Reklama

Szpital na minusie, pensje w dół

W Mazowieckim Szpitalu Wojewódzkim w Siedlcach trwają negocjacje w sprawie... czasowego obniżenia pensji personelu medycznego. - Mówi się nam, że to tylko na rok, aby poprawić sytuację szpitala. Jako pielęgniarka zarabiałabym teraz o około 300 złotych mniej. Nie chcemy się na to zgodzić - mówi pracownica szpitala.

Prezes Wojciech Kaszyński potwierdza. - Prowadzimy cały czas rozmowy ze związkami zawodowymi o restrukturyzacji. Szukamy takich rozwiązań, aby nie doszło do zwolnień - zapewnia.
Jak się dowiedzieliśmy, pracownicy, mający umowy na czas określony, podpisali nowe. Wcześniej obawiano się, że stracą pracę z chwilą, gdy umowa wygaśnie.

Na minusie

Powodem tych trudnych rozmów jest bilans spółki za ubiegły rok. Okazało się, że szpital jest na sporym minusie - około 11 milionów złotych.
- Spory w tym udział mają koszty pracy - przyznaje Wojciech Kaszyński. - Umowa ze związkami zawodowymi, zawarta przed przekształceniem w 2011 roku, przewidywała wzrost wynagrodzeń. Owszem, pielęgniarki z naszego szpitala mają najwyższe pensje w województwie, ale wydatki na koszty pracy wzrosły o 8 mln złotych.
Fatalne dla kondycji szpitala okazały się decyzje Narodowego Funduszu Zdrowia, m.in. przesunięcie procedur chirurgii jednego dnia do ambulatorium oraz inny sposób wyliczania stawek w poradniach specjalistycznych.
- Po tej zmianie nasze poradnie przyniosły 2 mln zł deficytu! Do tej pory się bilansowały. Przeniesienie jednodniowej chirurgii do ambulatorium spowodowało z kolei, że nie mogliśmy wykonać około 5 mln zł przychodu. Gdybyśmy go mieli, to pokryłby część strat - mówi Wojciech Kaszyński.
Bardzo kosztochłonnym oddziałem jest SOR. To tam trafiają pacjenci z zagrożeniem życia. Niestety, SOR traktowany jest także jak przychodnia pierwszego kontaktu.

- Pacjenci albo są nagminnie do nas odsyłani, albo sami przychodzą, bo ich poradnia jest już zamknięta. Dodatkowo obsługujemy wszystkich pijanych z regionu. Wystarczy, że taki pacjent ma zadrapanie na głowie, aby uruchomić kosztowne badania, za które nam nikt nie płaci - wylicza prezes Kaszyński. - W minionym roku SOR przyniósł 4,5 mln zł starty.
Jak kosztowne bywa leczenie pacjentów nieubezpieczonych, pokazuje przykład dwóch chorych, leżących na OIOM. Jeden jest Polakiem, drugi Ukraińcem. Są w śpiączce od roku. Nikt nie chce ich odebrać.
- Koszt ich leczenia już wyniósł ok. 1 mln złotych. Pieniądze możemy odzyskać tylko wtedy, gdy wystawimy fakturę za leczenie, ale... nie ma komu.
(...)

Całość w wydaniu papierowym.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama