmy prekursorami w niektórych sprawach. Zainicjowaliśmy coś, a potem naszym śladem poszły inne parafie i nie tylko parafie, a my przestaliśmy dostawać pieniądze na nasze projekty. Próbowaliśmy robić różne rzeczy. Jedne się przyjęły – jak internetowa szkoła biblijna, która funkcjonowała przez 2 lata, koncerty chórów ewangelickich, spotkania po nabożeństwie, wspólne oglądanie filmów i wyjazdy parafialne. Inne – np. czytanie niewidomym czy gabinet dla logopedy – nie wypaliły. Zwierzchnicy bardzo długo mówili mi, że trzeba utrzymać Sareptę (Ewangelicki dom opieki dla ludzi w podeszłym wieku, który działał przy parafii przez 54 lata – przyp. Ana). Nie udało się.
– Ilu wiernych liczy teraz parafia?
– W tej chwili jesteśmy maleńką, 40-osobową parafią w zaniku.
Luteran jest 40, drugie tyle osób, które po prostu lubią Bogdana Wawrzeczkę. Świetnego człowieka, który na kazaniach przywołuje historie ze swojego życia, rysuje zagadki, opowiada dowcipy oraz cytuje wiersze księdza Jana Twardowskiego i dialogi Tewjego Mleczarza ze „Skrzypka na dachu” (np. „Panie Boże ja rozumiem, że jesteśmy narodem wybranym, ale czy mógłbyś od czasu do czasu wybrać kogoś innego”?). Który pobudza wyobraźnię i zmusza do myślenia, pytając np. Zastanawiacie się czasem, co by się stało, gdyby zajechać do Pigmejów mercedesem i zostawić im go w prezencie? Doszliby, jak odpalać silnik, czy może przerobili merca na coś bardziej im potrzebnego? Obstawiam, że odkręciliby kółka, wyjęli kierownicę, pedały i skrzynię biegów i zaadaptowaliby auto na dom. Z kurnikiem w bagażniku.
– Te dowcipy i odniesienia do rodziny to taki luterański patent na ciekawe kazanie?
– Nie. (śmiech) Każdy wkłada w kazanie to, co ma najlepszego. Nie chciałbym należeć do nadętych duchownych. U rzymskich katolików ksiądz jest kapłanem – pośrednikiem między Bogiem a ludźmi. U ewangelików jest sługą bożego słowa.
– W Węgrowie był pastor bardzo lubiany. I szanowany...
– Miło mi to słyszeć, ale parafia nie może być budowana na jednym człowieku, bo wtedy robi się sekta. W Węgrowie Pan Bóg dał nam fajny czas. Z domkiem na drzewie – idealnym dla chłopców, dużym ogrodem i siostrą Anielką, która była dla moich synów ciocią. Próbowałem tutaj wielu różnych rzeczy i miałem wrażenie, że się odbijam od ściany. Chcemy z żoną pracować z ludźmi i mamy świadomość, że tutaj chyba skończyły się nasze kompetencje i więcej nic nie zrobimy. Może ta nasza decyzja o przeniesieniu do Skoczowa będzie ożywcza dla wszystkich? Bałem się, że za 3 lata nie będę mieć ochoty na przeprowadzkę. A nasze powołanie to coś więcej, niż czekać na emeryturę.
W Węgrowie Bogdan Wawrzeczko był proboszczem. W Skoczowie będzie jednym z dwóch wikarych, pracujących w tamtejszej parafii. Kilka miesięcy temu kandydował na proboszcza parafii w Pszczynie. Rok wcześniej brał udział w konkursie na proboszcza parafii w Toruniu. Bez powodzenia. Czemu zdecydował się zostać wikarym w Skoczowie?
– Zostałem zapytany, czy bym chciał. Na odpowiedź miałem 2 godziny. A potem jeszcze 2 dni na dopięcie kilku spraw. Gdybym odmówił, zostałbym w Węgrowie. To była nasza wspólna, rodzinna decyzja. Gdyby była rozciągnięta w czasie lub gdybym miał ją podjąć teraz - byłaby inna. Jestem jedynakiem. Moi rodzice mają teraz po 67 lat i całkiem fajnie funkcjonują, ale kto wie, jak będzie za 3-5 lat? Ze Skoczowa mam do rodziców 15 km, do teściów zaledwie 5 km. Zdecydowałem się również ze względu na synów. Chłopcy będą chodzili do prywatnej szkoły w Cieszynie, w której nauka języków obcych jest na bardzo wysokim poziomie. Stać nas na nią dzięki temu, że mamy 500+. Nie bez znaczenia jest też to, że parafia w Skoczowie liczy 3,5 tys. wiernych. To pięć procent wszystkich luteran w Polsce. Będę miał proboszcza, od którego mogę się wiele nauczyć. Za 2,5 roku odejdzie na emeryturę. Tak, wystartuję wtedy w wyborach. Co będę robił, jeśli ich nie wygram? Nie wiem.
Bogdan Wawrzeczko był proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej w Węgrowie przez 9 lat i 9 miesięcy. W tym czasie przez kilka lat odprawiał też nabożeństwa w Siedlcach w salce parafii prawosławnej, Kościele Adwentystów Dnia Siódmego, sali konferencyjnej Spółdzielni Pracy Kominiarzy oraz w klubie studenckim peHa. Od 1 września proboszczem w Węgrowie jest ks. Paweł Szwedo – dotychczasowy proboszcz Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Kluczborku.
Asik i Reksio kręcą nerwowo ogonami.
– Nie potrafią znaleźć sobie miejsca i odnaleźć się w nowej sytuacji. Jak my wszyscy – mówi ze smutkiem siostra Anielka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!