Reklama

-To, co tam widział, załamało młodego, wrażliwego człowieka - mówi matka żołnierza, który służył na granicy polsko-białoruskiej

-Jestem załamana, dosłownie nie mogę poznać syna - mówi pani Maria. - Jak tylko wrócił, to od razu zauważyłam, że jest z nim coś nie tak. Chłopak popadł w jakąś depresję. Widzę, że jest jakiś inny. To ten pobyt na granicy go tak odmienił. To, co tam widział, załamało młodego, wrażliwego człowieka. Jak mi o tym wszystkim opowiadał, to sama miałam łzy w oczach.

Andrzej, syn pani Marii, jest żołnierzem, ale jeszcze nie zawodowym. Dopiero się o to stara. Na razie jeździ na szkolenia. Niedawno wrócił ze służby na granicy Polski z Białorusią. Był tam, w rejonie Hajnówki, trzy tygodnie. Opowiadał matce o swoich przeżyciach. I nie miały one wiele wspólnego z tym, co o samej służbie mówią w telewizji.

Reklama

"Ciapate" koczują, piją wodę z bajora

O uchodźcach koczujących na granicy mówi się powszechnie, przynajmniej w wojsku, „ciapate”. Są to głównie ludzie z objętej wojną i reżimem Assada Syrii, Afganistanu, Iraku, Iranu, Tadżykistanu, ale też z Somalii, Nepalu, Mołdawii, Wietnamu. To istna ludzka wieża Babel. Bezmiar ludzkich tragedii.

-Syn opowiadał, że wszyscy ci ludzie, w tym wiele kobiet i dzieci, od tygodni koczują pod gołym niebem na pasie między zaporą a białoruskimi pogranicznikami – mówi pani Maria. - Jest to wąski pas o szerokości 50 metrów. Oni nie mają tam prawie niczego do jakiegokolwiek funkcjonowania. Wodę piją z jakiegoś bajora. Syn mówił, że dorośli mężczyźni mają ręce chudsze od moich. Zaczynają już przypominać szkielety.

Reklama

-To ludzie zdesperowani, którzy chcą się, a przede wszystkim rodziny, ratować za wszelką cenę - relacjonuje
kobieta. - Syn opowiadał, jak próbują ich przekupić, żeby tylko przedostać się na drugą stronę granicy. W tym ogrodzeniu są takie bramki, które można otworzyć. Jeden z „ciapatych” dawał synowi kilka tysięcy, nie wiem już, dolarów czy euro, żeby przepuścił przez ten płot jego żonę z dwójką dzieci. To oczywiście nie wchodzi w grę.

Młody żołnierz musi stać i bezradnie patrzeć, jak parę metrów dalej męczą się ludzie

-Serce się synowi łamało, jak przez ten płot kobieta wyciągała ręce, żeby jej i dzieciom dać butelkę wody czy choćby jakiegoś batona - opowiada matka żołnierza. - A on nie mógł tego zrobić, bo wojsku nie wolno przekazywać uchodźcom żadnego wsparcia. Nie mogą przerzucić nawet butelki z wodą, bo jak nawet przełożony nie widzi, to tam są wszędzie kamery. I młody chłopak musi stać i bezradnie patrzeć, jak parę metrów dalej męczą się ludzie, przecież tacy sami jak my, tylko biedni, bezradni, i coraz bardziej pozbawiani nadziei. Oni jednak nie rezygnują. Mają urządzenia do przecinania płotu, podobno dostarczane przez stronę białoruską. I co jakiś czas komuś, czy nawet całej grupie, udaje się sforsować zaporę. Wtedy są zazwyczaj łapani, rzucani na glebę i skuwani. A potem prowadzeni do furtki w płocie i przepychani na stronę białoruską.

Reklama

-Syn nie mógł już na to wszystko patrzeć - opowiada zbolała przeżyciami syna matka. - Ale on tak bardzo chciał być żołnierzem. I wie, że w wojsku słucha się rozkazów. Ale ja wiem, że przychodzi mu to z coraz większym trudem. Ja zawsze wychowywałam go tak, że jeśli ktoś potrzebujący prosi o wodę czy jedzenie, to trzeba go napoić. Ręki potrzebującego nie wolno odtrącać. A młody chłopak musi to robić. To naprawdę bardzo ciężka próba dla syna, której poddawani są przecież ci wszyscy młodzi chłopcy. I tu nie chodzi o kształtowanie charakteru, ale raczej o łamanie charakterów. Mówi się, że do wojska idą dzieci, a wychodzą z niego prawdziwi, twardzi mężczyźni. To ja nie chcę, żeby mi wojsko zrobiło z syna takiego „twardego mężczyznę”.

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i e-wydaniu (KUP TERAZ) "Tygodnika Siedleckiego" nr 42.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości