Reklama

Spłonęło im wszystko

– Chuchaliśmy i dmuchaliśmy na ten dom, a w ciągu kilku godzin straciliśmy wszystko – Halina Jakubaszek z Mrokowa w gminie Trojanów z trudem hamuje łzy. – Świat nam się zawalił – dodaje jej mąż Mieczysław.

W zeszłym tygodniu spalił się ich dom. Mieszkali tam razem z matką, wujem i synem. O godzinie 16.00
w  domu była tylko 80-letnia babcia. Gdy spojrzała na okno zobaczyła,
że na podwórku jest jasno. Myślała, że ktoś przyjechał samochodem i wyszła na dwór zobaczyć kto to. Dopiero na zewnątrz zobaczyła, że to dom się pali.
W tym czasie pożar zauważyli już oddaleni o kilkaset metrów sąsiedzi. Natychmiast wsiedli do samochodu
i  przyjechali. Zdążyli tylko wynieść kuchenkę z butlą gazową, dzięki czemu nie doszło do wybuchu. Wszystko inne spłonęło. O pożarze natychmiast powiadomiono straż pożarną. – Pierwsze doniesienia były dramatyczne, gdyż mówiły, że w środku znajdują się dwie osoby – mówi Dariusz Sadkowski, komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej. – Na szczęście w domu nikogo nie było.

Nie było, bo pan Mieczysław był wtedy w sanatorium, a jego żona w pracy. Ich syn przebywał u rodziny, która pomagała mu dotrzeć do szpitala, gdyż mężczyzna jest po ciężkim wypadku i operacji nogi. W pożarze spłonął nawet jego wózek inwalidzki i wszystkie lekarstwa.
Panią Halinę przywieźli do domu znajomi z pracy. Gdy zobaczyła, co zostało z budynku, załamała się. – Zostało mi tylko to, co miałam na sobie – mówi. – Spłonęły mi wszystkie dokumenty. W torebce miałam jedynie kilkadziesiąt złotych.
Dom Jakubaszków to teraz jedno wielkie pogorzelisko. Miejsce, gdzie była kiedyś kuchnia, można poznać tylko po leżącym na gruzach zlewie. Straszy okopcona zamrażarka, spod cegieł wyłania się spalony piec centralnego ogrzewania. Dom był piętrowy, częściowo drewniany, ale obudowany cegłą.
 – Niedawno wyremontowaliśmy kuchnię, położyliśmy tam płytki – opowiada pan Mieczysław. – Meble do pokoju też kupiliśmy nowe.

Państwo Jakubaszkowie mieszkali tylko na niższej kondygnacji. Piętro było niewykończone. Tam jednak składowali styropian i płyty, które kupowali z myślą o ociepleniu domu.
Na razie każdy z członków rodziny mieszka gdzieś indziej. Babcia i wujek – u rodziny, syn w innym miejscu. Pan Mieczysław musiał wrócić do sanatorium, z którego wypuszczono go tylko na przepustkę ze względu na wyjątkową sytuację. Jest po operacji kręgosłupa, więc ciężkiej pracy fizycznej i tak nie może wykonywać. – Mama i wujek przychodzą w dzień na podwórko i mówią, że przyszli do domu, ale do jakiego domu? Przecież tu nic nie ma – mówi pan Mieczysław.
Władze gminy chciały kupić Jakubaszkom barak, by mieszkali tam przez zimę. Oni jednak wolą przebudować oborę, by tam zamieszkać.
– Aby zimę przetrzymać – mówi pani Halina. W tej chwili trwają prace budowlane.
– Musiałem kupić wszystkie materiały i wynająć firmę – mówi pan Mieczysław. - Trzeba wstawić piec centralnego ogrzewania, zrobić łazienkę, wstawić nowe okna i ocieplić wszystko, bo to przecież tylko obora.

Na razie Halina Jakubaszek śpi w dogrzewanym jedynie „kozą” pomieszczeniu. Pan Mieczysław twierdzi, że już nie będzie odbudowywał domu. – Mietek nie mów tak – strofuje go żona. – Przyjdzie wiosna i pomyślimy.
W pomoc pogorzelcom zaangażowała się cała wieś. Ludzie przywieźli im ubrania, talerze, sztućce, pościel. Pomógł również Urząd Gminy przyznając zapomogę. Pani Halina nie może się nachwalić pracowników GOPS-u, którzy wozili ją kilkakrotnie do Garwolina, by pomóc w wyrobieniu nowych dokumentów. Gmina próbuje również znaleźć placówkę, w której syn Jakubaszków mógłby przejść rehabilitację po operacji. Najpierw trzeba jednak odtworzyć dokumenty z historią choroby, gdyż wszystko znajdowało się w spalonym domu. Z pomocą ruszył też sołtys Mrokowa. – Dzwoniliśmy do sołtysów w całej gminie, by zorganizowali zbiórki w swoich wsiach – mówi Stanisław Kostyra, wójt gminy Trojanów.
Pomoc zaoferowali również księża z Korytnicy i Życzyna. Państwu Jakubaszkom pomaga też zaprzyjaźniona rodzina Czajków. Oni oferują im nocleg, możliwość umycia się czy zjedzenia normalnego obiadu.

– Duże wsparcie, zarówno materialne, jak i psychiczne dostaliśmy również od kolegów i znajomych z pracy naszych córek: Anny i Danuty – dodaje H. Jakubaszek.
– Oni bardzo przejęli się sytuacją, w której się znaleźliśmy. Bardzo za to dziękujemy.  – Mam nadzieję, że dzięki pomocy ludzi ten dom uda się odbudować – dodaje wójt.
Wszyscy, którzy chcieliby pomóc Jakubaszkom w powrocie do normalności, mogą wpłacać pieniądze na konto:  76 12402728 1111 0000 39819673 Mieczysław Jakubaszek, Mroków 81, z dopiskiem „Pomoc dla pogorzelców”.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości