To był ułamek sekundy. Zdążyłam złapać w rękę gromnicę, ale nie zdążyłam zaświecić, bo jak spojrzałam, to już stodoły nie było. Mąż powiedział: zobacz, obory już też nie mamy – opowiada Wanda Krupa z Ruchny (gm. Liw). Rodzina państwa Krupów widziała szalejący żywioł z okna swojego domu. Był sobotni wieczór, około 19.30. - Zobaczyłem, że słoma zaczęła fruwać nad budynkiem. Spojrzałem i zobaczyłem, że już nie ma dachu. Patrzę, a już drugi dach zrywa – mówi Zbigniew Krupa.
Skrawki zerwanego z dachu eternitu i szkło z rozbitych okien zaczęły szaleć po podwórku. Ostry skrawek eternitu wbił się w oponę stojącego na podwórku wozu. Jest niedzielne przedpołudnie. Od przejścia nawałnicy minęło zaledwie kilkanaście godzin. Dopiero teraz można pojąć rozmiary tragedii.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!