Ze wszystkich rocznic rocznice solidarnościowe świętować jest najtrudniej. Oglądamy się za siebie, sporządzamy bilans, ale nic się nie zgadza. Wiemy, mamy niezbitą pewność, że coś wielkiego, niespotykanego się wydarzyło 30 lat temu, fakty są znane, czyny i rozmowy spisane, żyją jeszcze bohaterowie (choć już nie wszyscy) tamtych sierpniowych dni - ale nazwać, opisać tego fenomenu, który mamy świętować, nie potrafimy. Fenomen Solidarności wymyka się między wierszami.
Zwłaszcza że po tamtym sierpniu było jeszcze kilkanaście solidarnościowych miesięcy 1980 i 1981 roku. Także je należy uwzględnić w rocznicowym rachunku. A po nich były jeszcze lata stanu wojennego i parszywa resztówka lat 80. A po nich pamiętny, wspaniały rok 1989. I lata następne, które do posagu Panny „S” również wypada doliczyć. To przecież przez nią to wszystko. Nic dziwnego, że gubią się rachuby, podsumowania okazują zawodne, a opisy nie chwytają istoty rzeczy. W sierpniu 1980 roku udało się coś tak wielkiego, że jest nie do ogarnięcia, nie do opisania.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!