Reklama

Tempora mutantur

08/09/2010 10:55

Wychowaliśmy się w czasach bezbożnej komuny, więc do głowy by nam nie przyszło, by pisać na transparencie: „Precz z krzyżami. Na stos z moherami” czy „Dość dyktatury krzyżaków”. Inną dyktaturę mieliśmy na głowie, więc jeśli coś pisaliśmy, to na przykład: „Junta juje”. No, ale my – jako się rzekło - żyliśmy w kraju programowo ateistycznym i mieliśmy tylko godzinę religii w tygodniu i to w ciasnej salce parafialnej. A teraz młodziaki mają dwie godziny w szkole i konkordat, który stoi na straży ich religijnych przeżyć. Pewnie z tego powodu ćwierć wieku temu z okładem, my, licealiści lat 80., upominaliśmy się o krzyże, a teraz młodzi roku 2010 jakby w stronę przeciwną ciągną. (Czy to, że kiedyś się upominaliśmy, sprawia, że dzisiaj możemy prosić, żeby je zdjąć? Każdy ma prawo przecież zmienić zdanie… Czy może działa to tylko w jedną stronę?).

W naszych bezkonkordatowych, zupełnie świeckich czasach biegaliśmy do parafii nie tylko na lekcje religii. Siedząc w kucki na księżowskich pokojach albo leżąc wprost na księżowskim dywanie, oglądaliśmy tam zakazane filmy albo słuchaliśmy mądrych pogadanek, których nigdzie indziej nie można było obejrzeć ani wysłuchać. W parafialnych bibliotekach wypożyczaliśmy niedostępne gdzie indziej książki. Czasy były podłe i obłudą wiało z wielu stron, ale nigdy od strony kościoła.
Dzisiaj za to dzieciaki dobrze mają. Od dwudziestu lat – właśnie obchodzimy okrąglutką rocznicę – do salek katechetycznych nie muszą biegać. Religię w szkole mają, a oprócz niej - w parafii specjalne przygotowania, bez których my musieliśmy się obywać: do komunii, do bierzmowania. Pewnie odczuwają przesyt, skoro żalą się – jak ta dziewczyna na forum internetowym - że przygotowując się do bierzmowania muszą jeszcze chodzić na te „j…ne msze”. No, ale przynajmniej teraz w kościele jest porządek – podpisy, pieczątki, zaświadczenia. Jakiś wikary na Śląsku wpadł na pomysł, by obecności podczas mszy i nauk w ramach przygotowania do bierzmowania kontrolować czytnikiem linii papilarnych. I pomyśleć, że nam za całą kościelną biurokrację wystarczał zeszyt z religii i świadectwo na koniec roku. A jak zeszytu zabrakło, to też nie było problemu. Tyle wikary i katechetka mieli do nas zaufania. I to w środku komunistycznego kraju. Na rekolekcje biegaliśmy w komplecie, choć były dopiero po lekcjach - popołudniami i wieczorami. Może za rzadko widzieliśmy księdza i tak nas jakoś do kościoła ciągnęło? Może pod górkę było, więc chciało się włazić? Wolność i brak drylu tak nas pociągały? Dzisiaj szkoły – w trosce o duchowy rozwój młodego pokolenia – na czas rekolekcji zawieszają zajęcia. A młode pokolenie, wychowane w nowym duchu, z wdzięczności urządza akcję „Krzyż” pod Pałacem Prezydenckim. Zmieniają się czasy, oj, zmieniają…
Na taką manifestację, jak ta, która odbyła się w pierwszy weekend sierpnia – powiedzmy samokrytycznie – nas nie byłoby stać. Zbyt dużo mieliśmy skrupułów, zbyt wiele wdzięczności. Mieliśmy swoje zadymy na Krakowskim Przedmieściu, ale pod zupełnie innymi hasłami. Zmieniają się czasy, jedno wszelako pozostaje bez zmian. Młodzież - tak wtedy, jak teraz - wyczulona jest na wszelaki fałsz i przekorna. Pewnie, pewnie, że nie wszyscy. Wystarczy, jak zawsze, ta grupa, która nadaje ton.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości