Ostre słowa na sesji Rady Powiatu Mińskiego
Sesja budżetowa Rady Powiatu Mińskiego, planowana jako spokojne podsumowanie roku, przerodziła się w jedną z najbardziej napiętych debat tej kadencji. Osią sporu stało się nielegalne składowisko odpadów w Ryczołku i pytanie, czy powiat powinien sięgnąć po własne środki, by rozpocząć jego likwidację, czy też odpowiedzialność za to zadanie spoczywa wyłącznie na państwie.
Iskrą zapalną był wniosek radnego Witolda Kikolskiego o przesunięcie 10 mln zł z budżetu powiatu na wsparcie gminy Kałuszyn. Środki miały umożliwić podjęcie tzw. wykonania zastępczego na podstawie art. 26a ustawy o odpadach i rozpoczęcie procesu likwidacji składowiska. Zwolennicy wniosku - radni Koalicji Obywatelskiej i klubu Twój Powiat - argumentowali, że to niezbędny pierwszy krok do pozyskania znacznie większych funduszy z budżetu państwa oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska.
Przeciwnicy - radni PiS i Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej - wskazywali na brak dokumentacji, kosztorysów i gwarancji zwrotu środków. Ostrzegali, że decyzja może narazić powiat na ogromne ryzyko finansowe. Ostatecznie wniosek upadł jednym głosem - 13 radnych było „za”, 14 „przeciw”.
Głosowanie nie zakończyło jednak sporu. Wręcz przeciwnie - otworzyło etap ostrej wymiany zdań. Jedni mówili o „tykającej bombie ekologicznej” i realnym zagrożeniu dla zdrowia mieszkańców, drudzy zarzucali przeciwnikom demagogię i granie na emocjach. Pojawiły się także wątpliwości, czy wydanie środków przez powiat nie oznaczałoby w praktyce finansowania wieloletnich zaniedbań państwa w walce z tzw. mafią śmieciową.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych momentów sesji było nieudzielenie głosu obecnemu na sali burmistrzowi Kałuszyna Arkadiuszowi Czyżewskiemu tuż przed głosowaniem. Decyzja przewodniczącego rady wywołała zarzuty o brak dialogu i złamanie samorządowych standardów.
Emocje sięgnęły zenitu w punkcie „wnioski i oświadczenia radnych”. Padły oskarżenia o obrażanie, groźby pozwów sądowych oraz zarzuty o brak reakcji prowadzącego obrady. Sesja coraz bardziej przypominała polityczny konflikt przeniesiony na poziom osobisty.
Na zakończenie starosta Remigiusz Górniak zapowiedział organizację protestu przed urzędem wojewódzkim w sprawie Ryczołka. Dla jednych to jedyna forma nacisku na rząd, dla innych - dowód, że zamiast decyzji finansowych wybrano polityczną demonstrację.
Sprawa Ryczołka pozostaje nierozstrzygnięta, ale jedno jest pewne: stała się osią głębokiego podziału w Radzie Powiatu Mińskiego i symbolem zderzenia dwóch wizji odpowiedzialności za samorząd.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze