Po babci została tylko niedopita szklanka herbaty na stole i kartka: "Bony wycięte, miód odebrany. Całuję - mama".
Babcia zniknęła. Zginęła w Treblince. Gdy przygotowywałam pierwszą wersję monodramu, zabrałam moją córkę Kasię i pojechałyśmy do Treblinki. Obejrzałyśmy pomnik przy rampie. Szłyśmy dalej, do obozu. Pogoda była piękna, nie było najmniejszego powodu, żeby tam nie dojść. Poza jednym. Po 300 metrach usiadłam wprost na ziemi. Nie mogłam zrobić ani kroku. Miałam ołów we wszystkim, w każdym palcu. Wróciłyśmy do Warszawy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!