Reklama

Tusku, musisz!

Jak to polityce ładnie, kiedy Tusk w podatki wpadnie. Koledzy go nie żałują, jeszcze brzydko potraktują... Możesz sobie, drogi polityku, być kim chcesz: liberałem, socjaldemokratą albo nawet - jak polecał Leszek Kołakowski - konserwatywno-liberalnym socjalistą, kiedy zaczniesz rządzić, będziesz musiał pożegnać się z pięknymi teoriami. Nazywać się możesz, jak chcesz, ale zrobisz tylko to, co musisz.

Od pięciu sejmowych kadencji, licząc od czasów Kongresu Liberalno--Demokratycznego (słowo daję: była kiedyś taka partia), liberalni przyjaciele z boiska skrzykiwali się do rządzenia hasłem: Obniżymy podatki! Obniżymy podatki, bo świetnie zrobi gospodarce. Obniżmy podatki, by żyło się lepiej. Wszystkim. 
I wreszcie przyszedł ten długo wyczekiwany moment, „nadejszła wiekopomna chwila”: mają swojego premiera, swojego prezydenta, swojego marszałka Sejmu. Rządzą. Wychodzą na mównicę i obwieszczają z dumą: Podwyższamy podatki.

Wiwat, spełnione marzenia!  
Liberał, konserwatysta, socjalista... Czy to dzisiaj jeszcze cokolwiek znaczy? Tusk, liberał podobno tak wzorcowy, że razem ze wzorami metra i kilograma mogliby go przechowywać w Sèvres pod Paryżem - podwyższa podatki. Kaczyński - podobno etatystyczny socjalista, zwolennik silnego państwa - mógł sobie pozwolić na ich obniżenie. Uwielbiam takie subtelne ironie dziejów.
I proszę mi się nie zalecać, mówiąc, że podwyżka jest tylko na chwilę. Za stary jestem wróbel na takie plewy. Podatek Belki też nie miał być na wieczność, tylko, góra, na parę lat, na przeczekanie trudniejszego momentu. A został na wieki wieków.
Szczerze mówiąc, już po mianowaniu Marka Belki na szefa NBP można było podejrzewać, że nic dobrego z tego nie będzie. Belka to jedyny w Polsce facet, który ma swój własny, imienny podatek. Ta nominacja nie mogła zwiastować niczego innego niż lżejszą kieszeń.  

Opozycja też w piętkę goni („gonić w piętkę” - tracić zdolność logicznego rozumowania, być niekonsekwentnym). Półtora roku temu, kiedy rząd Donalda Tuska szukał oszczędności i ciął wydatki (tak po prawdzie, to nie wiem, czy ciął, czy tylko zapowiadał cięcie), PiS przekonywał, jak straszliwa, bardzo szkodliwa, wręcz zabójcza dla gospodarki jest to polityka. Zdaniem PiS trzeba było robić na odwrót - nie ciąć, lecz zwiększać wydatki, być hojnym jak Ameryka i Europa; może nawet rozrzutnym, by podtrzymać słabnącą gospodarkę. Po kilkunastu miesiącach role się odmieniły. PO już nie chce ciąć, teraz zwiększać wydatki. I na te zwiększone wydatki potrzebuje większych podatków. PiS na odwrót - w trosce o kieszenie podatników gorąco zachęca rząd do szukania oszczędności. Rządowej rozrzutności już nie pochwala. Cokolwiek robi rząd, źle robi. Taka jest opozycyjna prawda. Czy opozycja ma sens, zabijcie - nie wiem.
Możesz mieć tysiąc ugruntowanych teorii, kiedy przyjdzie co do czego, i tak zrobisz to - co musisz. „Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę...” Wybór jest taki, że trzeba podnieść podatki. Tusku, musisz! 
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości