Reklama

Siedzieć bezczynnie? To niemożliwe!

Z posłanką Iwoną Kurowską rozmawia Milena Celińska.

- Chyba szybko podejmuje  Pani decyzje. Po telefonie z kancelarii Sejmu, czy przyjmie mandat po Marku Zagórskim, sprawy potoczyły się błyskawicznie.  W dniu ślubowania na posła już  można było Panią zobaczyć na  mównicy.

- Czasu jest mało, więc trzeba go  wykorzystać. To było trzydniowe posiedzenie, a ja starałam się aktywnie  uczestniczyć w każdej dyskusji, każdego dnia.

- To chyba spore wyzwanie, bo  nie było zbyt wiele czasu na przygotowanie się. 31 marca zgodziła się Pani przyjąć mandat, a 12  kwietnia już było posiedzenie  Sejmu.

Reklama

- Gdy zadzwoniono do mnie z kancelarii Sejmu, to oprócz pytania, czy  przyjmuję mandat, padło pytanie, czy  przygotuję się do wszystkiego do 12  kwietnia. Następne posiedzenie zaplanowano dopiero pod koniec maja.  Więc rzeczywiście, czasu było mało.  Nie tylko na przygotowanie się, ale  i na załatwienie wszelkich formalności.

- Trzy lata temu została Pani  odwołana na wniosek starosty  z funkcji jego zastępcy. Argumentował to „brakiem zaufania”.  Z tej sesji zapamiętałam kobietę  z klasą, która wytrwała do końca głosowania, nie opuściła sali,  choć wiedziała, że radni poprąstarostę. Po odwołaniu wyznała  Pani, że starosta nie miał odwagi  przyznać się do swoich planów,  ale Pani by taką odwagę miała.  „Bo odwaga mówienia tego, co  myślę, jest jedną z moich cech”  - tak Pani to podsumowała. Znana jest Pani z ciętego języka. Iwona Kurowska to wciąż drapieżny  polityk, który teraz idzie do sejmowych ław?

Reklama

- Istotnie, mogłam tak powiedzieć  (śmiech). Ale Iwona Kurowska to już  nie jest drapieżny polityk. Czas biegnie, a każdy miesiąc, każdy rok zmienia człowieka. Moje doświadczenia,  czyli wymagający kurs oficerski i 2,5  roku pracy w administracji rządowej  spowodowały, że jestem inna. Bardzo  je sobie cenię, bo wzbogaciły mnie  jako człowieka. Dziś mam inne spojrzenie na wiele spraw.

- Czyli mamy się pożegnać  z Iwoną Kurowską, która będzie  miała cięty język?

- A tego nie powiedziałam, bo  przecież genów się nie wydłubie  (śmiech). Ale tak poważnie, to myślę, że to kwestia wieku. Człowiek się  tonuje, pokornieje. Choć są sytuacje,  kiedy trzeba powiedzieć, co się myśli.  Chyba podczas mojego pierwszego  posiedzenia Sejmu było to widać? Jak  dało się zauważyć, czasem trzeba powiedzieć coś ostrzej. Ale bycie ostrym  nie jest moim celem.

Reklama

- Zdecydowane wystąpieniena temat ochrony polskich lasów  czy riposta do posłów opozycji,  broniąca pomysłu PiS na obniżenie  rat kredytowych, nie były cichym  i pokornym wystąpieniem...

- Bo to są sprawy naszych mieszkańców. Jestem po stronie mieszkańców i w kwestiach istotnych dla ludzi  będę zawsze zabierać głos.

- Tylko zabierać głos? Do końca tej kadencji Sejmu zostało raptem pół roku. Da się w tak krótkim czasie coś zrobić dla naszego  subregionu?

- Oczywiście pół roku to nie to  samo, co 4 lata kadencji. Nie ma co  się oszukiwać. Ale miałabym przez  pół roku przesiedzieć bezczynnie?  W moim przypadku nie jest to możliwe. Chcę, by moja krótka kadencja  przyniosła efekty. Dlatego od pierwszego dnia nawiązałam kontakty  z osobami, które mają wpływ na  podejmowanie decyzji istotnych dla  naszych mieszkańców. Nie potrzebuję na to czterech lat, zaczęłam to  robić „z kopyta”. Już jestem po spotkaniach, które odbywały się jeszcze  przed ślubowaniem. Były też pisma.  To są konkretne tematy i zadania do  zrealizowania, ale na razie głośno nie  mogę o tym mówić.

Reklama

-Zmieniła Pani tryb życia?  Znajduje Pani jeszcze czas na bieganie, które uwielbia? A czas dla  rodziny?

- Muszę mieć czas dla rodzinybo nikt mnie nie zwolnił z  obowiązków domowych,  z bycia mamą i żoną. Na  sport nie muszę mieć czasu, ale to lubię, bo daje mi  energię i reset. Ze sportu na  pewno nie rezygnuję. Na  pewno praca w Sejmie jest  inna niż na etacie „od - do”.  Gdy chce się intensywnie  pracować, spotykać, rozmawiać, to czas się kurczy.  Do tego dochodzą lokalne  uroczystości, spotkania w  gminach, gdzie słucham, co  leży ludziom na sercu. Jedyną rzeczą, nad którą ubolewam, jest rezygnacja z wojska. Zgodnie z przepisami  nie mogę łączyć mandatu  z pracą w WOT. Jeśli kiedyś przestanę być posłem,  a nie przekroczę określonego prawem wieku, to będę  chciała wrócić do WOT.

Reklama

- Czyli liczy Pani na  dłuższą przygodę w Sejmie?

- Oczywiście o układaniu  list decyduje partia, ale taka  wola z mojej strony będzie.  Chcę wiele zrobić dla naszych mieszkańców. Poza  tym zostałam ciepło przyjęta w Sejmie. Doświadczeni posłowie z klubu  chętnie odpowiadają na każde pytanie, we wszystkim pomagają. To jestważne w tej pracy. Dołączyłam do teamu PiS. Zostało pięć posiedzeń Sejmu. To mało. Więc to chyba oczywiste,  że chciałabym zrobić coś więcej.

Iwona Kurowska (PiS), była wicestarosta powiatu garwolińskiego, a potem dyrektor
jednego z biur centrali KRUS, została posłem po rezygnacji z mandatu jej partyjnego kolegi
Marka Zagórskiego (PiS). Zasiada w komisjach kultury i sportu oraz rolnictwa i ochrony środowiska. Już na pierwszym posiedzeniu w ławach sejmowych zabrała trzykrotnie głos, odważnie broniąc pomysłów swojej partii. I zapowiada, że do końca jej krótkiej (półrocznej) kadencji siedzieć cicho nie będzie.

Reklama

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama